Ariella
Keller zatrzymała się na niewielkiej werandzie jednego z domków na
plaży, których wzdłuż wybrzeża było mnóstwo i wszystkie
wyglądały niemal identyczne. Przyjemnie rześkie powietrze uderzyło
z niewielką siłą w jej rozgrzaną, lekko zaczerwienioną twarz,
niosąc chwilowe ukojenie. Przymknęła oczy, wsłuchując się z
zadumą w szum morskiej wody i dudniącą za jej plecami muzykę.
Zaskakująco interesujące wydało jej się połączenie tak różnych
brzmień, które niezamierzenie tworzyły pewnego rodzaju spektakl
dźwięków. Delikatność fal uderzających o brzeg w
akompaniamencie najcięższych gitarowych basów była
nadspodziewanie idealnym połączeniem dwóch, na pozór tak różnych
i odległych światów. Dziewczyna miała w naturze skupianie się na
tych małych, dla innych nic nieznaczących aspektach otaczającego
ją świata, które dopiero po głębszym wsłuchaniu się nabierały
większy sens. Fruwające na wietrze kosmyki długich, jasnych włosów
delikatnie łaskotały napiętą skórę szyi, opadając co jakiś
czas na nagie ramiona. Z pełnym ulgi westchnieniem oparła się o
drewnianą balustradę i spojrzała na zachmurzone, granatowe niebo.
Prawie niezauważalny uśmiech pojawił się na jej zaróżowiałych
ustach, gdy tylko wróciła wspomnieniami do tego, co wydarzyło się
kilkanaście minut wcześniej. Wciąż z niesamowitą intensywnością
odczuwała dotyk ciepłych dłoni blondyna. Pochyliła głowę i
cicho zachichotała, co raczej nie było do niej podobne, bo zwykle
starała się nie okazywać żadnych uczuć, zwłaszcza tych
pozytywnych. Tym razem było to jednak od niej zdecydowanie
silniejsze. Powinna czuć się winna, bo przecież w dość
wyrachowany sposób wykorzystała chłopaka, którego imienia nawet
nie znała, ale zamiast tego odczuwała niesamowitą, wręcz
rozpierającą od środka satysfakcję, bowiem kolejny punkt na
liście mogła z zadowoleniem odhaczyć.
Chwyciła
opartą o filar zadaszenia kulę, ułożyła wygodnie przedramię,
zaciskając dłoń na plastikowej rączce i niespiesznie kuśtykając,
ruszyła w stronę zaparkowanego nieopodal samochodu. Dość
niespodziewanie z nadciągających znad miasta chmur lunął rzęsisty
deszcz. Ariel próbowała przyspieszyć, by ochronić się przed
ciężkimi kroplami, ale ruchowe ograniczenia uniemożliwiały jej
jakikolwiek bieg. Dlatego też kiedy w końcu wpadła do pojazdu,
woda ociekała z każdej możliwej części jej ciała.
-
Nienawidzę deszczu
– mruknęła ze złością, wykręcając mokre włosy. Cisnęła
kulę na drugie siedzenie i lekko poirytowana ruszyła czym prędzej
w stronę domu, próbując przebić się przez ścianę wody lecącej
z nieba, gdy wycieraczki z trudem radziły sobie z ilością
spływających po szybie kropli. Kilka przecznic dalej, kiedy
zmuszona została do zatrzymania się na czerwonym świetle,
rozwiązała okalającą do tej pory jej biodra niebieską koszulę
flanelową. Narzuciła ją na dygoczące z zimna i przemoczenia
ramiona, ale szybko zdała sobie sprawę z tego, że coś się nie
zgadzało.
To
nie była jej koszula.