- Ariella Keller?
Znudzony głos
nauczycielki chemii kolejny raz rozległ się po klasie, ale tym
razem nie padło żadne potwierdzenie obecności. Głucha cisza na
niedługi moment zapanowała w dusznym, wypełnionym chemicznym
zapachem pomieszczeniu.
- Keller? -
powtórzyła nieco ostrzej, rzucając krótkie, zdziwione spojrzenie
w kierunku ławki, w której zwykle siedziała dziewczyna. Wzruszyła
jedynie ramionami i kolejny raz wbiła wzrok w listę uczniów,
wertując kolejne nazwiska.
Luke mimowolnie
zerknął przez ramię w kierunku ostatniego, pustego miejsca pod
przeciwległą ścianą. Dopiero w tamtej chwili zdał sobie sprawę,
że praktycznie cały tydzień nie widział jej w szkole. Cały wolny
czas poświęcał na trening przed nadchodzącym meczem, kompletnie
nie zauważając jej nieobecności. Nie była mu potrzebna, więc
kiedy przez kolejne dni nie pojawiała się na lekcjach, zupełnie
nie zwróciło to jego uwagi. Wciąż wpatrywał się w niezajęte
krzesełko, zastanawiając się nad powodem jej absencji. Zawsze
wydawało mu się, że była typowym prymusem, który nie opuszczał
bez powodu szkoły. Wiedział jednak, że to nie była jego sprawa i
tak naprawdę nie obchodziło go, co się z nią działo do czasu, aż
była mu niezbędna.
- Ej, gdzie twoja
łamaga? - zapytał po cichu siedzącego przed nim Caluma, który
pochylony nad probówkami, próbował nadążać za poleceniami
nauczycielki. Aż podskoczył na krzesełku, kiedy tylko usłyszał
nad ramieniem głos blondyna. Potrącił dłonią jedno z szklanych
naczynek, a jego zawartość połączyła się z przezroczystą
cieczą w stojącym obok pojemniku. Początkowo nic nie zapowiadało
kłopotów, ale kiedy chwilę później nad stolikiem chłopaka
zaczął unosić się szary dym, a pomieszczenie wypełniło się
duszącą wonią, wszyscy zaniemówili z wrażenia, wpatrując się w
przerażonego bruneta. Substancja zawrzała, buzując niebezpiecznie.
Biała piana wydostała się poza brzeg, spływając na blat stolika.
Luke z niepokojem wpatrywał się w kipiącą mieszaninę, po czym
wpadł w dziki śmiech. Nieporadność i wymalowane na twarzy
zagubienie Caluma sprawiało, że jego rozbawienie z każdą kolejną
sekundą zwiększało się.
- Panie Hood! -
wrzasnęła w popłochu nauczycielka, podbiegając do okna, by
otworzyć je na pełną szerokość. - Widzimy się w poniedziałek
po lekcjach!
- Ale to nie moja
wina – jęknął bliski płaczu chłopak. - To on! - wskazał na
Luke'a, robiąc żałosną minę i mocno zacisnął drżące ze
strachu usta. Blondyn nagle przestał się śmiać i pełnym
niezrozumienia wzorkiem spojrzał na niego.
- Pan Hemmings w
takim razie również dołączy do nas – oznajmiła nieznoszącym
sprzeciwu głosem kobieta, rozchylając kolejne okna. Po
pomieszczeniu rozległ się nieśmiały pomruk i kilka gwizdów, ale
wystarczyło jej jedno spojrzenie, by cała klasa jak na zawołanie
pogrążyła się w idealnej ciszy. Nikt nie odważył się by
podnieść głowę.
- Co?! - krzyknął
podenerwowany Luke, patrząc to na Caluma, to na nauczycielkę. -
Przecież to nie ja! Nic nie poradzę na to, że on jest kompletnym
idiotą, w dodatku niepełnosprawnym.
- Poniedziałek. Po
zajęciach – wyjaśniła raz jeszcze, ale nawet nie raczyła na
niego zerknąć, skupiając się na wywietrzeniu klasy. Hemmings z
szeroko otwartymi ustami wpatrywał się w zgarbionego kolegę z
drużyny, w ostatniej chwili hamując słowo, które miało
podsumować to, co właśnie się wydarzyło. Chwycił go za rękaw
koszuli i przyciągnął do siebie.
- Masz przesrane,
Hood! - warknął tak cicho, by nikt inny go nie usłyszał. Calum
zadrżał, kuląc się jeszcze mocniej. Nerwowo przełknął ślinę,
opuszczając zawstydzony głowę.
- Panie Hemmings,
mam nadzieję, że właśnie ustalacie podział obowiązków, które
czekają was przy przygotowywaniu jesiennego balu – pani Stevens
zwróciła się kolejny raz do nich, dostrzegając najwyraźniej to
krótkie spięcie. Luke wykrzywił usta w sztucznym uśmieszku,
poklepując z udawaną przyjaźnią ramię Hooda. Kiedy kobieta tylko
się odwróciła, ponownie szarpnął Caluma, zaciskając z całej
siły palce na jego barku.
- Zabiję cię! -
syknął, po czym odepchnął go tak silnie, że chłopak zakołysał
się na krześle, w ostatniej chwili podpierając się o stolik, by
nie upaść na ziemię.
#
- Czy my już kiedyś
ze sobą nie spaliśmy?
Głęboki, lekko
zachrypnięty i jakby nie do końca naturalny głos rozbrzmiał nad
jej uchem, gdy w pełnym skupieniu przeglądała notatki, które
wcześniej przygotowała. Cały dzień z wielkim zaangażowaniem i
poświęceniem pracowała w szkolnej auli nad przygotowaniem
dekoracji na pierwszy tegoroczny bal, który miał odbyć się w
najbliższy weekend. Zadrżała delikatnie, czując ciepły oddech na
szyi i znajomy zapach męskich perfum. Swoją apatyczną postawą
próbowała zatuszować to, że ją przestraszył. Nerwowo
przestąpiła z nogi na nogę i wzdychając obojętnie, odwróciła
się za siebie. Przewróciła beznamiętnie oczami, posyłając mu
krótkie, oziębłe spojrzenie i wróciła do listy zadań, którą
ściskała niespokojnie w dłoni. Nadal czuła jego obecność, mimo
iż starała się go kompletnie ignorować. Zerknęła raz jeszcze
przez ramię, napotykając złośliwe spojrzenie blondyna.
- Nie przypominam
sobie, więc albo musiałeś być wyjątkowo kiepski, albo próbujesz
mnie w jakiś strasznie słaby sposób poderwać.
Luke zaśmiał się,
wsuwając ręce do kieszeni i zrobił niewielki krok, by stanąć
obok niej. Wykrzywił lekko stopy, bujając się w miejscu. Pani
Stevens, odpowiedzialna za przygotowanie tego wszystkiego mogła
przypadkiem wspomnieć jej o tym, że razem z Calumem mieli odbyć
tutaj swoją karę, ale do tego momentu była pewna, że były to
jedynie żarty, albo jakieś totalne nieporozumienie. Jednak
rzeczywistość okazała się być okrutna, stawiając go ponownie na
jej drodze.
- Tamtej nocy w
domku na plaży mówiłaś, że to lubisz – przypomniał, ale kiedy
zadarła głowę by na niego spojrzeć, udawał, że był
zafascynowany powstającą przed nimi dekoracją sceny. Miał
najwyraźniej poczucie, że udało mu się ją onieśmielić,
wracając wspomnieniami do tych wstydliwych chwil. Ariel prychnęła.
- Nie mam czasu, aby
lubić cokolwiek związanego z tobą. W dziesięciopunktowej skali
lądujesz gdzieś w okolicach szóstki – wyznała obojętnie,
wzruszając lekko ramionami. - W dodatku ta szóstka jest wyjątkowo
naciągana. I tak, ostatnie słowo zostało użyte nieprzypadkowo –
dodała, sama będąc zaskoczona swoim niebywałym poczuciem humoru.
Musiała jednak powstrzymać cisnący się na usta uśmiech. Nie
potrzebowała nawet na niego patrzeć, aby doskonale wiedzieć, że
osiągnęła przewagę, bo nie wiedział, jak mógł jej
odpowiedzieć, aby wyjść z tego z uniesioną głową.
- Zabawne –
mruknął zmieszany, nie do końca wiedząc, jak zareagować na jej
słowa. - Gdzie byłaś cały poprzedni tydzień?
- Tęskniłeś? -
zapytała złośliwie, poruszając sugestywnie brwiami. Luke zaśmiał
się głośno, jakby powiedziała najlepszy żart, który usłyszał
w życiu. Było jednak w tym śmiechu coś podejrzanego, czego nie
potrafiła rozszyfrować. - Swoją drogą, jestem pełna podziwu, że
pamiętasz – przyznała moment później, gdy niespokojnie poruszył
się, starając się ukryć zakłopotanie. Momentalnie spojrzał na
nią z góry, marszcząc czoło.
- Nie rozumiem.
- To nie nowość –
stwierdziła chłodno, wzdychając ciężko. Pokręciła głową,
próbując skupić się na kolejnych punktach na harmonogramie. Była
jednak świadoma tego, że nadal na nią patrzył, oczekując
jakiegoś wyjaśnienia. Opuściła z bezradnością ręce i zerknęła
na niego niechętnie. - Zwykle jesteś pijany, albo na prochach.
- Nigdy nie byłem
na pr... - zaczął się raptownie tłumaczyć, ale Ariel z
pobłażaniem pokiwała tylko głową, przerywając mu od razu.
- Proszę cię –
powiedziała z kpiną. - Amfetamina?
- O czym ty, kurwa,
mówisz? - zapytał z rosnącą wściekłością, wpatrując się w
nią szeroko otwartymi oczami. Z niezwykłą satysfakcją obserwowała
jak przerażenie przejmowało nad nim kontrolę, gdy rozbieganym
wzrokiem przyglądał się jej. Odetchnęła głęboko i ułożyła
dłoń na jego ramieniu.
- Po prostu uważaj,
dość łatwo od tego świństwa się uzależnić. I uwierz mi, wiem
co mówię – wyznała z całkowitą, lekko przerażającą powagą.
Luke wydawał się być kompletnie zaskoczony tym co właśnie od
niej usłyszał, ale wiedziała, że miała rację. Jego
potwierdzenie nie było jej potrzebne.
- Całkiem cię
popieprzyło, Keller! Coś ci się w głowie poprzestawiało! -
warknął, wymachując impulsywnie rękami, gdy go ominęła.
Zatrzymała się i uśmiechnęła pod nosem. Przeczesała palcami
włosy i odwróciła się do niego.
- Dlaczego w takim
razie aż tak się zdenerwowałeś? - zapytała przebiegle, a on
chciał coś odpowiedzieć, ale nie znalazł żadnego racjonalnego
wytłumaczenia. Ariel wykrzywiła usta w geście, który mógł
przypominać czuły uśmiech, ale zdecydowanie nie był uśmiechem. -
Wbrew pozorom, Hemmings, jesteśmy do siebie bardzo podobni.
- Nie jesteśmy
podobni! - zaprzeczył momentalnie urażony, zaciskając z
wściekłości pięści. Wyraźnie wytrąciła go z równowagi. - Ja
nie jestem jakąś pieprzoną kaleką!
- Powiedz mi coś,
czego nie wiem – westchnęła przeciągle. - Musisz wymyślić coś
bardziej wyszukanego, aby przynajmniej spróbować mnie obrazić –
podpowiedziała mu, rozkładając ręce w geście totalnego
zobojętnienia na jego docinki. To chyba jeszcze bardziej go
zdenerwowało. Jego twarz poczerwieniała, a dziewczyna bez trudu
dostrzegła podrygujące niespokojnie mięśnie.
- Nienawidzę cię
– syknął pełnym jadu głosem, ale to ponownie spotkało się
wyłącznie z jej rozbawieniem. Widziała, że oziębłość była
najlepszą bronią na jego ataki, dlatego bez żadnych skrupułów
postanowiła brnąć tą ścieżką dalej.
- Wiesz, to
niesamowite, bo znowu jesteśmy zgodni. Ja ciebie również
nienawidzę.
Dłuższą chwilę
stali naprzeciw siebie, mierząc się nienawistnymi spojrzeniami, a
żadne z nich nie chciało jako pierwsze przerwać tej pozbawionej
sensu wojny, jednocześnie przyznając się do porażki. Dopiero gdy
w auli rozległ się przeraźliwy pisk wymieszany z potężnym hukiem
i odgłosem tłukącego się szkła, równocześnie spojrzeli w
stronę sceny. Misternie budowana przez cały dzień scenografia
posypała się jak klocki domino, a spomiędzy zniszczonych
fragmentów wyłoniła się nagle głowa Caluma, który z głupim
uśmiechem przyklejonym do twarzy wydostał się spod sterty
kartonów.
- Nic mi nie jest,
nic mi nie jest – oznajmił pospiesznie, pocierając dłonią
umazaną farbą twarz. Ariel przymknęła tylko oczy, nie do końca
wierząc w to, co przed momentem się stało. Cała dotychczasowa
wściekłość ukierunkowana na Luke'a momentalnie znalazła nowy
cel. Wcisnęła rękę w kulę i pokuśtykała do przyjaciela, nie
będąc pewną, czy zdoła zapanować nad chęcią uduszenia go
gołymi rękami.
#
Od kilkunastu
długich minut okupował szkolny murek, nerwowo wyczekując na to, aż
wejściowe drzwi wreszcie się otworzą i wyjdzie z nich Ariel. Jak
na złość postanowiła, chyba nie do końca świadomie, wystawić
jego cierpliwość kolejny raz na wielką próbę. Uruchomił nawet
jakąś pozbawiona sensu grę, by zająć czas, ale ten ciągnął
się w nieskończoność. Gdy tylko coś zaskrzypiało, momentalnie
uniósł głowę, dostrzegając w wejściu blondynkę w towarzystwie
dwóch innych dziewczyn. Nie był pewny czy od razu go dostrzegła,
bo nawet nie popatrzyła w jego stronę, żarliwie dyskutując z
koleżankami. Kiedy ich rozmowa przedłużała się, nabrał
przekonania o tym, że zdawała sobie sprawę z jego obecności.
Chwilę później pożegnała się z nimi i przerzucając torbę
przez ramię, niemrawo zeszła ze schodów. Celowo go ignorowała,
dzielnie krocząc przed siebie. Podniósł się i sugestywnie
pochrząkując, ruszył za nią. Nie zareagowała. Kilka kroków
później był już przy jej boku, ale ona nadal postanowiła nie
zwracać na niego żadnej uwagi. W idealnej ciszy doszli do jej
samochodu, ale gdy tylko sięgała do klamki, zastąpił jej drogę.
- To nie tak jak
myślisz – powiedział, krzyżując ręce na piersiach. Wpatrywał
się w nią uważnie, ale ona westchnęła tylko głęboko, kręcąc
głową.
- Nie obchodzi mnie
to, naprawdę – odparła beznamiętnie, opuszczając zmęczona
ramiona. Próbowała go ominąć, by dostać się do auta, ale
sprytnie kolejny raz uniemożliwił jej to.
- Nie jestem żadnym
ćpunem, nie wiem co ty sobie w tej swojej chorej główce ubzdurałaś
– bronił się, niespokojnie wymachując dłonią. Ariel z
znużeniem spojrzała na niego, opierając się o sąsiedni samochód.
Zamknęła oczy, ocierając dłonią twarz.
- Nie wiem co
pozwoliło ci myśleć, że interesuje mnie twoje życie – mruknęła
wyczerpana, sięgając do torby po butelkę wody. Wzięła spory łyk
i pozbawionym emocji wzrokiem zlustrowała jego sylwetkę. Jej
obojętność drażniła go tak bardzo, że z trudem opanował
kolejny wybuch złości.
- Po prostu nie
chcę, abyś rozpowiadała takie głupoty o mnie, bo są nieprawdziwe
– wytłumaczył, nadal nerwowo wyginając palce. Ariel wyprostowała
się i zbliżyła się do niego. Poprawiła kołnierz jego flanelowej
koszuli i delikatnie poklepała po ramieniu.
- Zrozum, że nie
zamierzam o tym nikomu mówić – obiecała, ale on nie był
przekonany, czy powinien jej wierzyć. - A wiesz dlaczego? -
zapytała, a on pokręcił tylko przecząco głową. Kącik jej ust
drgnął, gdy na niego spojrzała. - Bo mam cię gdzieś. Tak samo
jak wszystko to, co robisz ze swoim życiem.
Wzruszyła obojętnie
ramionami i wykorzystując jego chwilowe zaskoczenie, wyminęła go,
po czym wsiadła do pickupa, zatrzaskując za sobą drzwi, zanim Luke
zdążył cokolwiek powiedzieć. Silnik zawarczał, gdy przekręciła
kluczyk w stacyjce i wycofała pojazd z parkingu. Patrzył jak
odjeżdżała, nie racząc nawet na niego spojrzeć. Z wściekłością
kopnął leżący obok kamyk, który potoczył się gwałtownie po
asfaltowej powierzchni. Zaklął głośno, machając ręką w
powietrzu. I nie mógł przyznać nawet przed samym sobą, że jej
słowa zrobiły na nim jakieś wrażenie.
- Jak ja jej
nienawidzę – powiedział cicho, wpatrując się w znikający
tył samochodu.