października 11, 2014

#trzynaście. nienawidzę, gdy masz rację.


- Ariella Keller?
Znudzony głos nauczycielki chemii kolejny raz rozległ się po klasie, ale tym razem nie padło żadne potwierdzenie obecności. Głucha cisza na niedługi moment zapanowała w dusznym, wypełnionym chemicznym zapachem pomieszczeniu.
- Keller? - powtórzyła nieco ostrzej, rzucając krótkie, zdziwione spojrzenie w kierunku ławki, w której zwykle siedziała dziewczyna. Wzruszyła jedynie ramionami i kolejny raz wbiła wzrok w listę uczniów, wertując kolejne nazwiska.
Luke mimowolnie zerknął przez ramię w kierunku ostatniego, pustego miejsca pod przeciwległą ścianą. Dopiero w tamtej chwili zdał sobie sprawę, że praktycznie cały tydzień nie widział jej w szkole. Cały wolny czas poświęcał na trening przed nadchodzącym meczem, kompletnie nie zauważając jej nieobecności. Nie była mu potrzebna, więc kiedy przez kolejne dni nie pojawiała się na lekcjach, zupełnie nie zwróciło to jego uwagi. Wciąż wpatrywał się w niezajęte krzesełko, zastanawiając się nad powodem jej absencji. Zawsze wydawało mu się, że była typowym prymusem, który nie opuszczał bez powodu szkoły. Wiedział jednak, że to nie była jego sprawa i tak naprawdę nie obchodziło go, co się z nią działo do czasu, aż była mu niezbędna.
- Ej, gdzie twoja łamaga? - zapytał po cichu siedzącego przed nim Caluma, który pochylony nad probówkami, próbował nadążać za poleceniami nauczycielki. Aż podskoczył na krzesełku, kiedy tylko usłyszał nad ramieniem głos blondyna. Potrącił dłonią jedno z szklanych naczynek, a jego zawartość połączyła się z przezroczystą cieczą w stojącym obok pojemniku. Początkowo nic nie zapowiadało kłopotów, ale kiedy chwilę później nad stolikiem chłopaka zaczął unosić się szary dym, a pomieszczenie wypełniło się duszącą wonią, wszyscy zaniemówili z wrażenia, wpatrując się w przerażonego bruneta. Substancja zawrzała, buzując niebezpiecznie. Biała piana wydostała się poza brzeg, spływając na blat stolika. Luke z niepokojem wpatrywał się w kipiącą mieszaninę, po czym wpadł w dziki śmiech. Nieporadność i wymalowane na twarzy zagubienie Caluma sprawiało, że jego rozbawienie z każdą kolejną sekundą zwiększało się.
- Panie Hood! - wrzasnęła w popłochu nauczycielka, podbiegając do okna, by otworzyć je na pełną szerokość. - Widzimy się w poniedziałek po lekcjach!
- Ale to nie moja wina – jęknął bliski płaczu chłopak. - To on! - wskazał na Luke'a, robiąc żałosną minę i mocno zacisnął drżące ze strachu usta. Blondyn nagle przestał się śmiać i pełnym niezrozumienia wzorkiem spojrzał na niego.
- Pan Hemmings w takim razie również dołączy do nas – oznajmiła nieznoszącym sprzeciwu głosem kobieta, rozchylając kolejne okna. Po pomieszczeniu rozległ się nieśmiały pomruk i kilka gwizdów, ale wystarczyło jej jedno spojrzenie, by cała klasa jak na zawołanie pogrążyła się w idealnej ciszy. Nikt nie odważył się by podnieść głowę.
- Co?! - krzyknął podenerwowany Luke, patrząc to na Caluma, to na nauczycielkę. - Przecież to nie ja! Nic nie poradzę na to, że on jest kompletnym idiotą, w dodatku niepełnosprawnym.
- Poniedziałek. Po zajęciach – wyjaśniła raz jeszcze, ale nawet nie raczyła na niego zerknąć, skupiając się na wywietrzeniu klasy. Hemmings z szeroko otwartymi ustami wpatrywał się w zgarbionego kolegę z drużyny, w ostatniej chwili hamując słowo, które miało podsumować to, co właśnie się wydarzyło. Chwycił go za rękaw koszuli i przyciągnął do siebie.
- Masz przesrane, Hood! - warknął tak cicho, by nikt inny go nie usłyszał. Calum zadrżał, kuląc się jeszcze mocniej. Nerwowo przełknął ślinę, opuszczając zawstydzony głowę.
- Panie Hemmings, mam nadzieję, że właśnie ustalacie podział obowiązków, które czekają was przy przygotowywaniu jesiennego balu – pani Stevens zwróciła się kolejny raz do nich, dostrzegając najwyraźniej to krótkie spięcie. Luke wykrzywił usta w sztucznym uśmieszku, poklepując z udawaną przyjaźnią ramię Hooda. Kiedy kobieta tylko się odwróciła, ponownie szarpnął Caluma, zaciskając z całej siły palce na jego barku.
- Zabiję cię! - syknął, po czym odepchnął go tak silnie, że chłopak zakołysał się na krześle, w ostatniej chwili podpierając się o stolik, by nie upaść na ziemię.

#

- Czy my już kiedyś ze sobą nie spaliśmy?
Głęboki, lekko zachrypnięty i jakby nie do końca naturalny głos rozbrzmiał nad jej uchem, gdy w pełnym skupieniu przeglądała notatki, które wcześniej przygotowała. Cały dzień z wielkim zaangażowaniem i poświęceniem pracowała w szkolnej auli nad przygotowaniem dekoracji na pierwszy tegoroczny bal, który miał odbyć się w najbliższy weekend. Zadrżała delikatnie, czując ciepły oddech na szyi i znajomy zapach męskich perfum. Swoją apatyczną postawą próbowała zatuszować to, że ją przestraszył. Nerwowo przestąpiła z nogi na nogę i wzdychając obojętnie, odwróciła się za siebie. Przewróciła beznamiętnie oczami, posyłając mu krótkie, oziębłe spojrzenie i wróciła do listy zadań, którą ściskała niespokojnie w dłoni. Nadal czuła jego obecność, mimo iż starała się go kompletnie ignorować. Zerknęła raz jeszcze przez ramię, napotykając złośliwe spojrzenie blondyna.
- Nie przypominam sobie, więc albo musiałeś być wyjątkowo kiepski, albo próbujesz mnie w jakiś strasznie słaby sposób poderwać.
Luke zaśmiał się, wsuwając ręce do kieszeni i zrobił niewielki krok, by stanąć obok niej. Wykrzywił lekko stopy, bujając się w miejscu. Pani Stevens, odpowiedzialna za przygotowanie tego wszystkiego mogła przypadkiem wspomnieć jej o tym, że razem z Calumem mieli odbyć tutaj swoją karę, ale do tego momentu była pewna, że były to jedynie żarty, albo jakieś totalne nieporozumienie. Jednak rzeczywistość okazała się być okrutna, stawiając go ponownie na jej drodze.
- Tamtej nocy w domku na plaży mówiłaś, że to lubisz – przypomniał, ale kiedy zadarła głowę by na niego spojrzeć, udawał, że był zafascynowany powstającą przed nimi dekoracją sceny. Miał najwyraźniej poczucie, że udało mu się ją onieśmielić, wracając wspomnieniami do tych wstydliwych chwil. Ariel prychnęła.
- Nie mam czasu, aby lubić cokolwiek związanego z tobą. W dziesięciopunktowej skali lądujesz gdzieś w okolicach szóstki – wyznała obojętnie, wzruszając lekko ramionami. - W dodatku ta szóstka jest wyjątkowo naciągana. I tak, ostatnie słowo zostało użyte nieprzypadkowo – dodała, sama będąc zaskoczona swoim niebywałym poczuciem humoru. Musiała jednak powstrzymać cisnący się na usta uśmiech. Nie potrzebowała nawet na niego patrzeć, aby doskonale wiedzieć, że osiągnęła przewagę, bo nie wiedział, jak mógł jej odpowiedzieć, aby wyjść z tego z uniesioną głową.
- Zabawne – mruknął zmieszany, nie do końca wiedząc, jak zareagować na jej słowa. - Gdzie byłaś cały poprzedni tydzień?
- Tęskniłeś? - zapytała złośliwie, poruszając sugestywnie brwiami. Luke zaśmiał się głośno, jakby powiedziała najlepszy żart, który usłyszał w życiu. Było jednak w tym śmiechu coś podejrzanego, czego nie potrafiła rozszyfrować. - Swoją drogą, jestem pełna podziwu, że pamiętasz – przyznała moment później, gdy niespokojnie poruszył się, starając się ukryć zakłopotanie. Momentalnie spojrzał na nią z góry, marszcząc czoło.
- Nie rozumiem.
- To nie nowość – stwierdziła chłodno, wzdychając ciężko. Pokręciła głową, próbując skupić się na kolejnych punktach na harmonogramie. Była jednak świadoma tego, że nadal na nią patrzył, oczekując jakiegoś wyjaśnienia. Opuściła z bezradnością ręce i zerknęła na niego niechętnie. - Zwykle jesteś pijany, albo na prochach.
- Nigdy nie byłem na pr... - zaczął się raptownie tłumaczyć, ale Ariel z pobłażaniem pokiwała tylko głową, przerywając mu od razu.
- Proszę cię – powiedziała z kpiną. - Amfetamina?
- O czym ty, kurwa, mówisz? - zapytał z rosnącą wściekłością, wpatrując się w nią szeroko otwartymi oczami. Z niezwykłą satysfakcją obserwowała jak przerażenie przejmowało nad nim kontrolę, gdy rozbieganym wzrokiem przyglądał się jej. Odetchnęła głęboko i ułożyła dłoń na jego ramieniu.
- Po prostu uważaj, dość łatwo od tego świństwa się uzależnić. I uwierz mi, wiem co mówię – wyznała z całkowitą, lekko przerażającą powagą. Luke wydawał się być kompletnie zaskoczony tym co właśnie od niej usłyszał, ale wiedziała, że miała rację. Jego potwierdzenie nie było jej potrzebne.
- Całkiem cię popieprzyło, Keller! Coś ci się w głowie poprzestawiało! - warknął, wymachując impulsywnie rękami, gdy go ominęła. Zatrzymała się i uśmiechnęła pod nosem. Przeczesała palcami włosy i odwróciła się do niego.
- Dlaczego w takim razie aż tak się zdenerwowałeś? - zapytała przebiegle, a on chciał coś odpowiedzieć, ale nie znalazł żadnego racjonalnego wytłumaczenia. Ariel wykrzywiła usta w geście, który mógł przypominać czuły uśmiech, ale zdecydowanie nie był uśmiechem. - Wbrew pozorom, Hemmings, jesteśmy do siebie bardzo podobni.
- Nie jesteśmy podobni! - zaprzeczył momentalnie urażony, zaciskając z wściekłości pięści. Wyraźnie wytrąciła go z równowagi. - Ja nie jestem jakąś pieprzoną kaleką!
- Powiedz mi coś, czego nie wiem – westchnęła przeciągle. - Musisz wymyślić coś bardziej wyszukanego, aby przynajmniej spróbować mnie obrazić – podpowiedziała mu, rozkładając ręce w geście totalnego zobojętnienia na jego docinki. To chyba jeszcze bardziej go zdenerwowało. Jego twarz poczerwieniała, a dziewczyna bez trudu dostrzegła podrygujące niespokojnie mięśnie.
- Nienawidzę cię – syknął pełnym jadu głosem, ale to ponownie spotkało się wyłącznie z jej rozbawieniem. Widziała, że oziębłość była najlepszą bronią na jego ataki, dlatego bez żadnych skrupułów postanowiła brnąć tą ścieżką dalej.
- Wiesz, to niesamowite, bo znowu jesteśmy zgodni. Ja ciebie również nienawidzę.
Dłuższą chwilę stali naprzeciw siebie, mierząc się nienawistnymi spojrzeniami, a żadne z nich nie chciało jako pierwsze przerwać tej pozbawionej sensu wojny, jednocześnie przyznając się do porażki. Dopiero gdy w auli rozległ się przeraźliwy pisk wymieszany z potężnym hukiem i odgłosem tłukącego się szkła, równocześnie spojrzeli w stronę sceny. Misternie budowana przez cały dzień scenografia posypała się jak klocki domino, a spomiędzy zniszczonych fragmentów wyłoniła się nagle głowa Caluma, który z głupim uśmiechem przyklejonym do twarzy wydostał się spod sterty kartonów.
- Nic mi nie jest, nic mi nie jest – oznajmił pospiesznie, pocierając dłonią umazaną farbą twarz. Ariel przymknęła tylko oczy, nie do końca wierząc w to, co przed momentem się stało. Cała dotychczasowa wściekłość ukierunkowana na Luke'a momentalnie znalazła nowy cel. Wcisnęła rękę w kulę i pokuśtykała do przyjaciela, nie będąc pewną, czy zdoła zapanować nad chęcią uduszenia go gołymi rękami.

#

Od kilkunastu długich minut okupował szkolny murek, nerwowo wyczekując na to, aż wejściowe drzwi wreszcie się otworzą i wyjdzie z nich Ariel. Jak na złość postanowiła, chyba nie do końca świadomie, wystawić jego cierpliwość kolejny raz na wielką próbę. Uruchomił nawet jakąś pozbawiona sensu grę, by zająć czas, ale ten ciągnął się w nieskończoność. Gdy tylko coś zaskrzypiało, momentalnie uniósł głowę, dostrzegając w wejściu blondynkę w towarzystwie dwóch innych dziewczyn. Nie był pewny czy od razu go dostrzegła, bo nawet nie popatrzyła w jego stronę, żarliwie dyskutując z koleżankami. Kiedy ich rozmowa przedłużała się, nabrał przekonania o tym, że zdawała sobie sprawę z jego obecności. Chwilę później pożegnała się z nimi i przerzucając torbę przez ramię, niemrawo zeszła ze schodów. Celowo go ignorowała, dzielnie krocząc przed siebie. Podniósł się i sugestywnie pochrząkując, ruszył za nią. Nie zareagowała. Kilka kroków później był już przy jej boku, ale ona nadal postanowiła nie zwracać na niego żadnej uwagi. W idealnej ciszy doszli do jej samochodu, ale gdy tylko sięgała do klamki, zastąpił jej drogę.
- To nie tak jak myślisz – powiedział, krzyżując ręce na piersiach. Wpatrywał się w nią uważnie, ale ona westchnęła tylko głęboko, kręcąc głową.
- Nie obchodzi mnie to, naprawdę – odparła beznamiętnie, opuszczając zmęczona ramiona. Próbowała go ominąć, by dostać się do auta, ale sprytnie kolejny raz uniemożliwił jej to.
- Nie jestem żadnym ćpunem, nie wiem co ty sobie w tej swojej chorej główce ubzdurałaś – bronił się, niespokojnie wymachując dłonią. Ariel z znużeniem spojrzała na niego, opierając się o sąsiedni samochód. Zamknęła oczy, ocierając dłonią twarz.
- Nie wiem co pozwoliło ci myśleć, że interesuje mnie twoje życie – mruknęła wyczerpana, sięgając do torby po butelkę wody. Wzięła spory łyk i pozbawionym emocji wzrokiem zlustrowała jego sylwetkę. Jej obojętność drażniła go tak bardzo, że z trudem opanował kolejny wybuch złości.
- Po prostu nie chcę, abyś rozpowiadała takie głupoty o mnie, bo są nieprawdziwe – wytłumaczył, nadal nerwowo wyginając palce. Ariel wyprostowała się i zbliżyła się do niego. Poprawiła kołnierz jego flanelowej koszuli i delikatnie poklepała po ramieniu.
- Zrozum, że nie zamierzam o tym nikomu mówić – obiecała, ale on nie był przekonany, czy powinien jej wierzyć. - A wiesz dlaczego? - zapytała, a on pokręcił tylko przecząco głową. Kącik jej ust drgnął, gdy na niego spojrzała. - Bo mam cię gdzieś. Tak samo jak wszystko to, co robisz ze swoim życiem.
Wzruszyła obojętnie ramionami i wykorzystując jego chwilowe zaskoczenie, wyminęła go, po czym wsiadła do pickupa, zatrzaskując za sobą drzwi, zanim Luke zdążył cokolwiek powiedzieć. Silnik zawarczał, gdy przekręciła kluczyk w stacyjce i wycofała pojazd z parkingu. Patrzył jak odjeżdżała, nie racząc nawet na niego spojrzeć. Z wściekłością kopnął leżący obok kamyk, który potoczył się gwałtownie po asfaltowej powierzchni. Zaklął głośno, machając ręką w powietrzu. I nie mógł przyznać nawet przed samym sobą, że jej słowa zrobiły na nim jakieś wrażenie.
- Jak ja jej nienawidzę – powiedział cicho, wpatrując się w znikający tył samochodu.