Kilka dość twardych śnieżek z impetem uderzyło o szybę w oknie, nie przynosząc jednak zamierzonego efektu. Formował już kolejną, gdy usłyszał niemrawe skrzypienie drzwi, w których pojawiła się zaspana Ariel. Spod naciągniętej niedbalne na głowę czapki wystawały splątane kosmyki jasnych włosów, a otwarte na wpół powieki cały czas opadały, choć przecierała je dość intensywnie rękawem.
- Czy ty do reszty oszalałeś, Hemm ... - zaczęła, ale w tej samej chwili kulka białego śniegu trafiła ją prosto w twarz, skutecznie uniemożliwiając dokończenie zdania. Luke przesłonił dłonią usta, aby nie wybuchnąć śmiechem, ale na niewiele się to zdało, bo kiedy tylko popatrzył na ścierającą topniejącą maź z policzków blondynkę wpadł w histeryczny śmiech. - Miałam w planach lepienie bałwana, ale raczyłeś się pojawić, więc już nie muszę się męczyć - powiedziała ze złością w głosie, odgarniając z twarzy mokre pasma włosów.
- Ciebie też miło widzieć w tę wyjątkową, sylwestrową noc - odgryzł się, podchodząc w jej stronę. Zmierzyła go karcącym wzrokiem, robiąc niewielki krok w tył, gdy zbliżył się zbyt mocno.
- Po co tu znowu przylazłeś? - spytała rozzłoszczona, chowając dłonie do kieszeni przydużej kurtki. Kiedy się denerwowała czubek jej zadartego nosa zaczynał lekko drgać, co sprawiało, że momentami wyglądała komicznie. Luke dopiero po chwili zorientował się, że zbyt długą chwilę poświęcił na przyglądanie się dziewczynie. Szybko potrząsnął głową, jakby z lekkim zawstydzeniem.
- Nie wiem - mruknął cicho, zagryzając dolną wargę. Ariel w ten charakterystyczny dla siebie sposób przewróciła oczami.
- W takim razie możesz już wracać do domu - odparła ze znudzeniem, sięgając dłonią w stronę klamki.
- Poczekaj! - powiedział, chwytając ją za rękę. Nerwowo odwróciła się, wpadając w jego ramionami. Wpatrywali się w siebie przez moment, wyczuwając doskonale szaleńcze bicia serc. Luke dostrzegł dopiero wtedy szramę na policzku dziewczyny i mocniej zacisnął palce na jej przedramieniu. - Znowu? - syknął z nieopisaną wściekłością, sprawiając że zadrżała, kuląc się płochliwie. - Przepraszam - dodał szybko, wypuszczając ją z uścisku. Ariel opuściła głowę.
- To nic takiego - wyjaśniła łamiącym się głosem, przesłaniając odruchowo dłonią poharataną twarz.
- Nic takiego? - podniósł głos, unosząc wysoko ręce. - Nikt nie zasłużył na takie traktowanie, nieważne jak bardzo nie chciałby tego faktu zaakceptować. Powinnaś to gdzieś zgłosić, ta kobieta jest niepoczytalna!
- Ale to wciąż moja matka - odpowiedziała równie stanowczym tonem, stawiając opór jego osądzającemu spojrzeniu. Zauważył, że oczy delikatnie jej błyszczały, gdy zażarcie mrugała, aby tylko nie pokazać przed nim swojej słabości. - Ty nic nie rozumiesz - dodała już zdecydowanie ciszej i spokojniej. Luke parsknął ironicznie śmiechem.
- Masz całkowitą rację, nic nie rozumiem. Nie rozumiem, jak można godzić się na to wszystko. Masz coś z głową, Keller.
- Lepiej będzie, jak już pójdziesz - zasugerowała, nie potrafiąc już na niego spojrzeć. Luke chciał coś jeszcze powiedzieć, ale w ostatniej chwili zrezygnował. Machnął tylko ręką z bezsilności. Ze złością odwrócił się od niej i dość zdecydowanym krokiem ruszył w stronę zaparkowanego przy ulicy samochodu. Wsiadł do środka i włączył radio, ustawiając maksymalną głośność, po czym z całej siły zaczął uderzać pięścią w kierownicę. Musiał rozładować na czymś swoją złość. Gdy tylko się uspokoił, zerknął w bok, dostrzegając stojącą wciąż w progu dziewczynę. Nawet z tak sporej odległość był w stanie dojrzeć jej smutne spojrzenie. Długo nie wytrzymał i mimo wszystkich swoich wcześniejszych zasad, ponownie wysiadł z auta i podbiegł do niej. Zdyszany, pochwycił ją w ramiona i otulił dłonią zmarznięty policzek.
- Powiedz mi. Powiedz mi w takim razie to, czego nie rozumiem. Bo wiesz, to właśnie tak działa, kurwa! Ty mówisz mi o wszystkim, a ja mogę wziąć cię za rękę i przejść razem z tobą przez to całe gówno! I jestem na to gotowy, nieważne ile czasu pozostało. Ale nie mogę tego zrobić, jeśli nie wpuścisz mnie do swojego życia.
Bez słowa wpatrywała się w niego przez dłuższą chwilę, z trudem panując nad emocjami. Odniósł wrażenie, jakby miała się w tym samym momencie przewrócić, tracąc równowagę, dlatego objął ją jeszcze mocniej, przygarniając do siebie. Cała się trzęsła, otulając go w pasie i z dziecięcą ufnością wtulając się w niego.
- Chodź, idziemy stąd - polecił i nie czekając na jakąkolwiek reakcję z jej strony, splótł ich dłonie, prowadząc ją do samochodu.
- Nie, nie mogę - protestowała przez moment, ale on zdawał się w ogóle nie reagować. Gdy kolejny raz spróbowała mu się wyrwać, zatrzymał się.
- Nie możesz, czy nie chcesz?
- Nie-e ... - wyjąkała, drżąc z zimna, ale nie była w stanie odpowiedzieć. Pochyliła głowę i odwróciła się do niego plecami, oddalając nieznacznie. Sprawiała wrażenie takiej kruchej i bezbronnej, zupełnie niepodobnej do Ariel, którą wszyscy wydawali się znać. Bez wahania zbliżył się do niej i otulił ją, opierając brodę na czubku jej głowy. Zacisnął wokół niej ręce, a ona w pewnym momencie wsunęła zmarznięte palce w jego dłoń.
- Czasami we dwójkę łatwiej walczyć z demonami - szepnął, zniżając się jeszcze bardziej. Jego policzek otarł się o jej, delikatnie podrażniając jej zaczerwienioną już skórę szorstkim zarostem.
- Niektórych demonów nie da się pokonać - odpowiedziała niepewnie, lekko skręcając głowę, by móc na niego spojrzeć. Zrobił to samo, z pewnego rodzaju troskliwą czułością patrząc na nią.
Drobne płatki śniegu zaczęły wirować na mroźnym powietrzu, otulając ich warstwą białego puchu, gdy nieprzerwanie wymieniali roziskrzone spojrzenia, dzielnie walcząc z przeogromną falą uczuć i emocji, które tak bardzo bali się wpuścić w swoje życia.
#
Celem ich podróży okazał się domek rodziców Luke'a na plaży, który stał pusty od chwili, gdy Ariel postanowiła go opuścić. Poza dodatkową warstwą kurzu niewiele się w nim od tamtego czasu zmieniło.
- Za chwilę północ - powiedział Luke, wychodząc z kuchni. - Kolejny gówniany rok przed nami.
- Dlaczego tak ci zależy? - Ariel spytała niespodziewanie, kiedy tylko wręczył jej kubek z gorącą czekoladą, w której pływało kilka niewielkich pianek. Spojrzał na nią, a kąciki jego ust uniosły się nieznacznie. Zajął miejsce na tym samym stopniu schodków, siadając naprzeciw niej. Jego długie nogi zaplątały się gdzieś między jej podkulonymi nogami.
- Nie zależy - odparł z obojętnym wzruszeniem ramion, mieszając słomką aromatyczny napój.
- Oh - westchnęła z powątpiewaniem. - Co z twoją ręką?
- Nie bolało mnie, a gips był strasznie niewygodny, więc tak jakby go rozbiłem - wyznał z nieskrywaną dumą. Ariel obdarzyła go krzywym spojrzeniem.
- Niezwykle odpowiedzialnie - podsumowała, ale on tylko wyszczerzył zęby, najwyraźniej szczycąc się tym osiągnięciem.
- Co to za tatuaż? - tym razem on zadał pytanie, na które najwyraźniej nie była gotowa, bo prawie od razu się zarumieniła, naciągając mocniej nogawkę jego starych spodenek, które miała na sobie, aby zakryć udo. Odstawiła kubek na wyższy schodek, zaczesując za ucho kosmyk natrętnie opadających włosów. Wzięła głębszy wdech i spojrzała na niego spod trochę za długiej grzywki.
- Lilia.
- Wow - mruknął z udawanym cynizmem. - Tyle zdążyłem zauważyć.
Ariel bez namysłu chwyciła jego dłoń i przyciągnęła go do siebie. Pozwoliła mu przesunąć opuszkami palców po przyozdobionym fragmencie skóry, cały ten czas uważnie mu się przyglądając. Luke prawie od razu wyczuł nieduże zgrubienie, które skryte było pod kwiatowym wzorem. Lekko oszołomiony cofnął rękę, ze strachem patrząc na blondynkę.
- W tym miejscu wbił się odłamek przedniej szyby, który uszkodził nerw. Jeden z powodów, który zniszczył całe moje życie. A dlaczego lilia? Poza mną w tym cholernym samochodzie była także moja siostra, Lily, zginęła na miejscu - wyjaśniła nadzwyczaj spokojnym tonem, wciąż wpatrując się w niego. Gdy się nie odezwał, bardzo powoli wyplątała nogi i bez słowa nieporadnie zeszła po schodach, kurczowo przytrzymując się poręczy, po czym zniknęła w drzwiach prowadzących do kuchni.
Czekolada zdążyła ostygnąć, a on wciąż z wbitym przed siebie wzrokiem siedział tam jeszcze dłuższą chwilę, nie wiedząc tak naprawdę, co powinien zrobić. Nie był w stanie zrozumieć tego, że tak wiele nieszczęścia mogło spaść na jedną osobę, rujnując w ułamku sekundy cały jej świat. Teraz wszystko zaczynało nabierać większego sensu. Wszystkie wysokie, obronne mury, które wokół siebie tworzyła zdawały się być jak najbardziej uzasadnione. Zerwał się nagle i zbiegł do pogrążonego w półmroku pomieszczenia. W wątłym świetle palącej się niewielkiej świeczki dostrzegł siedzącą pod kuchennym szafkami dziewczynę. Jej bose stopy dotykały zimnej posadzki. Nerwowo przełknął ślinę, obserwując ją ze współczuciem. Nie odzywając się, zajął miejsce obok niej. Gdy przez przypadek zahaczył ją ramieniem, drgnęła niespokojnie.
- Nie chcę o tym więcej rozmawiać - oznajmiła zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. Oparł więc tylko głowę o drewniane drzwiczki, wpatrzony w chyboczący się płomień. Nie poświęcając jej nawet jednego spojrzenia, pochwycił mocno zziębniętą dłoń i mocno zacisnął wokół drobnej ręki swoje silne palce. Opuszkami sunął niespiesznie po chropowatej skórze, wyczuwając jak z każdą kolejną chwilą zdawała się uspokajać. Jej oddech dotąd bardzo nierówny, urywany, duszący powoli normował się.
- Czy to cię boli? - spytał, zerkając na nią kątem oka. Również zadarła nieznacznie głowę, by na niego spojrzeć.
- Noga? Czasami. Ale to nie jest uciążliwy ból, po prostu nie mogę zbyt długo stać, albo siedzieć w jednej pozycji, da się żyć - wyjaśniła, ani przez moment nie spuszczając z niego swojego bacznego spojrzenia.
- A to, no wiesz ... - zaczął się plątać, nie do końca wiedząc, jak zapytać o to, co miał na myśli, bo nie był przekonany, czy chciał znać odpowiedź.
- Serce?
Luke przytaknął, instynktownie mocniej obejmując jej dłoń. Zerknęła na splecione palce, po czym od razu przeniosła wzrok na niego.
- Tak naprawdę to już nie jestem pewna. Żyję z tym od kilku lat, chyba przywykłam i nie wiem, jak to jest kiedy nie boli.
- I nie da się tego naprawić? - spytał z nutką desperacji w głosie, a ona opuściła głowę, kręcąc nią na boki. Blondyn westchnął głęboko i pozwolił, by oparła się o jego ramię. Miał wrażenie, że z każdej strony otaczał ich zapach czekolady.
Zapadła bolesna, przepełniona bezradnością cisza, przerywana co jakiś czas świszczącymi podmuchami wiatru, gdy za oknem szalała prawdziwa śnieżna zamieć. Cisza wypełniona troskliwymi dotykami, nieśmiałymi spojrzeniami oraz nieświadomie składanymi przyrzeczeniami, przy których wszelkie słowa stawały się zbędne.
- Ale mam nadzieję, że wiesz, iż ja nadal cię nienawidzę? - odezwała się po niedługiej chwili, wyciągając przed siebie nogi. Luke prychnął urażony.
- Wiem, ja ciebie też - wyznał z pełną stanowczością, unosząc dumnie głowę.
- Świetnie.
- Świetnie - potwierdził, ale nie był w stanie na nią spojrzeć.
W tym samym momencie okolicą wstrząsnął wybuch fajerwerków, których błysk rozjaśniał pogrążone w mroku miasto. Nieustający huk zsynchronizował się z biciem zawieszonego w drugim pokoju starego zegara. Ariel pierwsza spojrzała na Luke'a.
- Podobno teraz życzy się wszystkiego dobrego - powiedziała z przekąsem.
- Podobno teraz należy kogoś pocałować.
Jego rozgrzana dłoń bez żadnego ostrzeżenia powędrowała w górę, otulając ciepłem zaróżowiały policzek. Kciukiem delikatnie przesunął po jej wardze, po czym pochylił się i najsubtelniej jak było to możliwe musnął poraniony fragment skóry. Blondynka zachłysnęła się powietrzem, a jej ciałem wstrząsnął przenikliwy dreszcz.
- Ale ... - wychrypiała, jednak nie pozwolił jej dokończyć, czułym pocałunkiem zamykając drżące usta. Przyciągnął ją do siebie, sunąc dłonią wzdłuż jej uda. Gdy tylko wyczuł pod palcami bliznę, odsunął się od niej. Z szaleńczym oddechem popatrzył na nią, gdy z przymkniętymi powiekami, z trudem łapała powietrze. Nie czekał na żaden ruch z jej strony i ponownie z niesamowitym pożądaniem przylgnął do niej, podarowując kolejny przepełniony namiętnością pocałunek. Odniósł wrażenie, że w pewnej chwili kąciki ust uniosły się, a ona się uśmiechnęła. Oparł swoje czoło o jej, zachłannie chwytając każdy oddech. Tulił w dłoniach jej coraz cieplejszą twarz, ani na moment nie odrywając od niej nieprzytomnego wzroku.
- Nienawi ... - odezwała się znowu, ale on natychmiast ją uciszył. Pocałunek zdawał się być coraz bardziej intensywny, a między ich ciałami przestawała istnieć jakakolwiek przestrzeń, gdy pogrążeni w tym niespodziewanym zbliżeniu, lgnęli wciąż do siebie.