Ciche,
ale wyjątkowo sugestywne chrząkniecie rozległo się za jej
plecami. Przerażona drgnęła, a gorąca herbata lekko zakołysała
się w trzymanym w dłoni kubku. Bardzo powoli odwróciła się i
dostrzegła w wejściowych drzwiach kompletnie przemoczonego
chłopaka. Woda skapywała mu z narzuconego na głowę kaptura,
ociekając po przyklejonych do czoła kosmykach włosów. Nerwowo
przełknęła ślinę, gdy tylko dostrzegła jego wściekłe
spojrzenie i ciągle drgające mięśnie twarzy. Zaciskał odruchowo
pięści, wpatrując się w nią nieustannie.
-
Co ty tu robisz? - zapytała niepewnie.
-
Sądziłaś, że jak zostawisz mnie na tym zadupiu, to nigdy już
więcej nie będziesz musiała mnie oglądać, prawda? Wybacz w takim
razie, że cię rozczarowałem – odpowiedział z ironią.
-
To nie tak … - zaczęła się tłumaczyć, ale dość raptownie jej
przerwał.
-
Pół dnia tłukłem się jakimiś śmierdzącymi autobusami, żeby
wrócić do domu, bo tobie znowu coś odbiło i postanowiłaś sobie
zniknąć – uniósł się, a ona zmrużyła lekko oczy. - Masz coś
z głową i powinnaś się leczyć!
-
Ale …
-
Nigdy w życiu nie spotkałem tak popieprzonej osoby jak ty! -
podniósł zdenerwowany głos, wymachując w górę rękami. Ariel
zrobiła krok w tył. - Boże! Co ja sobie myślałem?! - zaśmiał
się z grymasem, kręcąc głową. - Zrobiłem z siebie totalnego
idiotę, skończonego kretyna, bo sądziłem … - zatrzymał się,
co sprawiło, że dziewczyna na nowo na niego spojrzała. Milczeli
przez niedługą chwilę, wymieniając jedynie rozbiegane spojrzenia.
-
Trzeba było dać sobie spokój wcześniej – odparła cicho,
wzbudzając w nim jeszcze większą złość. Zaklął głośno,
podchodząc do niej. Potrząsnął nią lekko, a kilka zimnych kropel
deszczu zatrzymało się na jej twarz. Odruchowo przymknęła oczy,
odwracając głowę w bok.
-
Jesteś niemożliwa! Podziwiam każdego, kto jest w stanie wytrzymać
z tobą trochę dłużej, nie dziw się, że wszyscy odchodzą -
wrzasnął, a w jego głosie dało się słyszeć nutkę
rozczarowania i smutku. - Ale tak, masz rację. Powinienem dać sobie
spokój dawno temu, bo nie warto poświęcać czasu komuś, kto na to
nie zasługuje. Nie ma sensu walczyć o kogoś, kto ma cię w dupie –
podsumował, wypuszczając ją powoli z uścisku.
-
Masz rację – potwierdziła, ale tym razem ze zdecydowanie mniejszą
pewnością. Opuściła powoli głowę, odkładając kubek na szafkę
obok. - Myślę także, że powinieneś już iść – dodała,
opierając dłonie na drewnianym blacie. Wzięła kilka głębszych
wdechów, próbując odzyskać kontrolę nad własnym organizmem.
-
Co się stało? - spytał zaniepokojony, zapominając o wcześniejszej
awanturze, gdy dłuższy moment nie poruszyła się, ciężko sapiąc.
Ona zacisnęła jednak z całej siły powieki i wyprostowała się.
-
Ty się stałeś – wyznała w końcu ze niespotykaną dotąd
złością, zwracając się w jego stronę. Przez chwilę nie była
pewna, czy rzeczywiście wypowiedziała te słowa, ale kiedy Luke
otworzył szerzej oczy, wszystko było jasne. Zamrugał natarczywie,
nie spuszczając z niej zaskoczonego wzroku. Nie było już żadnej
ucieczki. Zrobiło jej się duszno, gdy z trudem panowała nad
szaleńczym oddechem i biciem serca, które echem odbijało się w
jej głowie, powodując niesamowity ból.
-
O czym ty mówisz?
-
Nic nie rozumiesz – jęknęła zrezygnowana, odwracając się, by
nie mógł zobaczyć cisnących się do oczu łez. Nie była na to
gotowa i dopiero wtedy zrozumiała, że konsekwencje jej
nieprzemyślanego wyznania mogły być nieodwracalne. Zupełnie
niespodziewanie szarpnął ją za ramię, zmuszając by ponownie na
niego spojrzała. Pachniał deszczem, a jego oczy błyszczały w
świetle migającej co jakiś czas lampki.
-
O nie, nie! - zaoponował momentalnie, przygarniając ją do siebie.
Przestrzeń między nimi przestała istnieć. - Nie możesz się tak
zachowywać, rozumiesz? Musisz zacząć mi mówić o tym co czujesz,
musisz! - wychrypiał błagalnie, gdy ona próbowała zachować
kontrolę. Było w wyrazie jego twarzy coś dziwnego, co utrudniało
wszystko.
-
Nie mam siły – westchnęła z trudem, gdy jego dłonie zaciskały
się na jej ramionach.
-
Otrząśnij się w końcu! - rzucił rozkazującym tonem. - Wiem, że
…
-
Nic nie wiesz! - odkrzyknęła niespodziewanie, a niewielka łza
potoczyła się po rozgrzanym policzku. Wyrwała się, odsuwając się
od niego. - Nie masz o niczym bladego pojęcia! Miałam wszystko
poukładane, z wszystkim się pogodziłam i po prosto czekałam na
koniec, ale … - zatrzymała się, aby nabrać powietrza. - Oh, nie
wiem jak bardzo los lubi sobie ze mnie kpić, ale kiedy myślałam,
że już teraz wszystko pójdzie z górki, to pojawiłeś się ty i
to wszystko runęło – kontynuowała roztrzęsiona, zamglonymi
oczami spoglądając cały czas na niego. Przez chwilę miała
wrażenie, że uśmiechnął się, a to ostatecznie wyprowadziło ją
z równowagi. Podeszła do niego i zaczęła okładać go pięściami,
a on bez słowa pozwolił jej na to. Kiedy tylko zaczęła się
uspokajać, pochwycił ją w swoje szerokie ramiona i przygarnął do
siebie, szczelnie zamykając w silnym objęciu. - Nienawidzę cię,
tak bardzo, tak z całych sił, nienawidzę ... –
wyszlochała, ale każde kolejne słowo zdawało się być
wypowiadane z coraz mniejszą pewnością.
Nie
byli świadomi tego, jak długo stali pośrodku korytarza, wtuleni
zachłannie w siebie, nasłuchując cały czas jak potężne krople
deszczu uderzały o szybę. Rozszalałe oddechy zdawały się
cichnąć, gdy w takt niesłyszalnej muzyki kołysali się
delikatnie. Gdy przesunął dłonią po jej plecach, kreśląc na
nich szerokie okręgi, zadrżała lekko.
-
Też cię czasami nienawidzę – wyznał cicho, wciąż coraz
mocniej zacieśniając wokół niej ramiona. - Nawet nie wyobrażasz
sobie jak bardzo.
-
Nienawidzę tego, co mi zrobiłeś. Nienawidzę, że wszystko
skomplikowałeś. Nienawidzę tego tak bardzo, że to aż boli, że
nie mogę oddychać. Wszystko zepsułeś.
-
Jeśli cię to pocieszy, wcale nie planowałem niszczyć ci życia.
Nie planowałem w ogóle się w nim pojawiać. Prawdę mówiąc, to
ty wpakowałaś się w moje życie i przewróciłaś je do góry
nogami. Najwyraźniej zostaliśmy stworzeni, aby zniszczyć się
nawzajem.
-
Ale ja tego nie chcę, ten cały bałagan jest mi teraz kompletnie
niepotrzebny – stwierdziła, co chwilę pochlipując. - Myślałam,
że mam wszystko pod kontrolą. To nie ma sensu.
-
Jak całe nasze życie.
-
Nie potrafię …
Poczuła
silne, bolesne ukłucie w klatce piersiowej. Na moment obraz przed
oczami pociemniał, a ona z trudem utrzymywała się na nogach. Gdy
kolana ugięły się i była już przygotowana na upadek, poczuła
jak Luke w ostatniej chwili pochwycił ją. Znalazł się
niespodziewanie tak blisko niej, że od ciepła jego rozgrzanej skóry
zakręciło jej się w głowie. Nieprzytomnym wzrokiem spojrzała na
niego, gdy gorączkowo walczył o to, aby nie pozwolić jej upaść.
Wydawało jej się, że wypowiadał jakieś słowa, ale docierały do
niej jedynie niewyraźne strzępki, których zupełnie nie rozumiała.
Ból przejął nad nią władanie. Osunęła się na ziemię, czując
jedynie to przenikliwe ciepło jego ciała.
#
Deszcz
bębnił o metalowy parapet, roznosząc po zaciemnionym pokoju
stłumiony stukot. Porywisty wiatr szumiał złowrogo, wpadając do
środka przez nieszczelne okna, a gałęzie drzew uderzały co chwile
o szybę, nadając temu małemu spektaklowi dźwięków jeszcze
straszniejszą aurę. Ariel z ogromnym trudem zdołała unieść
powieki, ale momentalnie tego pożałowała. Tępy ból rozlał się
po całym ciele. Jęknęła z grymasem cierpienia na twarzy,
przekręcając się na drugi bok. Z niemałym zaskoczeniem
zorientowała się, że leżała w swoim łóżku. Ponownie podjęła
próbę otwarcia oczu, dostrzegając jedynie zarysy przedmiotów,
które ją otaczały. Coś na fotelu poruszyło się. Wątłe
światełko nocnej lampki zamigotało dźwięcznie, a drewniana
podłoga cicho zaskrzypiała. Fragment łóżka lekko ugiął się,
gdy ktoś przysiadł się obok.
-
Myślałem już, że nigdy się nie obudzisz – przyznał z nutką
rozbawienia Luke, przyglądając się jej z czułością. Bardzo
powoli obraz zaczął się krystalizować, więc dostrzegła ten
krótki cień dołeczka w prawym policzku, gdy próbował ukryć
uśmiech.
-
Pewnie by cię to ucieszyło – odburknęła, podciągając wyżej
koc. Zimny dreszcz przebiegł przez jej ciało, gdy kolejny raz świst
wiatru rozproszył nocną ciszę.
-
Niezmiernie – zironizował, podnosząc się. Z wsuniętymi do
kieszeni dłońmi i lekko rozchylonymi na boki stopami, spojrzał
jeszcze raz na nią. - Widzę, że forma wróciła, więc jeśli
niczego już nie potrzebujesz, to będę sobie szedł – dodał na
pożegnanie, a ona zadarła głowę, by na niego popatrzeć. Nie
wiedziała, co powinna mu w tamtej chwili powiedzieć, dlatego
wydawało jej się, że najlepszym rozwiązaniem będzie cisza.
Luke
skinął głową z wymuszonym uśmiechem i ruszył w stronę wyjścia.
To był jednak ułamek sekundy, chwilowa słabość, gdy wyciągnęła
przed siebie rękę, chwytając jego dłoń. Opuszkami palców
przesunęła po ciepłej skórze, zmuszając go do zatrzymania się.
Zaskoczony obejrzał się za siebie, spoglądając na dziewczynę.
Kiedy odwzajemnił dotyk, zadrżała.
-
Czy, czy … - zaczęła się plątać, nie potrafiąc ubrać w
słowa, to co chciała mu przekazać.
-
Czy co? - ponaglił ją, wyczekująco zerkając na zagubioną
dziewczynę.
-
Nie, nic – odpowiedziała zawstydzona, wypuszczając z objęcia
rękę.
-
OK – przytaknął rozczarowany, po czym ponownie podążył w
kierunku drzwi. Ariel przez chwilę toczyła niesamowitą walkę z
samą sobą między tym, co podpowiadał jej rozum, a czego pragnęło
serce. Nigdy wcześniej nie czuła się tak rozdarta i niepewna.
Klamka zazgrzytała, a jedna z gałęzi kolejny raz uderzyła w okno.
Blondynka pisnęła lękliwie.
-
Luke! - zawołała za nim, podnosząc się na łóżku. Chłopak
przystanął i opierając się o framugę znowu na nią popatrzył.
Serce biło jej tak mocno, że nie potrafiła swobodnie oddychać.
Ściskała w dłoniach róg koca, gniotąc go nerwowo. - Nie idź,
zostań – wyszeptała tak cicho i niewyraźnie, że nie była
pewna, czy ją zrozumiał.
-
Dlaczego miałbym to robić? Ty nie zostałaś.
Zmieszana,
podniosła głowę, nie mogąc odczytać z wyrazy jego twarzy
zupełnie niczego. Gdy sięgnął dłonią do klamki, była
przekonana, że bez słowa po prostu ją tam zostawi i będzie miał
do tego pełne prawo. Miał rację, kiedy mówił, że nie
zasługiwała na to, aby ktokolwiek tracił na nią czas. On jednak
zamiast wyjść, zatrzasnął drzwi i zrzucając z siebie bluzę,
wrócił do niej. Nie odzywając się, wsunął się na łóżku pod
jej koc. Uniósł rękę i z troską otulił ją ramieniem,
pozwalając by wtuliła się w niego. Bez wahania przylgnęła do
niego, wsłuchując się w miarowe kołatanie jego serca. Przesuwał
z niezwykłą maestrią opuszkami palców po jej ręce, poprawiając
opadający co chwilę koc. Nucił nieznaną melodię, zgarniając
delikatnie z twarzy splątane kosmyki jej włosów. Kojący dotyk
sprawił, że prawie momentalnie przymknęła zmęczone powieki,
odrywając się od rzeczywistości.
-
Mogłabyś to powtórzyć? - poprosił nagle, sprowadzając ją
ponownie na ziemię. Podsunęła się wyżej i z nieodgadnionym
wyrazem twarzy zerknęła na niego. Nie miała pojęcia, o co mu
chodziło. - Moje imię. Powtórz jeszcze raz moje imię.
-
Kretyn – mruknęła, wywracając oczami, co skwitował jedynie
cichym parsknięciem.
-
To i tak więcej, niż oczekiwałem – ocenił z przekąsem.
-
Świetnie.
-
Świetnie – powtórzył, ale ona już go nie słuchała. Zasnęła.