marca 07, 2015

#trzydzieścidwa. nienawidzę zasypiać przy tobie.


Ciche, ale wyjątkowo sugestywne chrząkniecie rozległo się za jej plecami. Przerażona drgnęła, a gorąca herbata lekko zakołysała się w trzymanym w dłoni kubku. Bardzo powoli odwróciła się i dostrzegła w wejściowych drzwiach kompletnie przemoczonego chłopaka. Woda skapywała mu z narzuconego na głowę kaptura, ociekając po przyklejonych do czoła kosmykach włosów. Nerwowo przełknęła ślinę, gdy tylko dostrzegła jego wściekłe spojrzenie i ciągle drgające mięśnie twarzy. Zaciskał odruchowo pięści, wpatrując się w nią nieustannie.
- Co ty tu robisz? - zapytała niepewnie.
- Sądziłaś, że jak zostawisz mnie na tym zadupiu, to nigdy już więcej nie będziesz musiała mnie oglądać, prawda? Wybacz w takim razie, że cię rozczarowałem – odpowiedział z ironią.
- To nie tak … - zaczęła się tłumaczyć, ale dość raptownie jej przerwał.
- Pół dnia tłukłem się jakimiś śmierdzącymi autobusami, żeby wrócić do domu, bo tobie znowu coś odbiło i postanowiłaś sobie zniknąć – uniósł się, a ona zmrużyła lekko oczy. - Masz coś z głową i powinnaś się leczyć!
- Ale …
- Nigdy w życiu nie spotkałem tak popieprzonej osoby jak ty! - podniósł zdenerwowany głos, wymachując w górę rękami. Ariel zrobiła krok w tył. - Boże! Co ja sobie myślałem?! - zaśmiał się z grymasem, kręcąc głową. - Zrobiłem z siebie totalnego idiotę, skończonego kretyna, bo sądziłem … - zatrzymał się, co sprawiło, że dziewczyna na nowo na niego spojrzała. Milczeli przez niedługą chwilę, wymieniając jedynie rozbiegane spojrzenia.
- Trzeba było dać sobie spokój wcześniej – odparła cicho, wzbudzając w nim jeszcze większą złość. Zaklął głośno, podchodząc do niej. Potrząsnął nią lekko, a kilka zimnych kropel deszczu zatrzymało się na jej twarz. Odruchowo przymknęła oczy, odwracając głowę w bok.
- Jesteś niemożliwa! Podziwiam każdego, kto jest w stanie wytrzymać z tobą trochę dłużej, nie dziw się, że wszyscy odchodzą - wrzasnął, a w jego głosie dało się słyszeć nutkę rozczarowania i smutku. - Ale tak, masz rację. Powinienem dać sobie spokój dawno temu, bo nie warto poświęcać czasu komuś, kto na to nie zasługuje. Nie ma sensu walczyć o kogoś, kto ma cię w dupie – podsumował, wypuszczając ją powoli z uścisku.
- Masz rację – potwierdziła, ale tym razem ze zdecydowanie mniejszą pewnością. Opuściła powoli głowę, odkładając kubek na szafkę obok. - Myślę także, że powinieneś już iść – dodała, opierając dłonie na drewnianym blacie. Wzięła kilka głębszych wdechów, próbując odzyskać kontrolę nad własnym organizmem.
- Co się stało? - spytał zaniepokojony, zapominając o wcześniejszej awanturze, gdy dłuższy moment nie poruszyła się, ciężko sapiąc. Ona zacisnęła jednak z całej siły powieki i wyprostowała się.
- Ty się stałeś – wyznała w końcu ze niespotykaną dotąd złością, zwracając się w jego stronę. Przez chwilę nie była pewna, czy rzeczywiście wypowiedziała te słowa, ale kiedy Luke otworzył szerzej oczy, wszystko było jasne. Zamrugał natarczywie, nie spuszczając z niej zaskoczonego wzroku. Nie było już żadnej ucieczki. Zrobiło jej się duszno, gdy z trudem panowała nad szaleńczym oddechem i biciem serca, które echem odbijało się w jej głowie, powodując niesamowity ból.
- O czym ty mówisz?
- Nic nie rozumiesz – jęknęła zrezygnowana, odwracając się, by nie mógł zobaczyć cisnących się do oczu łez. Nie była na to gotowa i dopiero wtedy zrozumiała, że konsekwencje jej nieprzemyślanego wyznania mogły być nieodwracalne. Zupełnie niespodziewanie szarpnął ją za ramię, zmuszając by ponownie na niego spojrzała. Pachniał deszczem, a jego oczy błyszczały w świetle migającej co jakiś czas lampki.
- O nie, nie! - zaoponował momentalnie, przygarniając ją do siebie. Przestrzeń między nimi przestała istnieć. - Nie możesz się tak zachowywać, rozumiesz? Musisz zacząć mi mówić o tym co czujesz, musisz! - wychrypiał błagalnie, gdy ona próbowała zachować kontrolę. Było w wyrazie jego twarzy coś dziwnego, co utrudniało wszystko.
- Nie mam siły – westchnęła z trudem, gdy jego dłonie zaciskały się na jej ramionach.
- Otrząśnij się w końcu! - rzucił rozkazującym tonem. - Wiem, że …
- Nic nie wiesz! - odkrzyknęła niespodziewanie, a niewielka łza potoczyła się po rozgrzanym policzku. Wyrwała się, odsuwając się od niego. - Nie masz o niczym bladego pojęcia! Miałam wszystko poukładane, z wszystkim się pogodziłam i po prosto czekałam na koniec, ale … - zatrzymała się, aby nabrać powietrza. - Oh, nie wiem jak bardzo los lubi sobie ze mnie kpić, ale kiedy myślałam, że już teraz wszystko pójdzie z górki, to pojawiłeś się ty i to wszystko runęło – kontynuowała roztrzęsiona, zamglonymi oczami spoglądając cały czas na niego. Przez chwilę miała wrażenie, że uśmiechnął się, a to ostatecznie wyprowadziło ją z równowagi. Podeszła do niego i zaczęła okładać go pięściami, a on bez słowa pozwolił jej na to. Kiedy tylko zaczęła się uspokajać, pochwycił ją w swoje szerokie ramiona i przygarnął do siebie, szczelnie zamykając w silnym objęciu. - Nienawidzę cię, tak bardzo, tak z całych sił, nienawidzę ... – wyszlochała, ale każde kolejne słowo zdawało się być wypowiadane z coraz mniejszą pewnością.
Nie byli świadomi tego, jak długo stali pośrodku korytarza, wtuleni zachłannie w siebie, nasłuchując cały czas jak potężne krople deszczu uderzały o szybę. Rozszalałe oddechy zdawały się cichnąć, gdy w takt niesłyszalnej muzyki kołysali się delikatnie. Gdy przesunął dłonią po jej plecach, kreśląc na nich szerokie okręgi, zadrżała lekko.
- Też cię czasami nienawidzę – wyznał cicho, wciąż coraz mocniej zacieśniając wokół niej ramiona. - Nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo.
- Nienawidzę tego, co mi zrobiłeś. Nienawidzę, że wszystko skomplikowałeś. Nienawidzę tego tak bardzo, że to aż boli, że nie mogę oddychać. Wszystko zepsułeś.
- Jeśli cię to pocieszy, wcale nie planowałem niszczyć ci życia. Nie planowałem w ogóle się w nim pojawiać. Prawdę mówiąc, to ty wpakowałaś się w moje życie i przewróciłaś je do góry nogami. Najwyraźniej zostaliśmy stworzeni, aby zniszczyć się nawzajem.
- Ale ja tego nie chcę, ten cały bałagan jest mi teraz kompletnie niepotrzebny – stwierdziła, co chwilę pochlipując. - Myślałam, że mam wszystko pod kontrolą. To nie ma sensu.
- Jak całe nasze życie.
- Nie potrafię …
Poczuła silne, bolesne ukłucie w klatce piersiowej. Na moment obraz przed oczami pociemniał, a ona z trudem utrzymywała się na nogach. Gdy kolana ugięły się i była już przygotowana na upadek, poczuła jak Luke w ostatniej chwili pochwycił ją. Znalazł się niespodziewanie tak blisko niej, że od ciepła jego rozgrzanej skóry zakręciło jej się w głowie. Nieprzytomnym wzrokiem spojrzała na niego, gdy gorączkowo walczył o to, aby nie pozwolić jej upaść. Wydawało jej się, że wypowiadał jakieś słowa, ale docierały do niej jedynie niewyraźne strzępki, których zupełnie nie rozumiała. Ból przejął nad nią władanie. Osunęła się na ziemię, czując jedynie to przenikliwe ciepło jego ciała.

#

Deszcz bębnił o metalowy parapet, roznosząc po zaciemnionym pokoju stłumiony stukot. Porywisty wiatr szumiał złowrogo, wpadając do środka przez nieszczelne okna, a gałęzie drzew uderzały co chwile o szybę, nadając temu małemu spektaklowi dźwięków jeszcze straszniejszą aurę. Ariel z ogromnym trudem zdołała unieść powieki, ale momentalnie tego pożałowała. Tępy ból rozlał się po całym ciele. Jęknęła z grymasem cierpienia na twarzy, przekręcając się na drugi bok. Z niemałym zaskoczeniem zorientowała się, że leżała w swoim łóżku. Ponownie podjęła próbę otwarcia oczu, dostrzegając jedynie zarysy przedmiotów, które ją otaczały. Coś na fotelu poruszyło się. Wątłe światełko nocnej lampki zamigotało dźwięcznie, a drewniana podłoga cicho zaskrzypiała. Fragment łóżka lekko ugiął się, gdy ktoś przysiadł się obok.
- Myślałem już, że nigdy się nie obudzisz – przyznał z nutką rozbawienia Luke, przyglądając się jej z czułością. Bardzo powoli obraz zaczął się krystalizować, więc dostrzegła ten krótki cień dołeczka w prawym policzku, gdy próbował ukryć uśmiech.
- Pewnie by cię to ucieszyło – odburknęła, podciągając wyżej koc. Zimny dreszcz przebiegł przez jej ciało, gdy kolejny raz świst wiatru rozproszył nocną ciszę.
- Niezmiernie – zironizował, podnosząc się. Z wsuniętymi do kieszeni dłońmi i lekko rozchylonymi na boki stopami, spojrzał jeszcze raz na nią. - Widzę, że forma wróciła, więc jeśli niczego już nie potrzebujesz, to będę sobie szedł – dodał na pożegnanie, a ona zadarła głowę, by na niego popatrzeć. Nie wiedziała, co powinna mu w tamtej chwili powiedzieć, dlatego wydawało jej się, że najlepszym rozwiązaniem będzie cisza.
Luke skinął głową z wymuszonym uśmiechem i ruszył w stronę wyjścia. To był jednak ułamek sekundy, chwilowa słabość, gdy wyciągnęła przed siebie rękę, chwytając jego dłoń. Opuszkami palców przesunęła po ciepłej skórze, zmuszając go do zatrzymania się. Zaskoczony obejrzał się za siebie, spoglądając na dziewczynę. Kiedy odwzajemnił dotyk, zadrżała.
- Czy, czy … - zaczęła się plątać, nie potrafiąc ubrać w słowa, to co chciała mu przekazać.
- Czy co? - ponaglił ją, wyczekująco zerkając na zagubioną dziewczynę.
- Nie, nic – odpowiedziała zawstydzona, wypuszczając z objęcia rękę.
- OK – przytaknął rozczarowany, po czym ponownie podążył w kierunku drzwi. Ariel przez chwilę toczyła niesamowitą walkę z samą sobą między tym, co podpowiadał jej rozum, a czego pragnęło serce. Nigdy wcześniej nie czuła się tak rozdarta i niepewna. Klamka zazgrzytała, a jedna z gałęzi kolejny raz uderzyła w okno. Blondynka pisnęła lękliwie.
- Luke! - zawołała za nim, podnosząc się na łóżku. Chłopak przystanął i opierając się o framugę znowu na nią popatrzył. Serce biło jej tak mocno, że nie potrafiła swobodnie oddychać. Ściskała w dłoniach róg koca, gniotąc go nerwowo. - Nie idź, zostań – wyszeptała tak cicho i niewyraźnie, że nie była pewna, czy ją zrozumiał.
- Dlaczego miałbym to robić? Ty nie zostałaś.
Zmieszana, podniosła głowę, nie mogąc odczytać z wyrazy jego twarzy zupełnie niczego. Gdy sięgnął dłonią do klamki, była przekonana, że bez słowa po prostu ją tam zostawi i będzie miał do tego pełne prawo. Miał rację, kiedy mówił, że nie zasługiwała na to, aby ktokolwiek tracił na nią czas. On jednak zamiast wyjść, zatrzasnął drzwi i zrzucając z siebie bluzę, wrócił do niej. Nie odzywając się, wsunął się na łóżku pod jej koc. Uniósł rękę i z troską otulił ją ramieniem, pozwalając by wtuliła się w niego. Bez wahania przylgnęła do niego, wsłuchując się w miarowe kołatanie jego serca. Przesuwał z niezwykłą maestrią opuszkami palców po jej ręce, poprawiając opadający co chwilę koc. Nucił nieznaną melodię, zgarniając delikatnie z twarzy splątane kosmyki jej włosów. Kojący dotyk sprawił, że prawie momentalnie przymknęła zmęczone powieki, odrywając się od rzeczywistości.
- Mogłabyś to powtórzyć? - poprosił nagle, sprowadzając ją ponownie na ziemię. Podsunęła się wyżej i z nieodgadnionym wyrazem twarzy zerknęła na niego. Nie miała pojęcia, o co mu chodziło. - Moje imię. Powtórz jeszcze raz moje imię.
- Kretyn – mruknęła, wywracając oczami, co skwitował jedynie cichym parsknięciem.
- To i tak więcej, niż oczekiwałem – ocenił z przekąsem.
- Świetnie.
- Świetnie – powtórzył, ale ona już go nie słuchała. Zasnęła.