#trzydzieścitrzy. nienawidzę, gdy się o mnie martwisz.


- … ale czy ty mnie w ogóle słuchałaś? - Calum podniósł lekko poirytowany głos, sprowadzając ją do rzeczywistości. Potrząsnęła głową, spoglądając na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Chwilę wpatrywała się w niego bez słowa, po czym wróciła do wykańczania swojego baneru, który przygotowywała na dni otwarte szkoły.
- Zamyśliłam się – burknęła, próbując ukryć zmieszanie. Chłopak parsknął śmiechem, co sprawiło, że ponownie na niego spojrzała. Poruszał zagadkowo brwiami, celowo się z nią drocząc. - No co?
- Absolutnie nic – odparł raptownie, unosząc obronnie obie ręce w górę. Wciąż jednak podśmiewał się pod nosem, doprowadzając ją do szału. W końcu z impetem uderzyła dłonią w drewniany stolik, spoglądając na niego wymownie.
- O co ci chodzi, Hood?
Rzuciła mu gniewne spojrzenie, ale w końcu ze zrezygnowaniem odwróciła głowę, kiedy chłopak tylko uśmiechał się do niej szeroko. Obojętnie wzruszyła ramionami, nie zamierzając brać udziału w tej dziecinnej zabawie. Próbowała skupić się na pracy, ale wciąż czuła na sobie rozbawione spojrzenie Caluma, które coraz bardziej zaczynało ją drażnić. Nie mogła jednak pozwolić mu wygrać, dlatego odwróciła się do niego plecami, całą złość przelewając na papier.
Nagle jej uwagę przykuł dochodzący od strony boiska głęboki, ponaglający głos. Lekko podniosła głowę znad kartki, kątem oka zerkając w tamtym kierunku. Luke z całą grupką swoich dziwnych przyjaciół wykorzystywał kolejny słoneczny dzień i przerwę między zajęciami, by pograć trochę na powietrzu. Nie była świadoma tego, jak długo wpatrywała się w biegającego chłopaka, ale kiedy zupełnym przypadkiem pochwycił jej spojrzenie, momentalnie opuściła wzrok. W myślach policzyła do dziesięciu i z nutką niepewności ponownie popatrzyła przed siebie. Ku jej niezadowoleniu Hemmings nadal się jej przyglądał, a kiedy ich spojrzenia spotkały się, zarys dołeczka pojawił się w jego policzku.
- Dlaczego się uśmiechasz? - zapytał tajemniczo Cal, siląc się na powagę, ale zbyt długo nie wytrzymał. Ariel wywróciła oczami, sięgając ponownie po pędzel. Zamoczyła go w farbie, dopisując ostatnią literę na plakacie. Postanowiła ignorować dziwne zachowanie przyjaciela, skupiając się na wcześniejszej pracy.
- Nie uśmiecham się! - zaoponowała z oburzeniem, nie przypuszczając, że to tylko pogorszy sytuację. Calum już nawet nie udawał, że postanowił sobie z niej bezczelnie zakpić. Wzięła głęboki wdech i z dumnie uniesioną głową przeniosła się na ławkę obok, zabierając ze sobą wszystkie przybory. Nie minęła chwila, a chłopak znalazł się tuż przed nią z tym promiennym, lekko ją przerażającym uśmiechem. Kręcił głową, przyglądając się jej natarczywie.
- Niesamowite – westchnął z niedowierzaniem.
- Nie wiem, czego ode mnie chcesz, ale możesz już sobie odejść, mam sporo do zrobienia – oznajmiła, próbując gestem ręki zmusić go do ustąpienia miejsca. Chłopak jednak nigdzie się nie wybierał.
- Niesamowite – powtórzył, a Ariel zacisnęła tylko mocniej zęby i kolejny raz zmieniał stolik.
- Mam przyjaciela kretyna, moja autobiografia – wyznała bezradnym tonem, gdy Hood znowu pojawił się tuż obok.
- Sypiam z największym wrogiem, twoja autobiografia – poprawił ją, a dziewczyna poczuła jak w jednej chwili zrobiło jej się gorąco.
- Co? - spytała przerażona, nerwowo przełykając ślinę.
- Niesamowite.
- Jeszcze raz to usłyszę, a własna matka cię nie pozna – zagroziła mu, machając pędzlem przed nosem. Calum zarechotał głośno, co sprawiło, że bez zastanowienia maznęła go farbą po ręce. Nie zamierzał pozostawać jej dłużny, dlatego natychmiast odwdzięczył jej się dokładnie tym samym, zostawiając na jej policzku dość spory ślad po plakatówce. Ariel spojrzała na niego z mordem w roziskrzonych złością oczach, ścierając z twarzy kolorową maź. Rzuciła pod jego adresem kilka nieprzyjemnych gróźb, ale on ani przez chwilę nie traktował jej słów poważnie.
- Gdyby nie fakt, że jesteś dla mnie prawie jak siostra, to w tym momencie śmiertelnie bym się na ciebie obraził i nie odezwałbym się do ciebie do końca mojego życia – oznajmił doniośle, ale ten drażniący uśmieszek wciąż błąkał się po jego twarzy. Dziewczyna zmrużyła lekko oczy, przyglądając mu się z niezrozumieniem.
- Co ty pieprzysz?
- O! - wrzasnął radośnie, unosząc palec. - I właśnie chodzi o to, że to nie ja pieprzę, tylko ty – dodał trochę ciszej, nachylając się w jej stronę. Szybko jednak jego poważny ton przeistoczył się w histeryczny śmiech.
- Źle z tobą, Hood – podsumowała, odwracając się od niego. Nerwowo przygryzała wciąż wargę, nie wiedząc, do czego tak naprawdę zmierzał. Gdy tylko poczuła, że nachylił się nad jej ramieniem, niespokojnie drgnęła.
- Byłem dziś z rana u ciebie i nie zgadniesz co się wydarzyło – szepnął jej na ucho, sprawiając, że gwałtownie wstrzymała oddech, otwierając z przerażeniem oczy. - Tak, zachodzę do twojego pokoju, myśląc, że razem pojedziemy do szkoły, a tam co widzę? Dwa gołąbki wtulone w siebie.
- To nie tak … - chciała się jakoś wytłumaczyć, ale widząc jego rozbawione spojrzenie, zamilkła.
- Gdybym was nie widział na moje własne, piękne oczy, to nigdy bym w to nie uwierzył!
- Calum – jęknęła, próbując znaleźć jakieś odpowiednie słowa, ale zdała sobie sprawę, że jeśli zaczęłaby się usprawiedliwiać, to tylko pogorszyłaby wszystko. Ciężko odetchnęła, posyłając mu smutne spojrzenie. Calum wydawał się jednak być wyjątkowo radosny, zważywszy na fakt, że przez cały ten czas go okłamywała. Czerpał jakiegoś rodzaju satysfakcję z tego, że ich nakrył, a to wzbudziło w niej spore wątpliwości. Jednak nie mogła zbyt długo się nad tym zastanawiać, bo chłopak skinął głową, wskazując jej nadchodzącego z naprzeciwka blondyna.
- Cześć – mruknął niepewnie Luke, zatrzymując się obok jej ławki. Pędzel wypadł jej z ręki, gdy nerwowo zadrżała. Popatrzyła na niego zaskoczona, po czym rozejrzała się na boki, mając wrażenie, że ktoś ponownie sobie z niej żartował. Nawet nie zauważyła, kiedy Calum się ulotnił, zostawiając ją zupełnie samą. Plan jego bezlitosnego morderstwa pojawił się już w jej głowie.
- Cześć – wymamrotała, wbijając wzrok w zarysowany arkusz tektury. Udawała, że cały czas miała jeszcze sporo do wykończenia, choć tak naprawdę wszystko było już zrobione. Bała się jednak popatrzeć w kierunku blondyna, który nadal stał obok, poprawiając pasek swojej treningowej torby. To dziwne napięcia, które między nimi nagle zaistniało, paraliżował każdy jej ruch.
- Coś tu … - zaczął nerwowo, nie do końca wiedząc jakich słów użyć. Zamiast tego sięgnął dłonią do jej policzka, bardzo delikatnie dotykając go w miejscu, w którym jeszcze moment temu widniała plama po farbie. Spazmatyczny dreszcz wstrząsnął jej ciałem. Niespokojnie rozejrzała się na boki, jakby się przestraszyła tego, że ktoś mógłby ich zobaczyć. Wszyscy jednak zdawali się być zajęci własnymi sprawami i nikt nie zauważył tego, co właśnie między nimi się wydarzyło. Cofnęła się na krok.
- Ummm – zaczęła, nerwowo zbierając wszystkie swoje rzeczy ze stolika. - Muszę iść, ummm, mam sporo pracy jeszcze, umm, muszę iść – plątała się, unikając jego wzroku. W popłochu pogubiła kilka pędzli, nieporadnie starając się pozbierać je z ziemi. Przykucnęła w tej samej chwili, kiedy Luke schylał się, aby jej pomóc. Niezamierzenie ich oczy znalazły się na jednym poziomie. Chwilę wpatrywali się w siebie w kompletniej ciszy, bo żadne z nich nie wiedziało, jak się zachować.
- Skoro jesteś teraz zajęta, to może po szkole … - Luke chciał coś jeszcze powiedzieć, ale przerwała mu.
- Nie, znaczy nie wiem, po szkole muszę wstąpić do klubu, mam tam parę spraw do załatwienia – wyjaśniła trochę zbyt szybko, prostując się. Luke stanął obok, oddając jej pędzle.
- To może po prostu daj mi później znać, jak już nie będziesz taka zajęta – zaproponował, a ona skinęła nerwowo głową, odwracając się od niego. Zacisnęła dłoń na kuli i pospiesznie weszła do szkoły, nie mogąc zapanować nad szaleńczym biciem serca.
Nie przypuszczała, że to wszystko miało być takie trudne.

#

Dźwięk odbijanej piłki roznosił się po opustoszałej okolicy, gdy bez wytchnienia trenował już kolejną godzinę. Każdy rzut przelatywał przez obręcz, a zawieszone wkoło metalowe łańcuchy brzęczały dźwięcznie. Wciąż kozłując piłkę, zatrzymał się przed białą linią i spojrzał z uwagą na wysłużoną już tablicę. Krople potu spływały mu po skroniach, gdy z trudem radził sobie z szaleńczym oddechem. Musiał się jednak skupić. Uniósł obie ręce, wycelował i rzucił. W tej samej chwili oślepiły go światła nadjeżdżającego samochodu. Piłka odbiła się i przeleciała tuż obok kosza.
- Ja pierdolę – zaklął pod nosem, ocierając kawałkiem treningowej koszulki spocone czoło.
- Pan kapitan coś nie w formie – wrzasnął z rozbawieniem Ashton, wyłaniając się z pojazdu, z którego dochodziła głośna muzyka przez niezamknięte okna. Luke zmierzył przyjaciela karcącym wzrokiem i schylił się po piłkę, która właśnie doturlała się pod jego nogi. Bez ostrzeżenia rzucił nią z całej siły w kierunku chłopaka, ale ten był na tyle szybki, że w odpowiedniej chwili zrobił unik, ratując się tym samym przed bolesnym ciosem. Irwin zawył śmiechem. - Zdecydowanie musisz poprawić swoją celność, mój drogi.
- Spierdalaj – warknął na niego, zdejmując z głowy czapkę. Poprawił wilgotne włosy, zaczesując je całkowicie do tyłu.
- Oj, coś taki spięty? - zapytał z uśmiechem Michael, poklepując go po ramieniu. Luke posłał mu tylko wściekłe spojrzenie, nie zamierzając odpowiadać na jego głupie zaczepki. - Chyba dawno nie poruch ...
- Zamknij się! - wszedł mu w słowo, sprawiając że Clifford zaśmiał się głośno, zdejmując z siebie bluzę.
- Znam taką jedną, niezłą w te klocki, może rozładuje to twoje nerwowe napięcie – zażartował, w porę unikając ciosu blondyna. Przebiegł na drugą stronę boiska, nabijając się wciąż z niego.
- Kretyni – burknął zażenowany zachowaniem kolegów. Podniósł z ziemi piłkę, podając ją do Mike'a. - Zaczynajmy, bo już i tak dużo czasu straciliśmy przez wasze spóźnienie.
- To nie nasza wina – Ashton zaczął się usprawiedliwiać, przewiązując włosy bandaną. - Był jakiś wypadek i musieliśmy jechać objazdem.
- No właśnie – przyłączył się do niego Clifford. - Będziemy chyba musieli zmienić miejscówę, bo nasz mały klubik posypał się jak domek z kart.
- Co? - Luke zastygł w bezruchu, spoglądając na przyjaciół z przerażeniem. Zrobiło mu się gorąco.
- Ile mamy klubów w Blue County? - spytał z ironią Irwin. - No ten w starej fabryce – wyjaśnił beznamiętnie, poprawiając sznurówki butów, ale blondyn już nie słuchał. Wypuścił z rąk piłkę, która kilka razy z głuchym łoskotem odbiła się od ziemi i nie zastanawiając się już nad niczym, bez słowa sięgnął po leżącą przy linii torbę. Podbiegł do samochodu i z piskiem opon ruszył z miejsca.
Całą drogę w myślach powtarzał tylko jedno imię. Ariel.

#

Nocny mrok rozświetlały migające światła wozów strażackich, policji i karetek. Wycie syren dało się słyszeć z daleka, a gwar szeptów zdawał się coraz bardziej przybierać na sile. Zatrzymał się nieopodal parkingu i nie zaprzątając sobie głowy zamykaniem samochodu, wyskoczył z niego, biegiem kierując się w stronę sporego zbiorowiska gapiów. Nerwowo przeszukiwał tłum, próbując dostrzec w nim Ariel. Jednak im dłużej przyglądał się obcym twarzom, tym bardziej zdenerwowany się stawał.
Przystanął i ciężko oddychając, rozejrzał się dookoła. Dziewczyny nigdzie nie było. Potarł twarz dłońmi, nie wiedząc co więcej mógł zrobić. Wtedy też jego uwagę przykuła stojąca przy jednym z ratowników niewysoka postać, otulona ciemnym kocem z kubkiem w dłoni. Zamknął oczy i odetchnął z ulgą.
- Ariel – wyszeptał do siebie i przeciskając się między rzucającymi mu zawistne spojrzenia ludźmi, ruszył w stronę blondynki. Był już w połowie drogi, kiedy odwróciła się w jego kierunku. Była wyraźnie zaskoczona jego obecnością. Gdy tylko stanął naprzeciw niej, zadarła wysoko głowę, wciąż z zapartym tchem spoglądając na niego.
- Co ty tu robisz? - zapytała zdumiona, ale on się nie odezwał. Nadal wpatrywał się w nią uparcie, jakby już nigdy miał jej nie zobaczyć. Kompletnie niespodziewanie chwycił ją w ramiona i z całej siły przytulił. Wyczuł jak drżała z zimna, dlatego jeszcze mocniej zacieśnił ręce wokół jej osłabionego ciała. Była jednak zbyt zszokowana tym wszystkim, stojąc nadal w bezruchu, gdy jego dłonie delikatnie przesuwały się po plecach. W końcu lekko rozluźnił objęcie i spojrzał na nią z troską. Opuszką palca przesunął po zaczerwienionym policzku. Zamrugała kilkakrotnie, a kącik jego ust mimowolnie uniósł się.
- Irwin powiedział, że był jakiś wypadek, że coś się zawaliło, że straż i policja i że nie wiadomo czy był ktoś w środku, a ty przecież mówiłaś, że idziesz do tego klubu i … - mówił tak szybko, że z trudem go rozumiała. Dopiero kiedy zamilkł, bo sam nie był już pewny, co zamierzał powiedzieć, zerknęła na niego z cieniem uśmiechu na ustach. Zrobiła krok w jego stronę i wspinając się na palcach, wtuliła się w jego otwarte ramiona. Zacisnęła palce na bluzie, przyciskając policzek do jego piersi. Nie był przygotowany na taką reakcję z jej strony, dlatego dopiero chwilę później odwzajemnił czuły gest. Gdy przesunął dłonią po splątanych włosach, poczuł jak mocniej zadrżała.
- Dziękuję – szepnęła, ale nie była pewna, czy ją usłyszał.
- Nic ci się nie stało? - spytał cicho, kolejny raz gładząc troskliwie jej plecy. Spojrzała na niego zmęczonymi oczami, kręcąc głową.
- Zdążyłam wyjść zanim to wszystko runęło – wyjaśniła słabym głosem, ulegając z każdą kolejną chwilą jego kojącemu dotykowi.
- Kiedy tylko Ashton mi powiedział, miałem najgorsze myśli – wyznał, sunąc kciukiem po jej policzku. W tej samej chwili opuściła głowę i zrobiła krok w tył, wysuwając się z jego objęcia. Zaskoczony podążył za nią wzrokiem, gdy bez słowa zaczęła oddalać się od niego. Ruszył za nią pospiesznie. Chwycił ja za rękę i przyciągnął do siebie.
- Nie – jęknęła cicho, próbując mu się wyrwać, ale był zbyt silny.
- Co znowu źle zrobiłem? O co tym razem chodzi? - zapytał z wyrzutem, posyłając jej pełne niezrozumienia spojrzenie. Był tym wszystkim już zmęczony. Gdy nie zdecydowała się, aby na niego spojrzeć, delikatnie dotknął jej podbródka i zmusił do tego. - Dlaczego wracamy do samego początku?
Westchnęła ciężko, kuląc się pod wpływem jego dotyku i bliskości. Dostrzegł, że mimo wszystko ciągle uciekała wzrokiem od niego.
- Nie rozumiesz …
- Nie zaczynaj, Keller, błagam cię – warknął ze złością, chwytając w dłonie jej twarz. - Dlaczego? Powiedz mi, co robię źle.
- To nie ty – wyznała z zawstydzeniem. - To ja. To ja nie potrafię.
- Czego nie potrafisz? - Luke zdawał się być coraz bardziej wytrącony z równowagi, nie mogąc znieść tych ciągłych niedomówień. Ścisnął mocniej jej ramiona, gdy wciąż z opuszczoną głową milczała.
- Tego wszystkiego – uniosła nagle głos, wymachując rękami. - Nikt nigdy się o mnie nie martwił, nikomu na mnie nie zależało, nie wiem jak to jest, co się robi, co się mówi, to wszystko mnie przeraża, jest takie obce – mówiła nieskładnie, chaotycznie, ciągle robiąc przerwy na nabranie powietrza.
- Też tego nie wiem – przyznał szczerze, spoglądając na nią. Zdawała się uspokajać, gdy złapał jej dłoń, sunąc opuszkami po chłodnej skórze. Lekko przymknęła powieki, rozkoszując się chwilą ukojenia.
- To nie ma sensu – kontynuowała, ale już zdecydowanie spokojniej. - Nie chcę tego, wcześniej wszystko było łatwiejsze. Było mi dobrze, ze wszystkim się pogodziłam, wszystko poukładałam, a teraz? Dlaczego się śmiejesz? - spytała nagle z oburzeniem, gdy parsknął śmiechem.
- Bo jesteś taka głupiutka jeszcze.
- No i świetnie.
- Świetnie, świetnie – odparł i przygarnął ją do siebie. Tym razem jednak nie zamierzała protestować, nie zamierzała uciekać. Pozwoliła, by wreszcie ktoś się nią zaopiekował i na tę krótką chwilę oddała się całkowicie w jego ręce.
- Zabierzesz mnie stąd? - spytała cichutko, wciąż kurczowo przytrzymując się jego ramion. Luke znowu pogładził ją z czułością po włosach, składając jeden krótki pocałunek na czubku głowy.
- Zawiozę cię do domu – przytaknął, a ona raptownie na niego spojrzała.
- Nie, nie chcę do domu – jęknęła błagalnie, a jasne oczy niespokojnie wyczekiwały jego reakcji. Uśmiechnął się delikatnie i skinął lekko głową, odgarniając jasny kosmyk włosów za ucho. Otulił palcami jej zimną dłoń i pomógł dojść do zaparkowanego po drugiej stronie ulicy samochodu.
W kompletnej ciszy, bez żadnych zbędnych słów jeździli przez całą noc po mieście, co jakiś czas wymieniając tylko nieme spojrzenia. Luke ani przez moment nie wypuścił z objęcia jej dłoni, splatając ciasno ich palce. I dopiero kiedy zaczynało świtać, zorientował się, że Ariel w końcu udało się zasnąć. Zaparkował przed domem dziewczyny i starając się jej nie zbudzić, wziął ją ostrożnie na ręce. Gdy zacisnęła ramię wokół jego szyi, mamrocząc coś przez sen, uśmiechnął się tylko, wnosząc ją po cichu do środka.




34 komentarze:

  1. UWIELBIAM TO !!! <3
    jezu, ten rodzdział jest piękny, najpiękniejszy !
    łzy mi w oczach stanęły
    brak mi słów
    jeden wielki chaos
    boje się, że w następnym Ariel znowu go odepchnie, znowu będzie nienawiść
    nie chcę tego, proszę, nie łam mi serduszka :(
    już chcę wiedzieć, jak to się skończy !
    ile jeszcze do końca ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Cały rozdział uśmiecham się jak głupia, ala ja cię po prostu kocham, nie zdajesz sobie sprawy co to opowiadanie ze mną robi

    OdpowiedzUsuń
  3. W woli pamięci, jak się nazywa tą dziewczyna ze zdjęcia Ariel?
    .
    Caluum :))))
    .
    A tak całkiem poważnie. Jak przeczytałam o wypadku to deja vu i stanął mi wtngd przed oczami. I już łzy. Ale doczytałam i ja ten rozdział stąd wycinam i wsadzam tam.
    #wtngd
    Luke idzie z białymi różami do mieszkania. Pod płonącym blokiem stoi ocalona Alex. Wystraszony Luke rozumie że mógł ją stracić i powoli wychodzi z choroby.
    #wihay
    Calum przyłapuje gołąbki razem.
    I miłość rośnie wokół nas <3
    Ale oczywiście tutaj nigdy nic nie wiadomo..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jenna McDougal
      i miałam tak samo z tym wypadkiem !
      :)

      Usuń
  4. Brakuje mi słów, żeby to opisać. Dlatego nawet nie będę się wysilać. Kocham. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Awwwww 😍 ten rozdział >>>>>>>>> wszytko inne

    OdpowiedzUsuń
  6. ten rozdział i moje emocje po przeczytaniu>>>>>>
    atak na przyszłość to po wihay będziesz jeszcze pisać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. raczej nie, ale na wattpadzie piszę jeszcze małą opowiastkę

      Usuń
    2. zdradź mi jaką

      Usuń
    3. musisz wejść na mój profil na wattpadzie i tam znajdziesz

      Usuń
  7. Najcudowniejszy rozdział świata 💗 płacze

    OdpowiedzUsuń
  8. Genialny rozdział! Uwielbiam to czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten rozdział to miód na moje serce ;)
    Brawo dziewczyno!

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak to jest, że tyle emocji budzi się naraz, rozpamiętujemy tutaj każde słowo, każdą chwilę, płaczemy, skaczemy, krzyczymy wraz z Ariel i Lukiem? Ale uwielbiamy to! To nami prowadzi, odrywa od codzienności.
    Coś we mnie poruszyło się, że może nastąpić jakiś koniec... Ale nawet to przerażenie jest w jakiś sposób niepowtarzalnie urocze. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oboję są zagubieni w tym, co czują do siebie nawzajem, to jest wręcz urocze. Ariel znalazła kogoś, kto chce się o nią zatroszczyć w ten sposób. Mam nadzieję, że wszystko im się poukłada jak najlepiej.
    K.

    OdpowiedzUsuń
  12. O maatkooo
    LUKE I JEGO REAKCJA NA WIEŚĆ O WYPADKU W KLUBIE W KTÓRYM BYŁA ARIEL >>>>>>>>>
    To taaaakie słooodkieeeee ❤️❤️
    Kocham tego Luke'a i tą Ariel <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak ja kocham ten rozdział! Tyle czułości i dobrych słów między nimi padło. Kiedy Luke pojechał sprawdzić tą fabrykę.. Nie wierzę, że to powiem, ale ten chłopak jest kochany, kiedy się o nią martwi.
    A druga sprawa.. Naprawdę nie chciałabym czuć się, jak Ariel, kiedy Cal zakomunikował jej o tym, co zobaczył w pokoju. W dodatku przyjaciel nie ułatwił jej wcale sprawy szczerząc się, jak głupek i uśmiechając w ten jakże znaczący sposób.

    OdpowiedzUsuń
  14. to są moje emocje teraz NKJEHDW;OHEDFIEHFWO;EIHFO'WEHIF'WOEFD'WEFDWEFC

    no po prostu idealny rozdział, czytałam z ogromnym uśmiechem na twarzy
    oby takich więcej!
    @flawless4biebs

    OdpowiedzUsuń
  15. Jezusie, idealni...
    Kocham to opowiadanie dkdmdmf

    OdpowiedzUsuń
  16. cudo *_* po 100-kroć a ta końcówka BYŁA WZRUSZAJĄCA I TE ICH ŚWIETNIE KOCHAM ICH <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Czemu ona ciągle chodzi o kuli? Już nawet Luke czuje się dobrze po tej całej akcji w szkole a ona wciąż nie.
    Słodki rozdział, od razu do niej pojechał iwgvblsbil *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale to że kuleje związane jest z wypadkiem samochodowym, to jest trwały uraz

      Usuń
  18. jak to, trzymał kierownicę tylko jedną dłonią? zakładam, że miał automatyczną skrzynię biegów, bo tak to nieźle narażał ich życie xd
    z rzeczy mniej technicznych, to na koniec aż chciało się westchnąć "aaach'! Ariel pomimo wszystko jest tak bardzo urocza w swojej niepewności i strachu. i nawet jeżeli sprawia wrażenie silnej, to nawet i ja czasami mam ochote ją przytulić (czego nienawidzę) i po prostu wesprzeć. tak smutno jakoś z myślą, że przez całe `zycie nikt się nią nie opiekował. Luke, do dzieła!
    myślę, że Luke musi wykazać się teraz ogromną dojrzałością. jak coś spieprzy to go zabiję.
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  19. Czy po tym blogu planujesz następny? Bo niestety mam wrażenie, że Ariel sie przełamuje. A jeśli Ariel sie przełamuje, to oznacza zbliżający sie koniec. Nie chce go, ale on sie zbliża...
    Rozdział genialny jak zwykle!

    OdpowiedzUsuń
  20. Ale oni slodcy sa... ♥ świetny rozdział. ♡

    OdpowiedzUsuń
  21. Coś pięknego.

    OdpowiedzUsuń
  22. Kocham <3 *.* Czekam na nexta :D /K.

    OdpowiedzUsuń
  23. Ooooooo wkoncu zaczyna sie miedzy nimi układać <3

    OdpowiedzUsuń
  24. najlepsi na świecie cholercia
    CALUM TO MÓJ FAV WSZĘDZIE ON JEST TAKI SLODKI OMG

    OdpowiedzUsuń
  25. cholera, czy ariel nie mogłaby być ciut milsza dla swojego najlepszego przyjaciela? co ona w sobie ma, że jeszcze nie uciekł? XD ale co najbardziej spodobało mi się w rozdziale? ariel zaczęła mówić, tak! powoli się otwiera i wróżę temu dobrą przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
  26. sfjnkafhbjksfngfjksd nie wierzę! najlepszy rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  27. Jezu. Jacy uroczy no nie wytrzymam kurwa nie dam rady ja chce Luke'a dajcie mi to tu i teraz! TU I TERAZ!

    OdpowiedzUsuń