Opona niewielkiego
czarnego bmx'a zaszurała z charakterystycznym piskiem na chodniku,
wzniecając w górę delikatny obłok kurzu. Ariel praktycznie wpadła
na kierownicę roweru, w ostatniej chwili unikając większej kolizji
z kołem, które zatrzymało się kilka centymetrów przed jej stopą.
Jedna ze słuchawek wypadła jej z ucha, gdy gwałtownie stanęła w
miejscu. Krótkie, dość stanowcze przekleństwo wyrwało się z jej
ust, gdy podciągała czapkę, która zsunęła się na oczy. Kiedy
tylko spojrzała przed siebie, dostrzegła wyszczerzoną w szerokim
uśmiechu twarz Luke'a. Westchnęła ciężko i poprawiając szelkę
plecaka, chciała go ominąć, ale sprytnie kolejny raz zajechał jej
drogę. Przymknęła na ułamek sekundy oczy, w myślach odliczając
do dziesięciu. Wychodząc z domu, obiecała sobie, że tego dnia nie
miała pozwolić nikomu na wytrącenie jej z równowagi psychicznej.
Zacisnęła zęby, spoglądając kątem oka na rozbawioną twarz
chłopaka. Mimo podkrążonych, zmęczonych oczu, niewielkiego
zarostu na policzkach oraz przyklapniętych włosów wystających
spod czerwonej czapki z daszkiem wciąż potrafił wykrzesać z
siebie resztki perfidnego uśmieszku, którego nienawidziła.
- Mógłbyś
łaskawie zjechać mi z drogi?
- Nie było cię
wczoraj w szkole – oznajmił z delikatnie uniesioną brwią,
przyglądając się jej uważnie. Ariel lekko przechyliła głowę,
wykrzywiając usta. Krótkie, żałosne parsknięcie wydobyło się z
jej ust.
- Nie chcesz chyba
mi powiedzieć, że się stęskniłeś, albo co gorsze martwiłeś –
zakpiła, kolejny raz podejmując próbę obejścia jego roweru, ale
ponownie okazał się mieć zdecydowanie zbyt dobry refleks. Wyraźnie
się jednak zmieszał, pospiesznie prostując się. Poprawił czapkę,
chrząkając znacząco.
- Oczywiście, że
nie – fuknął urażony, unosząc wysoko głowę. Jego reakcja nie
była jednak zbyt naturalna, ale dziewczyna nie miała ochoty, aby
zastanawiać się nad tym, co mogło znaczyć jego dziwne zachowanie.
- Po prostu chciałem oddać ci wszystkie twoje książki. Miałem
już to zrobić wtedy, jak do ciebie przyszłem...
- Przyszedłem –
poprawiła go ze znudzeniem, ale on machnął tylko ręką.
- Nieważne - dodał
rozdrażniony, sięgając do plecaka po kilka podręczników.
Dziewczyna uważnie śledziła jego nerwowe poczynania, kiedy nie
potrafił poradzić sobie z wyjęciem książek, które uparcie
stawiały mu opór. W końcu jednak uległy, a on z niewielką ulgą
oddał ciężkie tomiska, wciskając je w dłonie dziewczyny. Aż
ugięły się pod nią na moment kolana, gdy bez uprzedzenia
obdarował ją dodatkowym ciężarem.
- Subtelny, jak
zawsze – mruknęła do siebie, chwytając mocniej wysuwające się
z rąk książki. Gdy kolejny raz otwierał usta, aby najwyraźniej
do niej przemówić, włożyła ponownie słuchawki do uszu i nie
zwracając już uwagi na jego nawoływanie, wsparta na kuli, ruszyła
żwawym krokiem w stronę głównego wejścia do szkoły. Zwiększyła
głośności, kiedy mimo wszystko głupie okrzyki chłopaka docierały
do niej z daleka. Wsłuchana w głośną muzykę, odcięła się
kompletnie od świata. Wtopiła się w kroczący na zajęcia tłum
uczniów, pragnąc choć na moment stać się między nimi
niewidzialną. Przeciskając się przez grupki roześmianych
rówieśników, podążyła w kierunku zapchanej klatki schodowej,
która prowadziła na piętro budynku. Nie lubiła tych codziennych
wycieczek w górę, ale brak windy nie pozostawiał jej innego
wyboru.
- Jesteśmy dopiero
na półpiętrze, a ty sapiesz jakbyś co najmniej przebiegła dwa
razy maraton – irytujący głos Luke'a rozległ się tuż obok,
kiedy z wciśniętymi pod szelki plecaka dłońmi przyłączył się
do jej wspinaczki po schodach. Rzuciła mu krótkie spojrzenie, ale
nie zamierzała odpowiadać na tę zaczepkę, skupiając się
wyłącznie na tym, aby głęboko oddychać. Pokonywanie kolejnych
stopni nie należało do jej ulubionych zajęć, bo dość szybko ją
to męczyło, ale teraz w towarzystwie blondyna nie mogła dać po
sobie tego poznać. Zacisnęła więc mocniej zęby, dzielnie
stawiając kolejne kroki.
- Odwal się –
sapnęła z trudem, łapiąc kolejny głęboki haust powietrza, gdy
przystanęła na moment przed kolejną stromą dawką schodków,
prowadzących na trzecie piętro, gdzie odbywała się pierwsza tego
dnia lekcja fizyki. Miała naiwną nadzieję, że gdy tylko przymknie
oczy i mocno się skupi, blondyn zniknie. Nic podobnego jednak się
nie wydarzyło, bo kiedy tylko ponownie się zatrzymała, by
zaczerpnąć powietrze, on nadal przebywał tuż obok niej. Odrzuciła
włosy na plecy, spoglądając na niego pełnym litości wzrokiem.
Była gotowa, aby mu coś przykrego powiedzieć, ale w tej samej
chwili zza jednego z filarów wyłoniła się rudowłosa dziewczyna z
delikatnie rozmazanym błyszczykiem na ustach i rozmierzwionymi
włosami. Zapinała właśnie koszulę, poprawiając spód plisowanej
spódnicy. Ariel otworzyła szerzej oczy, przyglądając się
oniemiała swojej przyjaciółce. Za jej plecami pojawił się
chłopak z kręconymi włosami, siłujący się z paskiem od spodni,
który nie chciał się dopiąć.
- Ronnie?!
- Ashton?
Dziewczyna wymieniła
zaskoczone spojrzenie z równie zdezorientowanym Hemmingsem,
potrząsając lekko głową. Jej wzrok ponownie powędrował na
niepewnie uśmiechającą się przyjaciółkę, która nerwowo
trzymała Ashtona za rękę. Była zszokowana i przez kilka
pierwszych sekund nie wiedziała jak zareagować na to wszystko.
- Nie wierzę, po
prostu nie wierzę! - jęknęła pogardliwie, opuszczając ramiona w
geście totalnego zrezygnowania. Pokręciła z dezaprobatą głową,
patrząc uważnie na zawstydzoną przyjaciółkę. - I to on był
powodem tych wszystkich chwil, kiedy mnie bez żadnego zastanowienia
i żadnych skrupułów olewałaś? Tych wszystkich przerw na których
cię nie było? Ten, którym jeszcze nie tak dawno gardziłaś, razem
z tą całą jego grupką zadufanych bogatych dzieciaków, którzy
myślą, że są lepsi od wszystkich dookoła? - zarzuciła ją
pełnymi pretensji pytaniami, nie dając ani przez moment dojść do
słowa. Gdy nagle zapadła między nimi złowroga cisza, w której
zdążyły wymienić jedno spojrzenie, blondynka westchnęła ciężko.
- Wiesz co? Nawet nie jestem zła, po prostu mnie zawiodłaś.
- Ariel …
Jednak ona nie
zamierzała słuchać żadnych wyjaśnień. Odwróciła się dość
gwałtownie na pięcie i już miała zejść ze schodów, gdy
nieopatrznie weszła wprost w stojącego za nią Luke'a. Zadarła
głowę i z wściekłością spojrzała na jego rozweseloną twarz.
Popatrzył na nią z politowaniem, wzdychając z bezradnością.
- Nie uważasz, że
jesteś hipokrytką? - zapytał szeptem rozbawiony całą tą
sytuacją, mrugając do niej zalotnie okiem. Krótką chwilę
wpatrywała się w niego z zaciśniętymi w złości ustami, gromiąc
go wzrokiem. - Robisz dokładnie to samo co ona.
- Pieprz się,
Hemmings! - warknęła, potrącając go ramieniem, kiedy nerwowym
krokiem ruszyła przed siebie. Dość nieporadnie zaczęła kuśtykać
po schodach, przytrzymując się kurczowo barierki.
- Z tobą zawsze! -
krzyknął za nią, ale nawet nie raczyła się obejrzeć, słysząc
jedynie jego gromki śmiech.
#
Kiedy uporczywe
pukanie do drzwi ani na moment nie ucichło, z rzucanymi w głuchą
przestrzeń przekleństwami zwlokła się niechętnie z łóżka i
przerzucając przez ramiona leżącą na podłodze bluzę, ruszyła w
stronę korytarza. Nie do końca przytomna, po omacku przekręciła
klucz, a gdy tylko uchyliła lekko skrzypiące skrzydło, ciche
westchnienie wydobyło się z jej ust. Podrapała się po głowie,
naciągając mocniej rękawy, gdy tylko poczuła chłodny powiew
nocnego powietrza. W progu kilka kroków przed nią stała
nonszalancko oparta o framugę osoba, której widzieć nie chciała.
- Pogięło cię do
reszty, Hemmings?! - syknęła, pocierając dłonią zaspane oczy. W
odpowiedzi wykrzywił jedynie usta, mrugając powiekami. Nie musiała
zbyt długo mu się przyglądać, aby stwierdzić, że znowu był
pijany.
- Cześć Keller –
odezwał się w końcu, chichocząc nerwowo. Zaczerwienione, zamglone
oczy zdradzały jego stan.
- Dobranoc,
Hemmings! - Ariel była już gotowa zatrzasnąć mu przed nosem
drzwi, ale w ostatniej chwili wcisnął do środka stopę,
uniemożliwiając jej to. Zbliżył się nieco, a ona wyczuła
drażniący zapach alkoholu wymieszany z jego intensywnymi perfumami
i miętową gumą do żucia. Odruchowo zrobiła krok w tył.
- Musisz mi pomóc –
jęknął żałośnie, wbijając w nią błagalny wzrok.
- Nic nie muszę! -
zaoponowała momentalnie, ale on najwyraźniej nie zamierzał
przyjmować tych słów do siebie. Podszedł bliżej i dopiero wtedy
w nikłym świetle lampki ustawionej w dalszej części korytarza
dostrzegła zadrapanie na jego nieogolonym policzku.
- Miałem mały
wypadek – wyjaśnił bełkotliwie, gestem ręki pokazując
niewielki, jego zdaniem, rozmiar szkód, po czym roześmiał się
perliście, jakby co najmniej powiedział dobry żart.
- Tak, wiem, przy
urodzeniu, kiedy lekarz upuścił cię na podłogę i uderzyłeś się
w głowę, dlatego do dziś masz z nią problem.
- Zabawne –
zauważył z uniesionym w górę wskazującymi palcem, nadal
głupkowato się uśmiechając. Ariel wywróciła oczami, wzdychając
głęboko. Przetarła dłonią twarz, odgarniając z czoła natrętnie
opadającą grzywkę.
- Jest środek nocy,
idioto, wszyscy normalni ludzie śpią, po co tu przyszedłeś?
- Miałem mały
wypadek – powtórzył, pocierając ręką zarośnięty policzek. -
Tak jakby troszkę uszkodziłem samochód i ...
- Czy ty próbujesz
właśnie mi przekazać informację, że w takim stanie prowadziłeś
samochód? - przerwała mu momentalnie, unosząc się. Otworzyła
szerzej z zaskoczenia oczy, a on znowu się tylko błazeńsko
uśmiechnął. Zarechotał cichutko, po czym dość donośnie czknął.
- Ale że w jakim
stanie? - zapytał z obojętnym wzruszeniem ramion, jakby gdyby nic
się nie stało. Dziewczyna niespokojnie zamrugała powiekami, nie
dowierzając temu co właśnie widziała.
- Hemmings, debilu
jeden skończony, jesteś pijany! - krzyknęła, nie zważając na
to, że mogła kogoś obudzić. - Pomijając fakt, że sam mogłeś
zrobić sobie krzywdę, to ktoś niewinny mógł ucierpieć z powodu
twojej skrajnej nieodpowiedzialności. Boże, jak można być takim
idiotą?! Wyjdź, po prostu wyjdź – dodała zdenerwowana, próbując
wypchać do z przedpokoju. Nie mogła znieść myśli, że zachował
się w tak lekkomyślny sposób, narażając na niebezpieczeństwo
czyjeś życie. Zbyt dobrze wiedziała, jak wiele złego czynił
nadmiar alkoholu, dlatego każdy przejaw nadużycia traktowała
niezwykle poważnie.
- Ale Keller, musisz
mi pomóc, nie mogę teraz wrócić do domu, matka mnie zabije –
wybełkotał, stawiając jej niewielki opór, kiedy wyrzucała go za
próg.
- Prawdopodobnie
miałaby rację. Chętnie bym jej pomogła.
- Ale Keller –
jęknął znowu, a jego na wpół otwarte oczy przyglądały jej się
błagalnie. - Ja ci ostatnio pomogłem.
Przystanęła nagle
i ścisnęła mocniej usta. Biła się z własnymi myślami, nie
wiedząc czy to co w tamtej chwili chciała zrobić, było dobrym
posunięciem. Bez słowa weszła w głąb korytarza, pozostawiając
go kompletnie zdezorientowanego na progu domu. Kilka chwil później
z naciągniętą na głowę czapką i niedbale nałożonymi dresowymi
spodniami powróciła, trzymając w dłoniach pęk kluczy. Popatrzyła
na niego bez przekonania i wsparta na kuli, leniwym krokiem ruszyła
w stronę stojącego na podjeździe samochodu blondyna z uszkodzonym
tylnym reflektorem.
#
Z podpartą na ręce
głową siedział na wysokim drewnianym stołku, obserwując
krzątającą się przy jego samochodzie dziewczynę. Niewielka,
zabrudzona żarówka kołysała się nad jej głową, kiedy w
skupieniu z dziwnymi narzędziami trzymanymi w dłoniach grzebała
przy rozbitym świetle. Zaczął odczuwać niesamowitą senność,
wciąż walcząc z uporczywym szumem, rozdzierającym boleśnie
głowę. Ucisnął skronie, ale na niewiele się to zdało, bo
pulsowanie ani na moment nie ustało.
- Gdzie my w ogóle
jesteśmy? - zapytał nieprzytomnie, rozglądając się po
zaciemnionym pomieszczeniu, w którym unosił się przyprawiający o
mdłości zapach smaru i benzyny. Blondynka wyprostowała się,
zdmuchując grzywkę ze spoconego czoła. Oparła ręce na tyle
samochodu, spoglądając na niego z usmarowanym jakaś mazią
policzkiem.
- Warsztat mojego
brata.
- Nie wiedziałem,
że masz brata – odpowiedział lekko zaskoczony, dzielnie stawiając
opór jej natarczywemu, dominującemu spojrzeniu. Było w niej coś,
czego nie potrafił określić znanymi mu słowami, coś co
sprawiało, że mimo iż jej nienawidził, nie potrafił pozostać
obojętny. A myśl ta coraz bardziej zaczynała go przerażać
pomimo faktu, że alkohol nadal przejmował kontrolę nad jego
poczynaniami.
- Bo mnie nie znasz.
- Bo nie chcesz dać
się poznać – poprawił ją, ale ona wywróciła tylko oczami,
wracając do pracy. Przyglądał się jak z wystawionym językiem i
ogromnym skoncentrowaniem walczyła z roztrzaskanym reflektorem,
próbując go naprawić.
- Możesz mi
wyjaśnić, dlaczego znowu przyszedłeś do mnie? Przecież masz tylu
świetnych przyjaciół, niech oni ci pomagają – zagadnęła, gdy
przez dłuższą chwilę jedynym źródłem dźwięku było szumienie
mrugającej co jakiś czas żarówki. Spojrzała na niego zza
samochodu, wyczekując na jakąś racjonalną odpowiedź. Wzruszył
jedynie ramionami, opuszczając ręce.
- Wszyscy chyba
zostali na imprezie.
- Masz więcej
szczęścia niż rozumu i zupełnie nie wiem, dlaczego zgodziłam ci
się pomóc – odparła, wciskając pomiętą szmatę do tylnej
kieszeni spodni. - Powinnam zadzwonić po policję. Mogłeś kogoś
zabić, bo jesteś skończonym debilem, pozbawionym rozumu kretynem,
największym idiotą, jakiego w życiu udało mi się spotkać.
- Znowu góruję na
twoich listach – zaśmiał się cierpko, przeczesując palcami
przyklapnięte włosy, po tym jak zsunął z głowy czapkę. Chciał
być zabawny, ale ona najwyraźniej nie miała nastroju na takie
żarty. Pokręciła głową, ponownie przykucając przy samochodzie.
Coś znowu zaskrzypiało, lampka bezgłośnie zamrugała, a głuchy
brzęk rozproszył nocną ciszę, gdy Ariel kończyła swoje dzieło.
Wyprostowała się i lekko kuśtykając, podeszła do niego.
- Za trzy minuty
podjedzie po ciebie taksówka, twój samochód będzie stał na
tyłach warsztatu, więc jak wytrzeźwiejesz, będziesz go mógł
sobie jutro odebrać. Nikt się o tym nie dowie, ale warunek jest
jeden: znikasz z mojego życia na zawsze, nieodwracalnie, bez żadnego
ale, natychmiastowo – oznajmiła nad wyraz spokojnym głosem, a on
uważnie cały ten czas wpatrzony był w nią lekko rozbieganym
wzrokiem.
- Ale …
- Nie, Hemmings. Nie
mam ochoty wysłuchiwać żadnych twoich tłumaczeń, nie obchodzą
mnie w ogóle – przerwała mu, robiąc krok w tył, gdy zbliżył
się do niej. Nagle z zewnątrz dobiegł ich warkot silnika. Skinęła
głową w kierunku wyjścia. - Twoja taksówka.
Nie wiedząc jak się
zachować, Luke posłał jej ostatnie pozbawione emocji spojrzenie i
bez słowa udał się w stronę drzwi, które delikatnie
zaskrzypiały, gdy tylko je z nieco za dużą siłą pchnął. Odbiły
się z łoskotem od murowanej ściany, a głuchy huk rozniósł się
po okolicy. Obejrzał się jeszcze za siebie, ale Ariel podążała
już w zupełnie inną stronę, nie patrząc na niego.