listopada 02, 2014

#szesnaście. nienawidzę ci pomagać.


Opona niewielkiego czarnego bmx'a zaszurała z charakterystycznym piskiem na chodniku, wzniecając w górę delikatny obłok kurzu. Ariel praktycznie wpadła na kierownicę roweru, w ostatniej chwili unikając większej kolizji z kołem, które zatrzymało się kilka centymetrów przed jej stopą. Jedna ze słuchawek wypadła jej z ucha, gdy gwałtownie stanęła w miejscu. Krótkie, dość stanowcze przekleństwo wyrwało się z jej ust, gdy podciągała czapkę, która zsunęła się na oczy. Kiedy tylko spojrzała przed siebie, dostrzegła wyszczerzoną w szerokim uśmiechu twarz Luke'a. Westchnęła ciężko i poprawiając szelkę plecaka, chciała go ominąć, ale sprytnie kolejny raz zajechał jej drogę. Przymknęła na ułamek sekundy oczy, w myślach odliczając do dziesięciu. Wychodząc z domu, obiecała sobie, że tego dnia nie miała pozwolić nikomu na wytrącenie jej z równowagi psychicznej. Zacisnęła zęby, spoglądając kątem oka na rozbawioną twarz chłopaka. Mimo podkrążonych, zmęczonych oczu, niewielkiego zarostu na policzkach oraz przyklapniętych włosów wystających spod czerwonej czapki z daszkiem wciąż potrafił wykrzesać z siebie resztki perfidnego uśmieszku, którego nienawidziła.
- Mógłbyś łaskawie zjechać mi z drogi?
- Nie było cię wczoraj w szkole – oznajmił z delikatnie uniesioną brwią, przyglądając się jej uważnie. Ariel lekko przechyliła głowę, wykrzywiając usta. Krótkie, żałosne parsknięcie wydobyło się z jej ust.
- Nie chcesz chyba mi powiedzieć, że się stęskniłeś, albo co gorsze martwiłeś – zakpiła, kolejny raz podejmując próbę obejścia jego roweru, ale ponownie okazał się mieć zdecydowanie zbyt dobry refleks. Wyraźnie się jednak zmieszał, pospiesznie prostując się. Poprawił czapkę, chrząkając znacząco.
- Oczywiście, że nie – fuknął urażony, unosząc wysoko głowę. Jego reakcja nie była jednak zbyt naturalna, ale dziewczyna nie miała ochoty, aby zastanawiać się nad tym, co mogło znaczyć jego dziwne zachowanie. - Po prostu chciałem oddać ci wszystkie twoje książki. Miałem już to zrobić wtedy, jak do ciebie przyszłem...
- Przyszedłem – poprawiła go ze znudzeniem, ale on machnął tylko ręką.
- Nieważne - dodał rozdrażniony, sięgając do plecaka po kilka podręczników. Dziewczyna uważnie śledziła jego nerwowe poczynania, kiedy nie potrafił poradzić sobie z wyjęciem książek, które uparcie stawiały mu opór. W końcu jednak uległy, a on z niewielką ulgą oddał ciężkie tomiska, wciskając je w dłonie dziewczyny. Aż ugięły się pod nią na moment kolana, gdy bez uprzedzenia obdarował ją dodatkowym ciężarem.
- Subtelny, jak zawsze – mruknęła do siebie, chwytając mocniej wysuwające się z rąk książki. Gdy kolejny raz otwierał usta, aby najwyraźniej do niej przemówić, włożyła ponownie słuchawki do uszu i nie zwracając już uwagi na jego nawoływanie, wsparta na kuli, ruszyła żwawym krokiem w stronę głównego wejścia do szkoły. Zwiększyła głośności, kiedy mimo wszystko głupie okrzyki chłopaka docierały do niej z daleka. Wsłuchana w głośną muzykę, odcięła się kompletnie od świata. Wtopiła się w kroczący na zajęcia tłum uczniów, pragnąc choć na moment stać się między nimi niewidzialną. Przeciskając się przez grupki roześmianych rówieśników, podążyła w kierunku zapchanej klatki schodowej, która prowadziła na piętro budynku. Nie lubiła tych codziennych wycieczek w górę, ale brak windy nie pozostawiał jej innego wyboru.
- Jesteśmy dopiero na półpiętrze, a ty sapiesz jakbyś co najmniej przebiegła dwa razy maraton – irytujący głos Luke'a rozległ się tuż obok, kiedy z wciśniętymi pod szelki plecaka dłońmi przyłączył się do jej wspinaczki po schodach. Rzuciła mu krótkie spojrzenie, ale nie zamierzała odpowiadać na tę zaczepkę, skupiając się wyłącznie na tym, aby głęboko oddychać. Pokonywanie kolejnych stopni nie należało do jej ulubionych zajęć, bo dość szybko ją to męczyło, ale teraz w towarzystwie blondyna nie mogła dać po sobie tego poznać. Zacisnęła więc mocniej zęby, dzielnie stawiając kolejne kroki.
- Odwal się – sapnęła z trudem, łapiąc kolejny głęboki haust powietrza, gdy przystanęła na moment przed kolejną stromą dawką schodków, prowadzących na trzecie piętro, gdzie odbywała się pierwsza tego dnia lekcja fizyki. Miała naiwną nadzieję, że gdy tylko przymknie oczy i mocno się skupi, blondyn zniknie. Nic podobnego jednak się nie wydarzyło, bo kiedy tylko ponownie się zatrzymała, by zaczerpnąć powietrze, on nadal przebywał tuż obok niej. Odrzuciła włosy na plecy, spoglądając na niego pełnym litości wzrokiem. Była gotowa, aby mu coś przykrego powiedzieć, ale w tej samej chwili zza jednego z filarów wyłoniła się rudowłosa dziewczyna z delikatnie rozmazanym błyszczykiem na ustach i rozmierzwionymi włosami. Zapinała właśnie koszulę, poprawiając spód plisowanej spódnicy. Ariel otworzyła szerzej oczy, przyglądając się oniemiała swojej przyjaciółce. Za jej plecami pojawił się chłopak z kręconymi włosami, siłujący się z paskiem od spodni, który nie chciał się dopiąć.
- Ronnie?!
- Ashton?
Dziewczyna wymieniła zaskoczone spojrzenie z równie zdezorientowanym Hemmingsem, potrząsając lekko głową. Jej wzrok ponownie powędrował na niepewnie uśmiechającą się przyjaciółkę, która nerwowo trzymała Ashtona za rękę. Była zszokowana i przez kilka pierwszych sekund nie wiedziała jak zareagować na to wszystko.
- Nie wierzę, po prostu nie wierzę! - jęknęła pogardliwie, opuszczając ramiona w geście totalnego zrezygnowania. Pokręciła z dezaprobatą głową, patrząc uważnie na zawstydzoną przyjaciółkę. - I to on był powodem tych wszystkich chwil, kiedy mnie bez żadnego zastanowienia i żadnych skrupułów olewałaś? Tych wszystkich przerw na których cię nie było? Ten, którym jeszcze nie tak dawno gardziłaś, razem z tą całą jego grupką zadufanych bogatych dzieciaków, którzy myślą, że są lepsi od wszystkich dookoła? - zarzuciła ją pełnymi pretensji pytaniami, nie dając ani przez moment dojść do słowa. Gdy nagle zapadła między nimi złowroga cisza, w której zdążyły wymienić jedno spojrzenie, blondynka westchnęła ciężko. - Wiesz co? Nawet nie jestem zła, po prostu mnie zawiodłaś.
- Ariel …
Jednak ona nie zamierzała słuchać żadnych wyjaśnień. Odwróciła się dość gwałtownie na pięcie i już miała zejść ze schodów, gdy nieopatrznie weszła wprost w stojącego za nią Luke'a. Zadarła głowę i z wściekłością spojrzała na jego rozweseloną twarz. Popatrzył na nią z politowaniem, wzdychając z bezradnością.
- Nie uważasz, że jesteś hipokrytką? - zapytał szeptem rozbawiony całą tą sytuacją, mrugając do niej zalotnie okiem. Krótką chwilę wpatrywała się w niego z zaciśniętymi w złości ustami, gromiąc go wzrokiem. - Robisz dokładnie to samo co ona.
- Pieprz się, Hemmings! - warknęła, potrącając go ramieniem, kiedy nerwowym krokiem ruszyła przed siebie. Dość nieporadnie zaczęła kuśtykać po schodach, przytrzymując się kurczowo barierki.
- Z tobą zawsze! - krzyknął za nią, ale nawet nie raczyła się obejrzeć, słysząc jedynie jego gromki śmiech.

#

Kiedy uporczywe pukanie do drzwi ani na moment nie ucichło, z rzucanymi w głuchą przestrzeń przekleństwami zwlokła się niechętnie z łóżka i przerzucając przez ramiona leżącą na podłodze bluzę, ruszyła w stronę korytarza. Nie do końca przytomna, po omacku przekręciła klucz, a gdy tylko uchyliła lekko skrzypiące skrzydło, ciche westchnienie wydobyło się z jej ust. Podrapała się po głowie, naciągając mocniej rękawy, gdy tylko poczuła chłodny powiew nocnego powietrza. W progu kilka kroków przed nią stała nonszalancko oparta o framugę osoba, której widzieć nie chciała.
- Pogięło cię do reszty, Hemmings?! - syknęła, pocierając dłonią zaspane oczy. W odpowiedzi wykrzywił jedynie usta, mrugając powiekami. Nie musiała zbyt długo mu się przyglądać, aby stwierdzić, że znowu był pijany.
- Cześć Keller – odezwał się w końcu, chichocząc nerwowo. Zaczerwienione, zamglone oczy zdradzały jego stan.
- Dobranoc, Hemmings! - Ariel była już gotowa zatrzasnąć mu przed nosem drzwi, ale w ostatniej chwili wcisnął do środka stopę, uniemożliwiając jej to. Zbliżył się nieco, a ona wyczuła drażniący zapach alkoholu wymieszany z jego intensywnymi perfumami i miętową gumą do żucia. Odruchowo zrobiła krok w tył.
- Musisz mi pomóc – jęknął żałośnie, wbijając w nią błagalny wzrok.
- Nic nie muszę! - zaoponowała momentalnie, ale on najwyraźniej nie zamierzał przyjmować tych słów do siebie. Podszedł bliżej i dopiero wtedy w nikłym świetle lampki ustawionej w dalszej części korytarza dostrzegła zadrapanie na jego nieogolonym policzku.
- Miałem mały wypadek – wyjaśnił bełkotliwie, gestem ręki pokazując niewielki, jego zdaniem, rozmiar szkód, po czym roześmiał się perliście, jakby co najmniej powiedział dobry żart.
- Tak, wiem, przy urodzeniu, kiedy lekarz upuścił cię na podłogę i uderzyłeś się w głowę, dlatego do dziś masz z nią problem.
- Zabawne – zauważył z uniesionym w górę wskazującymi palcem, nadal głupkowato się uśmiechając. Ariel wywróciła oczami, wzdychając głęboko. Przetarła dłonią twarz, odgarniając z czoła natrętnie opadającą grzywkę.
- Jest środek nocy, idioto, wszyscy normalni ludzie śpią, po co tu przyszedłeś?
- Miałem mały wypadek – powtórzył, pocierając ręką zarośnięty policzek. - Tak jakby troszkę uszkodziłem samochód i ...
- Czy ty próbujesz właśnie mi przekazać informację, że w takim stanie prowadziłeś samochód? - przerwała mu momentalnie, unosząc się. Otworzyła szerzej z zaskoczenia oczy, a on znowu się tylko błazeńsko uśmiechnął. Zarechotał cichutko, po czym dość donośnie czknął.
- Ale że w jakim stanie? - zapytał z obojętnym wzruszeniem ramion, jakby gdyby nic się nie stało. Dziewczyna niespokojnie zamrugała powiekami, nie dowierzając temu co właśnie widziała.
- Hemmings, debilu jeden skończony, jesteś pijany! - krzyknęła, nie zważając na to, że mogła kogoś obudzić. - Pomijając fakt, że sam mogłeś zrobić sobie krzywdę, to ktoś niewinny mógł ucierpieć z powodu twojej skrajnej nieodpowiedzialności. Boże, jak można być takim idiotą?! Wyjdź, po prostu wyjdź – dodała zdenerwowana, próbując wypchać do z przedpokoju. Nie mogła znieść myśli, że zachował się w tak lekkomyślny sposób, narażając na niebezpieczeństwo czyjeś życie. Zbyt dobrze wiedziała, jak wiele złego czynił nadmiar alkoholu, dlatego każdy przejaw nadużycia traktowała niezwykle poważnie.
- Ale Keller, musisz mi pomóc, nie mogę teraz wrócić do domu, matka mnie zabije – wybełkotał, stawiając jej niewielki opór, kiedy wyrzucała go za próg.
- Prawdopodobnie miałaby rację. Chętnie bym jej pomogła.
- Ale Keller – jęknął znowu, a jego na wpół otwarte oczy przyglądały jej się błagalnie. - Ja ci ostatnio pomogłem.
Przystanęła nagle i ścisnęła mocniej usta. Biła się z własnymi myślami, nie wiedząc czy to co w tamtej chwili chciała zrobić, było dobrym posunięciem. Bez słowa weszła w głąb korytarza, pozostawiając go kompletnie zdezorientowanego na progu domu. Kilka chwil później z naciągniętą na głowę czapką i niedbale nałożonymi dresowymi spodniami powróciła, trzymając w dłoniach pęk kluczy. Popatrzyła na niego bez przekonania i wsparta na kuli, leniwym krokiem ruszyła w stronę stojącego na podjeździe samochodu blondyna z uszkodzonym tylnym reflektorem.

#

Z podpartą na ręce głową siedział na wysokim drewnianym stołku, obserwując krzątającą się przy jego samochodzie dziewczynę. Niewielka, zabrudzona żarówka kołysała się nad jej głową, kiedy w skupieniu z dziwnymi narzędziami trzymanymi w dłoniach grzebała przy rozbitym świetle. Zaczął odczuwać niesamowitą senność, wciąż walcząc z uporczywym szumem, rozdzierającym boleśnie głowę. Ucisnął skronie, ale na niewiele się to zdało, bo pulsowanie ani na moment nie ustało.
- Gdzie my w ogóle jesteśmy? - zapytał nieprzytomnie, rozglądając się po zaciemnionym pomieszczeniu, w którym unosił się przyprawiający o mdłości zapach smaru i benzyny. Blondynka wyprostowała się, zdmuchując grzywkę ze spoconego czoła. Oparła ręce na tyle samochodu, spoglądając na niego z usmarowanym jakaś mazią policzkiem.
- Warsztat mojego brata.
- Nie wiedziałem, że masz brata – odpowiedział lekko zaskoczony, dzielnie stawiając opór jej natarczywemu, dominującemu spojrzeniu. Było w niej coś, czego nie potrafił określić znanymi mu słowami, coś co sprawiało, że mimo iż jej nienawidził, nie potrafił pozostać obojętny. A myśl ta coraz bardziej zaczynała go przerażać pomimo faktu, że alkohol nadal przejmował kontrolę nad jego poczynaniami.
- Bo mnie nie znasz.
- Bo nie chcesz dać się poznać – poprawił ją, ale ona wywróciła tylko oczami, wracając do pracy. Przyglądał się jak z wystawionym językiem i ogromnym skoncentrowaniem walczyła z roztrzaskanym reflektorem, próbując go naprawić.
- Możesz mi wyjaśnić, dlaczego znowu przyszedłeś do mnie? Przecież masz tylu świetnych przyjaciół, niech oni ci pomagają – zagadnęła, gdy przez dłuższą chwilę jedynym źródłem dźwięku było szumienie mrugającej co jakiś czas żarówki. Spojrzała na niego zza samochodu, wyczekując na jakąś racjonalną odpowiedź. Wzruszył jedynie ramionami, opuszczając ręce.
- Wszyscy chyba zostali na imprezie.
- Masz więcej szczęścia niż rozumu i zupełnie nie wiem, dlaczego zgodziłam ci się pomóc – odparła, wciskając pomiętą szmatę do tylnej kieszeni spodni. - Powinnam zadzwonić po policję. Mogłeś kogoś zabić, bo jesteś skończonym debilem, pozbawionym rozumu kretynem, największym idiotą, jakiego w życiu udało mi się spotkać.
- Znowu góruję na twoich listach – zaśmiał się cierpko, przeczesując palcami przyklapnięte włosy, po tym jak zsunął z głowy czapkę. Chciał być zabawny, ale ona najwyraźniej nie miała nastroju na takie żarty. Pokręciła głową, ponownie przykucając przy samochodzie. Coś znowu zaskrzypiało, lampka bezgłośnie zamrugała, a głuchy brzęk rozproszył nocną ciszę, gdy Ariel kończyła swoje dzieło. Wyprostowała się i lekko kuśtykając, podeszła do niego.
- Za trzy minuty podjedzie po ciebie taksówka, twój samochód będzie stał na tyłach warsztatu, więc jak wytrzeźwiejesz, będziesz go mógł sobie jutro odebrać. Nikt się o tym nie dowie, ale warunek jest jeden: znikasz z mojego życia na zawsze, nieodwracalnie, bez żadnego ale, natychmiastowo – oznajmiła nad wyraz spokojnym głosem, a on uważnie cały ten czas wpatrzony był w nią lekko rozbieganym wzrokiem.
- Ale …
- Nie, Hemmings. Nie mam ochoty wysłuchiwać żadnych twoich tłumaczeń, nie obchodzą mnie w ogóle – przerwała mu, robiąc krok w tył, gdy zbliżył się do niej. Nagle z zewnątrz dobiegł ich warkot silnika. Skinęła głową w kierunku wyjścia. - Twoja taksówka.
Nie wiedząc jak się zachować, Luke posłał jej ostatnie pozbawione emocji spojrzenie i bez słowa udał się w stronę drzwi, które delikatnie zaskrzypiały, gdy tylko je z nieco za dużą siłą pchnął. Odbiły się z łoskotem od murowanej ściany, a głuchy huk rozniósł się po okolicy. Obejrzał się jeszcze za siebie, ale Ariel podążała już w zupełnie inną stronę, nie patrząc na niego.