września 01, 2014

#osiem. nienawidzę tego, że już wiesz.


- Oszalałam, prawda? No przyznaj to!
- Noooo nie, chyba nie jest aż tak źle.
- Jest tylko jeszcze gorzej! Oh, jestem skończoną kretynką!
- No dobra, może troszeczkę, ale pamiętaj, że robisz to dla Caluma.
- Robię to dla Caluma, robię to dla Caluma, robię to dla Caluma.
Luke niespodziewanie przystanął i z delikatnie przechyloną na bok głową zaczął przypatrywać się siedzącej przy jednym z drewnianych stolików dziewczynie. Kiedy wczoraj po zajęciach wrzucił do jej szafki przez niewielką szparę karteczkę z podanym miejscem i godziną spotkania, nie przypuszczał, że mimo wszystko zamierzała się pojawić. Jeden, irytujący głos rozpoznał natychmiast, bez cienia wątpliwości mogąc przyznać, że należał do blondynki, ale drugi piskliwy i przyprawiający o dreszcz był mu zupełnie obcy. Tym bardziej, że nie odnotował obecności nikogo innego poza nią. Z uniesioną w geście zdezorientowania brwią wpatrywał się w wymalowaną na tyle skórzanej kurtki czaszkę, którą co jakiś czas przesłaniały zsuwające się z ramion błyszczące, jasne włosy. Zrobił dwa kroki do przodu, starając się pozostać niezauważonym i delikatnie pochylił się nad ramieniem Ariel. Prawie opluł się ze śmiechu, kiedy dostrzegł, kim okazał się być jej rozmówca. W dłoni trzymała banana, który czarnym markerem domalowane miał oczy i usta.
- Wydawało mi się, że masz problem z nogami, a nie z głową, Keller – mruknął nad jej uchem, a ona aż podskoczyła z przerażenia. Dłonią zahaczyła o otwarty kubeczek z czekoladowym jogurtem, który niebezpiecznie zakołysał się i z głuchym łoskotem upadł na blat stolika, zalewając rozłożone wcześniej notatki. Zdążyła jęknąć żałośnie, zanim on wybuchł gromkim śmiechem.
- Kretyn – burknęła, gdy zajmował miejsce naprzeciw niej. Rzucił na bok torbę treningową i oparł ręce na ławce przed sobą, a białe słuchawki wylądowały na brzegu stolika. Z nieskrywaną wyższością przyglądał się jej, walcząc dzielnie z cisnącym się na usta uśmiechem, podczas gdy ona w tym samym momencie kawałkiem chusteczki próbowała oczyścić zamazane kartki.
- Powiedziała osoba, która rozmawia z bananem – odgryzł się z nadzwyczajną , nawet jak na niego, zgryźliwością w głosie, ale ona nie raczyła na niego nawet spojrzeć. Obserwował ją uważnie, licząc na jakąś reakcję z jej strony, wybuch gniewu, głupią ripostę, ale nie doczekał się niczego. Ignorowała ostentacyjnie jego osobę, zachowując się tak, jakby go tam w ogóle nie było. - Sum 41, ha? Nie lubię ich muzyki, nie rozumiem co ludzie w nich widzą - zagadnął, wskazując na przerzucone przez szyję dziewczyny słuchawki, z których wciąż wydobywała się stłumiona muzyka. Nie odpowiedziała. Z pełną obojętnością chwyciła telefon i prawdopodobnie tylko dlatego, aby zrobić mu na złość, zwiększyła głośność. Luke prychnął, próbując ukryć cisnący się na usta uśmiech.
- Widzisz i nie grzmisz – wyszeptała do siebie, ostentacyjnie wzdychając. Spojrzała przy tym wymownie w niebo.
- OK, pojmuję. Teraz już dla zasady będziesz mnie nienawidzić na przemian z totalnym ignorowaniem mojej osoby, co nie? - powiedział, po czym wygodnie rozsiadł się na ławce. Ariel aż drgnęła, zamierając w chwilowym bezruchu. Uniosła głowę i z szeroko otwartymi z niedowierzania oczami spojrzała na niego.
- Dla zasady? Dla zasady? - wrzasnęła raptownie, unosząc ręce w nerwowym geście. Luke odruchowo wyprostował się i przez chwilę z niemałym przerażeniem przypatrywał się nagłemu atakowi furii dziewczyny. - Bez konkretnego powodu, bo cóż, załóżmy, że masz właśnie taki kaprys, próbujesz zniszczyć życie Calumowi i śmiesz twierdzić, że ja dla zasady postanowiłam cię nienawidzić? - zakpiła, uderzając dłonią w stół. Nabrała powietrze i potrząsnęła lekko głową, odgarniając z oczu grzywkę. - Nienawidzę cię, bo jesteś dupkiem niewartym nawet jednego mojego oddechu, który tutaj przez ciebie tracę.
- Urocze, Keller, naprawdę urocze – podsumował po chwili ciszy, gdy wreszcie zdołała zamilknąć, kończąc swój przydługi monolog.
- Jak mówiłam - dodała, wskazując na niego dłonią. Najwyraźniej zmieniła taktykę i wściekłość obróciła kolejny raz w całkowite zobojętnienie.
- Nie wpadłaś czasem na pomysł w tej swojej mądrej główce, że istnieje możliwość, iż ten twój azjatycki kochaś z wadą wymowy nie chce już się z tobą kolegować? Że ma cię dość?
Ariel nie zareagowała, ale dostrzegł delikatnie drgającą żyłkę na jej czole i cicho się zaśmiał. Miał ogromną satysfakcję, gdy udawało mu się wzbudzać w ludziach choć ziarnko wątpliwości, tak jak to miało miejsce właśnie teraz. Doprowadzanie jej do szału stało się jego nowym hobby, które zaskakująco przynosiło wiele frajdy.
Gdy tylko uporała się z zabrudzonymi notatkami, odetchnęła z wyraźną ulgą, odkładając stertę papierów na bok. Sięgnęła po przerażająco grubą książkę i podsunęła ją w jego stronę.
- To jest książka do literatury, którą w tym roku musisz opanować, aby pomyślnie zaliczyć wszystkie egzaminy – wyjaśniła tonem pozbawionym wszelkich emocji, a on spoglądał niepewnie to na nią, to na olbrzymią księgę. Był chyba przerażony, ale nie zamierzał tego dać po sobie poznać. - A to natomiast … - Keller wyjęła z plecaka kolejny tomik, tym razem zdecydowanie mniej okazały i również ułożyła go przed chłopakiem. - A to jest pierwsza lektura, którą musisz przeczytać.
- Oho, a myślałem, że rozmawiasz wyłącznie ze swoim nowym przyjacielem - wskazał ruchem głowy na leżący obok jej łokcia owoc. Ariel podążyła wzrokiem w tamtym kierunku i westchnęła z bezradnością.
- Posłuchaj, ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę są te głupie spotkania z tobą, robię to wyłącznie dla Caluma. Dla mnie nie istniejesz, rozumiesz?
- Świetnie – odparł, poprawiając czapkę. Ariel odwróciła od niego wzrok, wertując kolejne strony podręcznika. Luke nerwowo oblizał wargi, bo choć nie zamierzał się do tego przyznawać, to jej słowa delikatnie podrażniły jego dumę. Nigdy wcześniej nie spotkał się z kimś, kto w tak dosadny sposób ignorował go.
- Świetnie – przytaknęła.
- Jesteś najdziwniejszą osobą, jaką znam – stwierdził moment później z niesmakiem, wykrzywiając usta. Ariel momentalnie ożywiła się i podniosła głowę, przez niedługą chwilę wpatrując się w niego. Poczuł się niekomfortowo.
- Po pierwsze – zaczęła, pochylając się delikatnie nad stolikiem w jego stronę. - Nie znasz mnie – wyznała gniewnie, posyłając mu lodowate spojrzenie. - A po drugie, nie znasz mnie – dodała, nie szczędząc sobie przy tym perfidnego uśmieszku i poruszyła nieznacznie ramionami, po czym wróciła do poprzedniej pozycji, ze skrzyżowanymi rękami opierając się o tył ławki.
- Zaczynajmy! - wyznał z ciężkim westchnieniem, znudzony konwersacją z dziewczyną, wyrywając jej z dłoni książkę.

#

Ronnie zatrzymała się przed wejściem do szatni chłopców i z szerokim uśmiechem rozejrzała się na boki, sprawdzając czy przypadkiem nikt nie znajdował się w pobliżu. Cały czas chichocząc, nacisnęła klamkę i wśliznęła się po cichu do środka. Przygryzła wargę, dostrzegając pod oknem ściągającego właśnie z siebie przemoczoną koszulkę chłopaka. Zakradła się na palcach w jego stronę i niespodziewanie objęła go rękami w pasie, wtulając się w nagie plecy. Jej dłonie przesunęły się z czułością po jego brzuchu, kiedy zaczął się głośno śmiać.
- Ktoś może tu wejść! - szepnął, po czym odwrócił się w jej stronę i mimo wszystko przyciągnął ją stanowczo do siebie, chowając w troskliwym objęciu. Ruda zadarła głowę i wspinając się na palcach, skradła mu jednego całusa.
- To takie ekscytujące – odparła z radością, zarzucając mu ręce na szyję. - Jak Romeo i Julia.
- Jesteś niemożliwa – ocenił po chwili i nachylił się, by ją pocałować. Zaczęła się śmiać, gdy jego wilgotne kosmyki włosów opadły na jej twarz.
- A ty spocony – odgryzła się z udawaną odrazą, a kiedy on wydął usta w geście niezadowolenia, momentalnie wsunęła palce w jego loki i cmoknęła czubek nosa. Gdy dłońmi objął ją w talii, przysuwając jeszcze bliżej siebie, poczuła przyjemny dreszcz, który przebiegł wzdłuż całego kręgosłupa. Z wymalowaną na twarzy rozkoszą przymknęła oczy, oddając się całkowicie w jego władanie.
- To … jest … takie … złe – mówił niewyraźnie między kolejnymi pocałunkami.
- Wiem – wymamrotała nieprzytomnie, gdy jego usta sunęły po rozgrzanej skórze szyi. - Ale jednocześnie takie dobre – westchnęła cicho, gdy przeniósł dłonie zdecydowanie niżej. Delikatnie uniósł ją do góry, a jej palce nie były już w stanie nawet sięgnąć podłogi.
- Boże, doprowadzasz mnie do szaleństwa.
- Zdecydowanie za dużo mówisz – stwierdziła po chwili i kolejny raz zamknęła mu usta namiętnym, zapierającym dech w piersiach pocałunkiem. Pogrążeni w ekstazie, na krótki moment kompletnie zapomnieli o otaczającym ich świecie. Dopiero dochodzące zza drzwi postukiwanie sprowadziło ich z powrotem na ziemię. Ronnie oderwała się od niego i zamglonym z emocji spojrzeniem popatrzyła na chłopaka. Dotknęła dłonią jego policzek i zniżając wzrok na jego zaróżowiałe wargi, znowu pocałowała.
- Muszę iść.
- Nie lubię, gdy musisz iść – przyznał z pełną szczerością, opuszczając ją ponownie na podłogę. Dziewczyna poprawiła włosy i przetarła dłonią rozmazane usta. Sięgnęła do torebki po lusterko i szminkę. - Nie moglibyśmy się już ujawnić?
- Nie! - zaoponowała raptownie, wyrównując palcem nałożony przed sekundą kolor. - Ariel by mnie zabiła, gdyby tylko się dowiedziała, że cię znam, nie wspominając o tym wszystkim – wyjaśniła pospiesznie, po czym kolejny raz poprawiła fryzurę, schowała spód koszulki do spodni i prostując się, ruszyła w stronę wyjścia. Po kilku krokach zatrzymała się i podbiegła do chłopaka, skradając ostatniego buziaka. Uśmiechnął się, a gdy odchodziła, chwycił ją za nadgarstek i tym razem to on ją pocałował na pożegnanie.
- Do zobaczenia! - mruknął jej na ucho, a ona posłała mu tylko delikatny uśmiech i opuściła szatnię.

#

Wcisnęła szczoteczkę do kubka stojącego pod lustrem i osuszyła usta ręcznikiem. Ten dzień zdecydowanie nie należał do niej. Była zmęczona i jedyne o czym marzyła, to długi, spokojny sen. Zgasiła światło i leniwym krokiem dokuśtykała do łóżka. Miała już zdjąć z niego nakrycie, gdy nocną ciszę przerwało irytujące brzęczenie dzwonka. Burcząc całą wiązankę nieprzyjemnych epitetów, narzuciła na siebie starą bluzę brata, której rękawy były wciąż za długie, a spód kończył się niewiele ponad kolanami. Była przekonana, że Frankie kolejny raz zapomniał kluczy, dlatego dość niefrasobliwie, chwytając się poręczy, zeszła na parter. Otworzyła drzwi i gdyby nie trzymała klamki, z pewnością straciłaby równowagę.
- Przeczytałem książkę – Luke na przywitanie zamachał jej lekturą przed nosem, wyszczerzając zęby w szerokim uśmiechu. Tym nieprzyjemnym, odpychającym spojrzeniem zlustrował całą jej sylwetkę, poświęcając odrobinę za dużo czasu na obserwację jej nóg. Uniósł brew i zagwizdał. - Gdzie twoja kula?
- Skąd masz mój adres? - zapytała spanikowana, wypychając go na werandę. Obejrzała się za siebie z obawą i domknęła drzwi.
- Nie wiem, czy pamiętasz, ale moja ukochana mamusia jest dyrektorem szkoły, więc jeśli bym tylko chciał, to dowiedziałbym się o tobie wszystkiego. Akta całej szkoły stoją przede mną otworem.
Ariel przełknęła nerwowo ślinę, oblizując koniuszkiem języka wargi, gdy poczuła, jak robiło jej się słabo. Instynktownie oparła się o drewniany filar tarasu, oddychając nierówno. Szybko jednak potrząsnęła głową, próbując odgonić od siebie to wyjątkowo niemiłe uczucie. Chłopak zaśmiał się głośno, gdy dostrzegł panikę w jej oczach.
- Co jeszcze wiesz?
- Wybacz, ale nie interesujesz mnie aż tak, abym musiał wiedzieć cokolwiek innego poza adresem. A co, zabiłaś kogoś w przeszłości i ukrywasz to przed całym światem? - zapytał rozbawiony całą tą sytuacją, a Ariel w tej samej chwili wymierzyła dość silny cios w jego ramię. Roześmiał się jeszcze bardziej, a jej twarz poczerwieniała ze wściekłości.
- Palant – mruknęła. - Po co tu właściwie przyszedłeś?
- Nie było cię dzisiaj w szkole, a potrzebuję drugiej części – wyjaśnił, unosząc ponownie książkę na wysokość jej oczu. Ariel przestąpiła niespokojnie z nogi na nogę i bezradnie opuściła ramiona. - Swoją drogą, ładnie to tak wagarować?
Dziewczyna powstrzymała się przed skomentowaniem jego ostatnich słów, racząc go jedynie pełnym litości spojrzeniem. Luke wykrzywił usta w złośliwym uśmieszku.
- Nie mogło to wszystko poczekać do poniedziałku? - spytała ozięble i wyrwała mu z dłoni lekturę.
- Martwiłem się o ciebie – powiedział z powagą i nagle zapadła między nimi długa, męcząca cisza, gdy wymienili zaskoczone spojrzenia. Moment później Luke wpadł w szaleńczy śmiech, a ona tylko obruszyła się ze złością. Nienawidziła go ze wszystkich swoich sił, jak nikogo innego na całym świecie. - Żartowałem! Jutro mamy wyjazdowy mecz, chciałem mieć coś na drogę. Poza tym ta część kończy się w takim miejscu, że nawet ja chciałbym już wiedzieć, czy ona przeżyje, czy nie przeżyje – wyznał z pełną szczerością, a blondynka odruchowo rozchyliła mocniej usta, nie wiedząc, czy powinna uwierzyć w jego słowa. Była wręcz przekonana, że to wszystko było kolejnym przedstawieniem, które na celu miało zniszczenie jej, bo przecież Hemmings nigdy nie działał bezinteresownie. Coś więcej musiało się za tym kryć. Zmrużyła lekko oczy, przyglądając mu się podejrzliwie.
- Mogłeś iść do biblioteki.
- Nie, to nie jest miejsce dla mnie, źle się tam czuję.
- Jesteś idiotą – podsumowała, a on wzruszył tylko obojętnie ramionami, jakby akceptował ten fakt.
- To jak, pożyczysz mi drugą część?
- Zaczekaj – poleciła z głuchym westchnieniem, po czym dość stanowczo zamknęła mu drzwi przed nosem i z niemałym trudem dokuśtykała ponownie do swojego pokoju na piętrze. Nie wiedziała, dlaczego to robiła, ale gdzieś w głębi duszy tłumaczyła sobie, że może jeśli uporałaby się z nim szybko, to w końcu dałby jej spokój. Podeszła do regału z książkami, próbując w tym chaosie odnaleźć właściwą pozycję. Cały czas szeptała do siebie jak bardzo go nienawidziła.
- To ty?! - Głos Luke'a rozbrzmiał za jej plecami, a ona z wrażenia wypuściła trzymane książki, które z ogromnym łoskotem rozsypały się na podłodze. Aż przymknęła na moment oczy, chcąc zminimalizować skutki upadku.
- Co ty do cholery robisz w moi... - zaczęła, odwracając się w jego stronę, ale kiedy tylko na niego spojrzała, zamarła przerażona. Jedna książka, która niebezpiecznie chybotała się na brzegu półki zsunęła się w tej samej chwili na podłogę, a kolejny huk wstrząsnął pokojem. Zadrżała. Jej niespokojny wzrok momentalnie spoczął na koszuli, którą blondyn trzymał w rękach i wyczekująco postukiwał stopą, żądając najwyraźniej jakiegoś wyjaśnienia.
Jego koszuli.
- Chciałabyś coś powiedzieć na ten temat? - warknął, wymachując zmiętym materiałem. Ariel zagryzła wargi i odwróciła się ponownie do niego plecami, próbując uporządkować bałagan. Przykucnęła i zrobiła głęboki wdech, po czym powiedziała:
- To twoja koszula.
- Moja koszula? No co ty nie powiesz - odparł kpiąco, podnosząc głos. Wzruszyła ramionami, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Obojętność względem jego osoby wychodziła jej idealnie i tak naprawdę nie musiała nawet się zbytnio wysilać, bo przychodziło to z niezwykłą łatwością i lekkością. - Masz może pomysł jak się tu znalazła?
Keller podniosła się i niepewnym krokiem ruszyła w jego stronę, omijając stertę porozrzucanych książek. Stanęła naprzeciw niego i bez cienia emocji popatrzyła w jego pełne agresji oczy. Doszła do wniosku, że skoro to wszystko tak naprawdę nic dla niej nie znaczyło, to powiedzenie mu prawdy mogło okazać się jedynym słusznym rozwiązaniem. Podparła boki i odetchnęła ciężko.
- To była jedna z tych waszych imprez w domku na plaży, jakiś czas temu. Jak mniemam, gdzieś tam została moja koszula, bliźniaczo podobna, tyle że ciut mniejsza. I właśnie wtedy to się stało.
- Chcesz powiedzieć, że my … ? - spytał, gestykulując nieporadnie rękami, jakby wypowiedzenie tych słów stanowiło dla niego barierę nie do pokonania. Wykrzywił się, otwierając szerzej oczy z niedowierzania.
- Tak – potwierdziła, a on aż wzdrygnął się. - Przespałeś się ze mną, albo ja z tobą. Zważając na fakt, że nic nie pamiętasz.
- Nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę – powtarzał jak w transie.
- To nieistotne, Hemmings. Przecież i tak nic nie pamiętasz, więc możemy założyć, że to nigdy się nie wydarzyło. Byłeś tylko kolejny punkcikiem na liście, nic więcej.
- Próbujesz mi teraz zakomunikować, że tak jakby mnie wykorzystałaś?
- Tak – skinęła głową kolejny raz z ogromnym spokojem. Luke jednak zdawał się inaczej podchodzić do tego wszystkiego. Nerwowo zacisnął usta, wsuwając palce we włosy. Zaczął krążyć po pokoju, a ona tylko przyglądała mu się, w duchu naśmiewając z jego złości. - Ale zupełnie nie bierz tego do siebie.
Przez chwilę miała wrażenie, że zacznie tupać nogą, jak obrażona księżniczka. Zrobił kolejne kółko między łóżkiem, a oknem i próbował coś wydusić z siebie, ale najwyraźniej żadne odpowiednie słowo nie przychodziło mu do głowy. Znowu wymruczał coś pod nosem z nieodłączną od kilku minut wściekłością, zaciskając mocniej pięści.
- Nikt nie może się o tym dowiedzieć! Nikt! - ostrzegł ją, nachylając się tak mocno, że poczuła ciepły podmuch jego oddechu na policzku. Prychnęła, krzyżując ręce i posłała mu pogardliwe spojrzenie.
- Nie zamierzam sobie psuć reputacji, możesz być o to spokojny – zapewniła go, z udawanym grymasem obrzydzenia na twarzy. Blondyn sapnął nienawistnie, a ona dostrzegła drgające z wściekłości mięśnie na policzkach.
- Świetnie.
- Świetnie.
Zabrał od niej książkę i nie potrafiąc już nawet na nią spojrzeć, opuścił pokój, zbiegając po schodach. Chwilę później dało się słyszeć stłumione trzaśnięcie drzwiami w akompaniamencie głośnego śmiechu Ariel.
Kompletnie niezamierzenie zdobyła mały punkcik na swoje konto.