#trzydzieści. nienawidzę, gdy nieświadomie coś się zmienia.


Zacisnęła mocniej dłoń na ramieniu Caluma i pozwoliła mu się poprowadzić w stronę wypełnionej uczniami hali. Nie potrafiła znaleźć racjonalnego wytłumaczenia na to, że zgodziła się przyjść na ten bal maskowy, ale chłopak od dobrego tygodnia męczył ją nieustannie, więc dla świętego spokoju uległa. Szybko jednak pożałowała swojej decyzji, bo gdy tylko przekroczyli próg udekorowanej balonami i serpentynami sali, sporo osób spojrzało w ich stronę. 
- To tylko szkolna zabawa, wyluzuj - szepnął z uśmiechem Calum, poklepując ją przyjaźnie po dłoni. Ariel wykrzywiła usta, bo dla niej nie było to takie proste. 
- Nienawidzę tej bandy kretynów - warknęła, posyłając mu wściekłe spojrzenie. 
- Dziś masz to szczęście, że wszyscy mają pozakrywane twarze - zażartował, co spotkało się z jej cichym westchnieniem bezradności. Wywróciła oczami, a on głośno roześmiał się. - To nasz ostatni rok tutaj, odpuść trochę. Zapomnij o nich, skoncentruj się wyłącznie na dobrej zabawie w towarzystwie twojego najlepszego przyjaciela pod słońcem - dodał, z dumą wypinając pierś, na której mieniła się ogromna, czerwona literka 's'. Zmierzyła go wzrokiem, by chwilę później zaśmiać się z jego bohaterskiej postawy. 
- Ta maska ci zupełnie niepotrzebna i tak każdy widzi, że to ty, kuternogo.
Zgryźliwy, pełen jadu głos rozległ się za ich plecami, gdy mijali grupkę roześmianych, szepczących między sobą dziewczyn. Ariel przystanęła, oglądając się za siebie. Pokazywały ją sobie palcami, ani na moment nie przestając chichotać. 
- O! To w takim razie coś was łączy - zauważył niespodziewanie Calum, a jego pewny ton głosu zaskoczył blondynkę. Zerknęła na niego z przerażeniem, nie mając pojęcia, czego powinna się w tamtej chwili spodziewać. Zrobił krok w przód i odsunął ją za siebie, jakby za wszelką cenę próbował przyjąć na siebie nadchodzący atak. Cała świergocząca wesoło do tej pory grupka ucichła momentalnie. Popatrzyły na niego z nieskrywaną odrazą. - Tego, że jesteś zwykłą dziwką też nie ukryjesz pod żadną, nawet najdroższą diamentową maską - dokończył i obejmując troskliwie dziewczynę ramieniem, oddalił się z nią w kierunku stolika, który był dla nich zarezerwowany. 
- Wow - mruknęła z uznaniem Keller, wpatrując się wciąż w przyjaciela z podziwem. Nie przypuszczała, że kiedykolwiek będzie świadkiem takiego zdarzenia. Ten sam niezdarny chłopak, który potrafił potknąć się o własne nogi, pokazał właśnie wielką siłę, stając w jej obronie. I zrobił to w niezwykle wymowny sposób. On sam natomiast wydawał się być całkowicie niewzruszony, udając jakby nic wielkiego właśnie się nie wydarzyło. 
- Ale co się stało? - zapytał, rozglądając się nieporadnie po sali.
- Zachowałeś się jak prawdziwy Superman - przyznała wyniośle, poklepując go po wypiętej piersi. Zaśmiała się, gdy z nieznacznym skinieniem głowy przyjął jej komplement. 
- Nikt nie będzie bezpodstawnie obrażał mojej damy - wyjaśnił, zniżając nieco ton wypowiedzi.
- Ale ty jesteś głupiutki, Hood - oceniła z rozbawieniem, wywołując na jego twarzy rozpromieniony uśmiech.
- Mam nadzieję, że w takim razie nie odmówisz mi tej przyjemności i zatańczysz ze mną, Czarny Łabędziu? - zaproponował, w wyjątkowo szarmancki sposób kłaniając się przed nią i wysunął dłoń w jej stronę, zarzucając w komiczny sposób peleryną, która powiewała za jego plecami. Ariel parsknęła śmiechem, kiedy ją tak nazwał, ale chwyciła jego rękę. 


Od razu ją zauważył. Kiedy tylko weszła na salę w towarzystwie Caluma, a jego znudzony wzrok wychwycił ją między tłumnie wchodzącymi uczniami, poczuł przenikliwy ucisk w żołądku. Mijał właśnie miesiąc od tego koszmarnego dnia, który wciąż śnił mu się po nocach, a on nawet nie zamienił z nią jednego zdania. Nie pojawiła się w szpitalu, a gdy wrócił do szkoły, skutecznie udawało jej się go unikać, do tego stopnia, że zmieniła sobie wszystkie możliwe zajęcia, które do tej pory mieli razem. Zdecydował jednak nie nalegać i również odpuścił, skupiając się wyłącznie na tym, aby jak najprędzej wrócić do pełni sił i w końcu znowu zacząć trenować. 
Niespecjalnie zdziwił go fakt, że ubrana była na czarno. Ten kolor idealnie współgrał z jej charakterem i podejściem do życia. Zdał sobie nagle sprawę, że dziś idealnie pasowali do siebie, a chwilę później prawie niezauważalny uśmiech pojawił się na jego ustach. 
Kompletnie przestał słuchać stojących obok niego przyjaciół, którzy zażarcie dyskutowali na temat zeszłotygodniowego meczu. Jego uwaga skupiona była wyłącznie na niewysokiej blondynce, która wyraźnie nie czuła się zbyt komfortowo i mimo zakrytej twarzy widział to w jej oczach. Doskonale zdawał sobie sprawę, że gardziła takimi przedsięwzięciami. Jednak ku jego wielkiemu zdziwieniu blondynka razem z Hoodem wyszła na środek parkietu. Cały czas zerkała na bruneta, uśmiechając się do niego. Sprawiała wrażenie szczęśliwej, kiedy znajdowała się w jego towarzystwie, a Luke nie był pewny, co mogło znaczyć to dziwne uczucie, które w tamtej chwili nim zawładnęło. 
Kiedy piosenka dobiegła końca, a Calum przyłączył się chwilę później do grupki prowadzących zaciekłe konwersacje zawodników, Luke wciąż niepewnie wyszukiwał nerwowym wzrokiem blondynki. Zauważył ją przy stole, nieporadnie walczącą z próbą nalania soku pomarańczowego do szklanki. Zostawiając wszystkich, bez zastanowienia przedarł się przez roztańczony tłum, zatrzymując się tuż za cicho przeklinającą złośliwość rzeczy martwych dziewczyną. Zaśmiał się delikatnie, gdy tłumaczyła szklanemu dzbankowi jak bardzo niepraktyczny był. Musiała wyczuć jego obecność, bo prawie momentalnie się odwróciła. Straciła tylko na ułamek sekund wcześniejszą koncentrację i trzymany w dłoni sok rozlał się na biały obrus. Ariel w popłochu zaczęła rozkładać papierowe serwetki, próbując zapanować jakoś nad tym małym chaosem, którego zupełnym przypadkiem stała się sprawcą. Pospieszył jej na ratunek, co spotkało się z cichym westchnieniem bezradności i nerwowo rzucanymi niecenzuralnymi słowami pod jego adresem. Zaśmiał się z rozrzewnieniem, widząc tę malującą się na twarzy złość, drgający z wściekłości nos i zmarszczone czoło. W pewnym momencie, zupełnie niezamierzenie ich dłonie splotły się. Równocześnie zerknęli na siebie, wymieniając pełne napięcia spojrzenia. 
- Zatańczymy? - spytał niespodziewanie, a ona przez moment zdawała się patrzeć na niego z ogromną obojętnością, zupełnie jakby nie miała pojęcia, co miał na myśli zadając jej to pytanie. 
- Nie tańczę - odparła ze znudzeniem i westchnęła, wracając do wycierania rozlanego soku. 
- Ale przed chwilą widziałem cię z tym twoim przyjacielem - zaoponował, unosząc nerwowo ręce. Posłała mu litościwe, jakby trochę prześmiewcze spojrzenie i zdmuchnęła z czoła natarczywie opadającą na oczy grzywkę, zbliżając sie nieco do niego. 
- Och, wybacz to małe niedopowiedzenie. Nie tańczę z tobą - dodała wyjaśniająco, poklepując go delikatnie po ramieniu. Odwróciła się, a czarne piórka przypięte do jej sukienki zawirowały w powietrzu. Dość nieporadnie utykając, udało jej się dotrzeć do wolnego stolika i w wyjątkowo stanowczy sposób zajęła miejsca na wysuniętym krześle. Jeszcze przez moment przyglądał się, jak uderzała palcami o blat, celowo nie odwracając głowy w jego stronę. 

#

W pewnej chwili, gdy migoczące światła na krótki moment zgasły, straciła z oczu Caluma. Z przerażeniem odnotowała fakt, że czyjeś dłonie zsunęły się po jej talii, a ona sama w następnej sekundzie znajdowała się już w silnym objęciu Luke'a. Chciała się wyrwać, ale nie pozwolił jej na to. Przyciągnął ją do siebie, szczelnie zamykając w uścisku ramion. Dość szybko poddała się, nie chcąc robić scen. 
Miał na sobie ciemny, idealnie skrojony garnitur i czarną koszulę, zapiętą na ostatni guzik. Twarz zakryta była najbardziej klasyczną, czarną maską. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że kolorystycznie tej nocy pasowali do siebie perfekcyjnie. 
- A jednak - powiedział jej na ucho, starając się przekrzyczeć głośną muzykę. Zadarła głowę i z niezrozumieniem spojrzała na niego, marszcząc lekko czoło. Chłopak uśmiechnął się szeroko, a w policzkach pojawiły się dołeczki. - No jednak tańczysz ze mną. 
Ariel opuściła ze zrezygnowaniem ramionami, nie mogąc nadziwić się, jak bardzo ograniczony czasem bywał. Triumfował, bo był przekonany o swojej przewadze, a ona była zbyt słaba, by z nim walczyć. 
- Kretyn - burknęła, ale prawdopodobnie nie usłyszał tego, ciągle jednak rzucając jej pełne rozbawienia spojrzenia. W końcu zaczęło ją to delikatnie irytować, więc odwróciła głowę w bok, próbując w bawiącym się tłumie odnaleźć Caluma. Wtedy Luke przesunął dłonią po plecach, zacieśniając jeszcze bardziej uścisk. Gdy tylko pochylił się nad uchem i przypadkiem otarł się nieogolonym policzkiem o nią, przez ciało przebiegł krótki dreszcz. Wyczuła dokładnie zapach jego perfum, a ciepły oddech lekko podrażnił skórę szyi. Odruchowo zacisnęła palce na jego ramieniu. 
- Całkiem nieźle dziś wyglądasz - stwierdził pełnym powagi głosem, odgarniając jasny kosmyk włosów na plecy. - Dzięki tej masce nie widać dokładnie twojej wrednej miny. Widać za to, jak wywracasz oczami, więc panuj czasami nad tym - dodał zgryźliwie, ale ona nie dała się sprowokować. Dzielnie znosiła niemiłe docinki, dostrzegając jak chłopak doskonale się przy tym bawił. Szybko jednak spoważniał, z nieodgadnionym wyrazem twarzy wpatrując się w nią nieprzerwanie. Poczuła się wyjątkowo niekomfortowo, gdy kontrastujące z czernią jasne oczy wciąż natarczywie spoglądały na nią. 
Ostatnimi czasy robiła wszystko, byle tylko uniknąć konfrontacji z nim i do tej koszmarnej chwili to zadanie udawało jej się wykonywać bezbłędnie. Nie przypuszczała jednak, że się tu pojawi. Wciąż nie doszedł do pełni sił po wypadku, dlatego bal maskowy wydawał się być niezwykle bezpieczną opcją. Tym razem jednak intuicja ją zawiodła. 
- Pełno tutaj twoich znajomych, nie boisz się, że ktoś cię ze mną zobaczy? - zapytała, nie szczędząc ironi w jadowitym głosie. Luke krótkim spojrzeniem dał jej do zrozumienia, że ta złośliwa uwaga nie była na miejscu. Chciał coś powiedzieć, ale dość stanowczo mu przerwała, wyrywając się z objęcia. - Wiesz co, nie czuję się najlepiej, to nie był dobry pomysł, aby tu przychodzić - oznajmiła, rozglądając się po sali w poszukiwaniu Caluma. Chłopaka jednak nigdzie nie było. 
- Odwiozę cię - zaproponował niespodziewanie blondyn, a ona gwałtownie na niego spojrzała. Niedługą chwilę uważnie mu się przyglądała, nie potrafiąc rozgryźć tej dziwnej zmiany, która w nim niezaprzeczalnie nastąpiła. Wydawał się być zaniepokojony tym, co przed chwilą usłyszał, jakby ewentualne pogroszenie jej zdrowia miało dla niego jakieś znaczenie. 
- Niech będzie - jęknęła z widoczną dezaprobatą, ujmując jego wysunięte w jej stronę ramię. 
Przeprowadził ją bezpiecznie przez zatłoczoną salę, kierując się na szkolny parking. Pomógł jej wsiąść do samochodu, zatrzaskując drzwi. Nim zdążyła zapiąć pas, siedział już na fotelu kierowcy, co chwilę spoglądając na nią ukradkiem. Kiedy wreszcie i ona odważyła się na niego popatrzeć, momentalnie odwrócił głowę, przekręcając kluczyk w stacyjce. Od razu z głośników zaczęła płynąć głośna muzyka, w takt której Luke zaczął delikatnie się bujać. 
- Nie sądziłam, że słuchasz takiego chłamu - zauważyła ze nutką złośliwości, podnosząc głos, by przebić się przez ogłuszającą melodię. Luke zlustrował ją osądzającym spojrzeniem, jednak nie skomentował jej uwagi. Gdy tylko otworzyła usta, by powiedzieć coś jeszcze, celowo zwiększył głośność, zagłuszając ją całkowicie. Skrzyżowała na piersiach ręce, nie zamierzając już podejmować z nim żadnych dyskusji. Dudniące dźwięki blokowały każde jej słowo, a on wydawał się być niezwykle zadowolony z tego powodu. Sprawiało mu ogromną radość robienie jej na złość. 
Dwie ulice dalej wyciszył radio i gdy zatrzymali się na skrzyżowaniu, westchnął bezradnie, patrząc ponownie na nią.
- Nawet nie przyszłaś do szpitala - stwierdził z pretensją w głosie, która mieszała się z dziwnym smutkiem i rozczarowaniem. Nie była przygotowana na takie wyznanie. 
- A niby po co miałam tam przychodzić? - rzuciła obronnym tonem, marszcząc nos. - Z resztą, ty też nie przyszedłeś zapytać, czy wszystko ze mną w porządku - dodała z wyrzutem, rozkładając ręce. Luke parsknął śmiechem, kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Wiesz, byłem trochę nieprzytomny.
- Wiesz, marne wytłumaczenie - zaczęła przedrzeźniająco naśladować jego ton, powodując że zniechęcony dalszym ciągiem tej konwersacji ponownie zrobił głośniej, ruszając wyjątkowo gwałtownie samochodem, gdy światło zmieniło się na zielone. Ariel z impetem uderzyła plecami o oparcie, nie spodziewając się tego zupełnie. Posłała mu jedynie wściekłe spojrzenie, ale on zdawał się w ogóle nie reagować, skupiając całą uwagę na drodze. 
- No i świetne - burknęła obrażona, wbijając wzrok w krajobraz z oknem. 
- Świetnie - odpowiedział, ale muzyka była zbyt głośna, by mogła go usłyszeć.

#

- Dzięki - wymamrotała niewyraźnie, wyskakując z samochodu. Zamknęła za sobą drzwi, nie czekając na odpowiedź. Powoli przeszła przez chodnik, kierując się w stronę domu. Usłyszała, że i on wyszedł z auta, ale nie miała zamiaru się zatrzymywać. 
- Hej, Keller! - zawołał, gdy była już prawie przy samej werandzie. Niespokojnie zerknęła przez ramię na niego. Stał na podjeździe, z dłońmi wciśniętymi w kieszenie spodni i wykręconymi na boki stopami. Zagryzał wargę, obracając między zębami kolczyk. 
- Co? 
Milczał chwilę, zażarcie wpatrując się w ziemię. Zupełnie jakby się zawstydził, co było raczej do niego niepodobne. W końcu podniósł głowę i głęboko odetchnął. Chciał coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili zrezygnował, zamykając usta. 
- Dobranoc - mruknął zmieszany. Wywróciła oczami, kręcąc przy tym dość sugestywnie głową. Ruszyła w stronę drewnianych schodków, które skrzypiały niemiłosiernie pod naporem jej ciężaru i nieporadnie wdrapywała się na kolejne stopnie. Nagle zatrzymała się, wiedząc, że wciąż gdzieś tam za nią stał. 
- Coś jeszcze? - zapytała ozięble, odwracając się do niego. 
- Nic - Luke wzruszył od niechcenia ramionami i podążył w stronę zaparkowanego przy ulicy samochodu. Ona sama również pokonała ostatni już schodek, kuśtykając powoli w stronę drzwi. Gdy jej dłoń spoczęła na zimnej, metalowej klamce, zastygła w bezruchu na krótki moment. Wzięła głęboki oddech, przymykając na chwilę oczy. 
- Hej, Hemmings!
Ariel zbliżyła się do krawędzi werandy, opierając się o spróchniałą poręcz, z której odpadała brązowa farba. Chłopak przystanął w połowie drogi, niepewnie zerkając na nią. Było w jego spojrzeniu coś nieodgadnionego, czego nazwać nie potrafiła, a co sprawiło, że przez chwilę wstrzymała oddech. Zachłysnęła się powietrzem. On nadal się w nią uporczywie wpatrywał, wyczekując na to, co miała mu do zakomunikowania. Gdy niespokojnie przestąpił z nogi na nogę, niecierpliwiąc się coraz bardziej, potrząsnęła mocniej głową, odgarniając od siebie niepotrzebne myśli. 
- Dobranoc - pożegnała się, dość gwałtownie zawracając w stronę wejścia do domu. Nie czekała na jego reakcję, zatrzaskując od razu drzwi. Nie pozwoliła mu dostrzec tego przelotnego uśmiechu, który mimowolnie przemknął przez jej twarz. 



###
WSZYSTKIEGO DOBREGO Z OKAZJI DNIA NASZEGO PATRONA WALENTEGO - OPIEKUNA LUDZI CHORYCH PSYCHICZNIE! 


34 komentarze:

  1. Awwww. W takich opowiadaniach jak to brakuje mi słów, żeby cokolwiek napisać. Bo słowo GENIALNE, IDEALNE, ZAJEBISTE nie mówi wszystkiego. To co piszesz jest po prostu cudowne, ale pewnie tak bardzo cudowne, że aż nie mieści się nawet w wskaźniku cudowności.

    OdpowiedzUsuń
  2. Już myślałam że znowu się będą całować, ale jednak haha. W ich relacji jest coś wyjątkowego i strasznie mi się to podoba

    OdpowiedzUsuń
  3. Jshudbs j svs h dhhxh piękne. Oni muszą być razem ❤ Mam nadzieje, ze szybko dodasz następny,ale to bardzo szybko,bo już się nie mogę doczekać, a bez tego bloga nie mogę żyć <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezu, ten bal, reakcja Caluma, tańce, pogaduszki Ariel i Luke'a, wszystko takie oisgzhusdhfdsil

    OdpowiedzUsuń
  5. Wzajemnie!!!
    Calum aka Superman xD
    A to na końcu było urocze... *0* powinni częściej mówić sobie "dobranoc"
    Ten rozdział był... like wow, wow ;p
    Nie każ mi więcej tak długo czekać na rozdział bo chyba sie uzależniłam ;/

    OdpowiedzUsuń
  6. Maaaaaagia ;D uwielbiam Twoj styl pisania. Ta chemia miedzy nimi jest cudowna ;-) i zakończenie ze dzis dzien patrona chorych psychicznie hahaha brawo!:D ann

    OdpowiedzUsuń
  7. You go, Calum!
    Luke zdecydowanie nie potrafi trzymać się z daleka od Ariel, niby tak go wkurza i w ogóle, ale cały czas za nią "lata". Ciekawe czy w końcu coś z tej ich relacji wyniknie, czy też będą tak krążyć wokół siebie już do końca.
    K.

    OdpowiedzUsuń
  8. Łączymy się w tym dniu patrona chorych psychicznie! Ostatnia scena z pożegnaniem była naprawdę dobra. Niby niewinne "dobranoc", ale jednak coś fajnego. No i się uśmiechnęła. Widać, że męczył go ten miesiąc nieodzywania się i unikania. Chyba tęsknił za nienawidzeniem jej.

    OdpowiedzUsuń
  9. w polowie czytania pomyslalam- nie, koniec, przez 29 rozdzialow znosilam humory ariel, juz jej nie lubie, mam jej dosc
    ale po ostatnim zdaniu... ahhh uwielbiam cie

    OdpowiedzUsuń
  10. Awww chorzy psychicznie łączmy się <3 Świetny rozdział. Taka mega słodka nieporadność. Lukey i Ariel no idealne połączenie na 14 lutego. Dzięki ;*

    OdpowiedzUsuń
  11. Awww chorzy psychicznie łączmy się <3 Świetny rozdział. Taka mega słodka nieporadność. Lukey i Ariel no idealne połączenie na 14 lutego. Dzięki ;*

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak ja lubię Ariel i Luke'a awww *.*
    Oni w ogóle są tacy słodcy, tylko szkoda że Keller ma takie chamskie lub obojętne podejście do wszystkiego, Hemmings zbytnio przejmuje się opinią innych i oboje mają wielką dume ;d
    Ale i tak są meegaa <3
    Btw miłe i fajne zakończenie tego niefajnego dnia :))
    Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Super rozdział! Pisz szybko następny!! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. calum youre my superhero

    OdpowiedzUsuń
  15. Rozdział jak zawsze idealny

    OdpowiedzUsuń
  16. No genialny rozdział :( :* czasami jak doczytam to mam wrażenie ze Keller i Hemmings nigdy sie nie dogadają :( ale kocham i do następnego

    OdpowiedzUsuń
  17. cudo *-* nie mogę się doczekać następnego rozdziału oni są zajebiści (luke i ariel)
    zapraszam do mnie na bloga : http://love-me-and-do-not-turn-away.blogspot.com/2015/02/bohaterowie.html

    I kiedy pierwszy raz się spotkają . . . kiedy pierwszy raz siebie ujrzą ona początkowa nie będzie go lubić, powód ? Zbyt pewny siebie, zadufany w sobie, myśli że wszystko mu wolno.
    Bo ludzie idealni przecież nie istnieją
    Niestety ta dwójka musi się tolerować, niestety? jemu jest to na rękę bo ta dziewczyna go w jakiś magiczny sposób przyciąga do siebie i ma wyzwanie żadna laska mu się nie oparła. . .
    Dziewczyna jest kuzynką jego przyjaciółki. . . I czy w tej historii będzie miłość? ? on w nią przecież nie wieży, i jeden tatuaż właśnie to oznacza czarne serce . . . . na jego ręce

    OdpowiedzUsuń
  18. czasami się zastanawiam czy Ariel kiedykolwiek otworzy się na miłość. Niby to drobny krok, ale myślę, że dla niej i tak wiele znaczył. chociaż pewnie następnym razem uda, że nic się nie stało. A Luke, no cóż, ostatnie wydarzenia odcisnęły na nim swoje piętno i ewidentnie patrzy na Ariel zupełnie inaczej, choć nadal bywa irytujący.
    Skłamę, mówiąc, że nie liczyłam na rzucenie się na Hemmingsa :D Ale to mimo wszystko to byłoby zbyt wiele jak na Ariel, muszę pamiętać z kim mam do czynienia :D
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  19. 6 marca mam urodziny, mogę w prezencie dostać takiego Caluma ?? *oczykotazeshreka* <3
    boże, ta końcówka mnie powaliła, jak ja ich uwielbiam !
    i Ciebie też
    <3

    aa mam jeszcze pytanko, z racji tego, że nie mam tt, to tutaj... z tym "jeszcze 28 istotek" to chodziło może, że jeszcze 28 rozdziałów ??

    OdpowiedzUsuń
  20. ahhaha :D Genialny rozdział zresztą jak zwykle :D Czekam na nexta :D /K.

    OdpowiedzUsuń
  21. Omg świetny chce juz kolejny

    OdpowiedzUsuń
  22. Cudowny ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  23. cudo czekam na next zapraszam do mnie dopiero zaczynam
    http://love-me-and-do-not-turn-away.blogspot.com/2015/02/prolog.html

    OdpowiedzUsuń
  24. A myślałam, że do czegoś dojdzie! Ale jednak coś się stało. Nawet ją odwiózł do domu

    OdpowiedzUsuń
  25. genialny! Kiedy next?

    OdpowiedzUsuń
  26. CHCE JUZ KOLEJNY!!;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Jest niedziela. 21:42
    Gdzie rozdział??...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ehh.. no właśnie:( Kiedy możemy się spodziewać nowego rozdziału?

      Usuń
  28. O jezu, genialne, kocham to tak bardzo że umieram xjsksxisbzsnzj

    OdpowiedzUsuń
  29. kocham cię, alice ♡ za wspaniale wykreowanych bohaterów, za niebanalną fabułę i tyle zwrotów akcji, za uczucie, które nieprzerwanie dobija się do serc luke'a i ariel, nie pozwalając im być obojętnym na los drugiego. ten rozdział przepełnił szalkę szczęścia, był mi potrzebny ten lukier :) zakochałam się. x

    OdpowiedzUsuń