#trzydzieściosiem. nienawidzę wschodów słońca.


Poczuła na twarzy rześkie, poranne powietrze, które momentalnie ją pobudziło. Ostentacyjnie zaczęła ziewać, rozciągając się w wyjątkowo komiczny sposób. Dreszcz przebiegł przez ciało, kiedy tylko wyskoczyła z pickupa, bardzo powoli ruszając w stronę opustoszałej plaży. Naciągnęła kaptur na głowę, zapięła kurtkę i delikatnie utykając, stawiała kolejne niepewne kroki na piaszczystym podłożu. Gdy zatrzymała się przy brzegu, spojrzała na rozpościerającą się przed nią spokojną taflę wody i bardzo wolno wyłaniające się zza horyzontu słońce.
- Wiesz, że jest czwarta trzydzieści? Środek nocy? - zapytała z cichym westchnieniem, kolejny raz głośno ziewając. Skrzyżowała ręce, pocierając dłonią wciąż zaspaną twarz. - Normalni ludzie o tej porze śpią!
- Normalni owszem, ale ty do nich zdecydowanie nie należ … - Luke spojrzał na nią z góry i zaniemówił. Z szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w nią, nawet nie mrugając. Wydawał się być niezwykle zaskoczony tym, co właśnie zobaczył, wciąż nie mogąc wyjść z podziwu. Otwierał co chwilę usta, ale nie był w stanie wydusić z siebie żadnego słowa. Dziewczyna zaśmiała się głośno, kiedy potrząsnął głową, licząc na to, że jak przymknie powieki, to wszystko powróci do normalności.
- Co się stało? - zapytała z udawanym zdziwieniem, zdmuchując ostentacyjnie grzywkę znad oczu. Wiedziała, co wywołało w nim tak szczere poruszenie, dlatego od razu zsunęła z głowy kaptur. Blondyn skrzywił się, kiedy zarzuciła włosy za siebie, cały czas poprawiając je dłonią.
- Co to jest? - wydusił w końcu z siebie, przywołując na jej usta kolejny triumfalny uśmiech. Zebrała włosy na bok, przesuwając palcami między kosmykami. Wzruszyła obojętnie ramionami, kiedy nadal przyglądał się jej z niedowierzaniem, chyba nie do końca wciąż wierząc w to co widział.
- Hmm, pomyślmy Hemmings, może to moje włosy? - zironizowała, wywracając oczami, a Luke skrzywił się kolejny raz.
- Co ty nie powiesz – odburknął złośliwie. - Ale dlaczego one są … czerwone?
- Zaczęła się moja transformacja w prawdziwą Ariel-syrenę. Za kilka dni pojawi się ogon i wreszcie będę mogła stąd odpłynąć. Na zawsze – powiedziała konspiracyjnym szeptem, przybliżając się w jego stronę, jakby to była największa tajemnica na świecie. Chłopak pokręcił z dezaprobatą głową, kiedy chwilę później wybuchła gromkim śmiechem, widząc jego przerażoną minę. Nagle spoważniała, ponownie wbijając obojętny wzrok w ocean. Czuła na sobie jego spojrzenie, ale nie zamierzała już reagować. Przymknęła powieki, sycąc się pierwszymi promieniami słońca, które delikatnie zaczęły ogrzewać zziębniętą twarz. Doszło ją jego przeciągłe, zmęczone westchnienie.
- Nie sądziłem, że po tym, jak napiszę ci tę wiadomość, pojawisz się tutaj – powiedział niespodziewanie, robiąc niewielki krok w jej stronę. Otarł się ramieniem o jej rękę, sprawiając że nieporadnie zachwiała się i zadarła głowę, by posłać mu wściekłe spojrzenie. On jednak nie patrzył na nią, udając wielkie zainteresowanie wschodzącym słońcem.
- W takim razie jest nas dwoje – mruknęła cicho, ściągając na nowo jego rozproszoną uwagę. Niedługą chwilę wpatrywali się w siebie, a otaczająca ich cisza mieszała się z oblewającymi plażę falami i szumem wody. Luke pierwszy odwrócił głowę, oddychając ciężko.
- W takim razie po co przyjechałaś? - zapytał z wahaniem w głosie, zerkając na nią niepewnie, jakby się obawiał jej odpowiedzi.
- Nie wiem – westchnęła z nutką zamyślenia. - Naprawdę nie wiem – dodała zrezygnowana, opuszczając bezradnie ręce. Rzuciła mu krótkie spojrzenie, ale kiedy i on popatrzył, momentalnie odwróciła wzrok. Poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku. Wiedziała, że nie powinna się tam pojawiać, a mimo to wystarczył jeden krótki sms, by zerwała się wczesnym rankiem i przyjechała do niego.
- To wszystko nie tak miało wyglądać – zaczął, a w jego głosie słychać było smutek i rezygnację. - Jak udało ci się z tym wszystkim pogodzić? Jak ty to zrobiłaś? - spytał, a ona parsknęła śmiechem, uśmiechając się ironicznie.
- To proste – odparła lakonicznie, co spotkało się z jego pełnym niezrozumienia spojrzeniem. - Kiedy nie zostaje ci już zupełnie nic, kiedy wszystko co miało jakikolwiek sens zostaje ci zabrane, to przestajesz się przejmować, przestaje ci zależeć i po prostu czekasz na koniec – wyjaśniła, dostrzegając jednak jego zmieszanie. - Ale ty wciąż możesz jeszcze wszystko odzyskać, tak naprawdę niczego jeszcze nie straciłeś, dlatego nie umiesz sobie z tym poradzić.
- Taaa – burknął z przekąsem. - Na kolejnej rozprawie ma zapaść wyrok i wtedy wszystko się skończy.
- Brak koszykówki w twoim życiu to nie koniec świata! - podniosła głos, nie mogąc znieść jego narzekania. - Masz przed sobą jeszcze tysiące innych opcji i możliwości, idioto skończony! Masz całą rodzinę, która cię kocha, masz dwie sprawne nogi, masz zdrowe serce, a to że jakaś uczelnia nie przejmie cię, to nie znaczy, że całe życie ci się zawali! Więc z łaski swojej przestań się użalać nad tym, jak marne życie cię czeka, bo inni nie mają naprawdę nic, a nadal jakoś muszą sobie radzić!
Wpatrywał się w nią, kiedy wyrzucała z siebie kolejne słowa. Słyszał ją, ale sens tego monologu kompletnie do niego nie trafiał. Skupił całą swoją uwagę na jej ustach, a gdy lekko zdyszana i zmęczona swoim wielkim przemówieniem zamilkła w końcu, pochwycił w dłonie jej twarz i nie zastanawiając się nad słusznością swoich czynów, pocałował ją. Czuł słodki smak czekolady na jej chłodnych ustach, nie zważając na wymierzające mu kolejne ciosy małe piąstki dziewczyny. W końcu jednak udało jej się wyrwać z objęcia, więc demonstracyjnie otarła wargi rękawem, śląc w jego stronę grom morderczych spojrzeń. Z trudem oddychała, a jej zimne policzki pokryły się delikatnymi rumieńcami.
- Nie rozumiem tego, naprawdę tego nie rozumiem – odezwała się i bezradnie opuściła ramiona. - W chwili, kiedy wydaje mi się, że mogłabym na moment przestać cię nienawidzić, ty dajesz mi kolejny powód, aby ta nienawiść tylko rosła i stawała się silniejsza. Niesamowite.
- To nieprawda – zaprzeczył raptownie, a przebłysk uśmiechu przemknął przez jego twarz. Zmęczone, pełne smutku oczy nagle pojaśniały. - To nie jest nienawiść, to jest strach. Boisz się tego, co czujesz. Boisz się tego, co czujesz do mnie. Boisz się zaangażować. Boisz się przyznać, że mimo wszystko ci zależy. Boisz się śmierci.
- Nie boję się śmierci. Boję się nadziei – odpowiedziała tak cicho, że jej słaby głos był ledwo dosłyszalny przy szumie oceanu. Luke spojrzał na nią, starając się ukryć przerażenie, które wywołały w nim jej słowa. W kompletnym milczeniu stali naprzeciw siebie, nie do końca będąc pewni, co dalej. Kiedy zbliżył się i bez żadnego ostrzeżenia wziął ją w swoje ramiona, dreszcz wstrząsnął jej całym ciałem. Z całej siły zacisnęła drżące palce, wtulając się w niego ufnie.
- Za późno – szepnął, opierając brodę na czubku jej głowy. Troskliwie sunął dłoń wzdłuż pleców, próbując dotykiem ją uspokoić. Jej rozdygotane ciało wydawało się być niezwykle kruche w jego silnych ramionach. Czuł szaleńcze bicie jej serca i ciężki oddech. - Też się boję tej nadziei, ale jak podzielimy ten strach na dwa, to może będzie trochę łatwiej – zaproponował, siląc się na żartobliwy ton tej wypowiedzi, ale niewiele mu z tego wyszło. Ariel westchnęła, bo przecież oboje doskonale wiedzieli, że to wszystko miało być od teraz wyłącznie trudniejsze. Bardzo powoli wysunęła się z jego objęcia, podnosząc wzrok.
- Muszę już wracać – zaczęła się tłumaczyć, oddalając się od niego. - Dzisiaj muszę być wcześniej w szkole, a powinnam się jeszcze wykąpać, przygotować, sprawdzić co z matką i w ogóle – kontynuowała, starając się znaleźć najbardziej racjonalne argumenty na to, aby móc go tam zostawić i jak najprędzej uciec stamtąd. Skinął ze zrozumieniem głową, gdy ruszyła w stronę swojego samochodu.
- Keller! - zawołał, kiedy wspinała się po betonowych schodkach, prowadzących na parking, gdzie zostawiła swój samochód. Odwróciła się za siebie, dostrzegając jak biegł w jej stronę. - Poczekaj! Wracam z tobą, bo podobno te patałachy z drużyny nie dadzą sobie dziś beze mnie rady.
Bez zastanowienia chwycił jej dłoń i mocno ją uścisnął, pomagając jej wejść na górę. Mimo iż skutecznie uciekał wzrokiem, udało jej się dostrzec zarys uśmiechu, kiedy razem wsiadali do pickupa.

#

Cała hala zamilkła. Wszyscy z zapartym tchem wpatrywali się w stojącego naprzeciw kosza Luke'a, który z ogromnym skupieniem wpatrywał się w piłkę. Do końca meczu została ostatnia sekunda, a na tablicy wyników wyświetlał się niekorzystny dla nich wynik, który oznaczał eliminację z dalszych rozgrywek. Potrzebowali tego jednego trafienia, aby awansować dalej. Wszystko w tamtej chwili leżało w jego rękach, a celny rzut mógł uczynić go na nowo szkolnym bohaterem. Ariel nerwowo ściskała kciuki, ani na moment nie odrywając wzroku od chłopaka. Wstrzymała oddech, gdy ostatni raz przekozłował piłkę i ugiął kolana, unosząc w górę ręce. Nim rzucił piłkę, wyraźnie dostrzegła wgłębienie w jego policzku i choć nie patrzył na nią, była przekonana o tym, że się uśmiechnął.
- I tak, proszę państwa, to prawda, liceum z Blue County w półfinale rozgrywek! - rozległ się ogłuszający ryk komentatora, kiedy piłka przeleciała przez obręcz, a cała sala wybuchła okrzykiem radości. Luke spojrzał w jej stronę, nim wszyscy rzucili się na niego w dzikim szale. Znowu na chwilę stał się kimś ważnym, wracając do swojego małego świata bożyszcza tłumów. Miała wrażenie, że udało mu się na moment zapomnieć o tym wszystkim co działo się w jego życiu. Wydawał się być szczęśliwym.
- Wygraliśmy! - pisnął Calum, który pojawił się niespodziewanie i objął ją z całej siły, delikatnie unosząc w górę.
- Hood, głupku, jesteś cały mokry! - jęknęła z odrazą, wyswabadzając się z uścisku przyjaciela, który raczej nie przejmował się jej uwagami, wciąż jak mały chłopiec ciesząc się z tego zwycięstwa. Zdawała sobie sprawę, jak wielką wagę przywiązywał do koszykówki i jak bardzo jego przyszłość zależała od tych wyników.
- Wiesz? - zagadnął po chwili, ocierając koszulką spoconą twarz. - Miałem przez moment taki tyci tyci cień nadziei, że razem ze zmianą koloru włosów, twoje nastawienie do świata też się zmieni, ale och, ja naiwny, tak bardzo się pomyliłem! - westchnął teatralnie, a Ariel klepnęła go mocniej w ramię, marszcząc brwi.
- Wiesz? - naśladowała ton jego wypowiedzi w wyjątkowo przedrzeźniający sposób, robiąc przy tym dziwne miny. - Wracaj lepiej do tych swoich spoconych koleżków i razem świętujcie to swoje wymęczone zwycięstwo!
- Za co ja cię tak lubię i wciąż toleruję – westchnął ciężko, kręcąc głową. Otulił ją na pożegnanie ramionami, celowo ocierając się o nią swoim mokrym ciałem. Dziewczyna odepchnęła go, ale kiedy dostrzegła jego zmęczony, aczkolwiek wyjątkowo radosny uśmiech, wcześniejsza złość szybko się ulotniła. - I masz zbyt szybko nie odjeżdżać, poczekaj chwilę przy samochodzie – dodał na koniec, całując ją w policzek.
- O nie, nie! - zaoponowała momentalnie. - Nie będę twoim cholernym, prywatnym taksówkarzem! Znajdź sobie kogoś innego! – krzyknęła za nim, kiedy zbiegał już po schodach. Przystanął i odwrócił się z podejrzanym uśmiechem na ustach.
- Jak wolisz – odparł, wzruszając ramionami, po czym pospiesznie wrócił do drużyny, zostawiając ją samą.
Jedynym racjonalnym wytłumaczeniem zachowania Caluma wydawał jej się fakt, że chłopak nie miał z kim wrócić do domu i z pewnością liczył na darmową podwózkę z jej strony, dlatego postanowiła na niego poczekać. Włączyła muzykę i ze znudzeniem obserwowała pustoszejący parking, wypatrując w każdej wychodzącej z budynku postaci Hooda. Była tak skupiona, że nie dostrzegła, jak ktoś podszedł do niej, opierając się o uchyloną szybę.
- Cześć! - rozbrzmiał zbyt dobrze znany jej głos, sprawiając że aż podskoczyła na siedzeniu, kompletnie nie spodziewając się niczyjej obecności. Rzuciła chłopakowi mordercze spojrzenie, zaciskając mocno usta, by przypadkiem nie wypowiedzieć na głos kilku nieprzyjemnych słów.
- Idiota – warknęła cicho, a blondyn roześmiał się. Dłonią przeczesał wciąż wilgotne włosy i wsunął na głowę czapkę. Wrzucił na tylne siedzenie swoją torbę i otworzył drzwi, pociągając ją za rękę. - Czy ciebie do reszty popieprzyło? Co ty robisz? Nie mam czasu na twoje bzdurne zabawy! Mógłbyś mnie puścić? Czekam tylko na Caluma i jadę do domu.
- Twój azjatycki kochaś już dawno temu pojechał na imprezę z resztą chłopaków – wyjaśnił z rozbawieniem Luke, wyciągając ją z auta.
- Acha, świetnie, bardzo fajnie, rzekłabym wręcz fantastycznie, zabiję go, jak tylko go spotkam, ale w takim razie, dlaczego ty jesteś tu? Dlaczego nie pojechałeś z nimi? O co do jasnej cholery chodzi? - zarzuciła go pytaniami, kiedy prowadził ją na drugą stronę pickupa i posadził na miejscu pasażera, zapinając pas. Miał ten dziwnie niepokojący wyraz twarzy i błąkający się na ustach uśmieszek. Kiedy lekko się pochylił, poczuła świeży zapach i woń jego perfum. Gdy usiadł za kierownicą od razu podłączył swój telefon pod radio i włączył własną muzykę. Spojrzał na nią, kolejny raz uśmiechając się szeroko. Miała wrażenie, że jej zdezorientowanie sprawiało, że czerpał z tego wszystkiego jeszcze większą radość.
- Dobra, powiem ci – odezwał się w końcu, kiedy znaleźli się już na drodze, skręcając w stronę miasta. Ariel westchnęła bez przekonania, krzyżując przed sobą ręce. - Chodzi o to, że postanowiłem wykorzystać twoje życiowe rady i przestałem się nad sobą użalać.
- No brawo – bąknęła z ironią, wywracając oczami i nadal nie rozumiejąc do czego zmierzał.
- Tak – potwierdził z zadowoleniem, dumny ze swojego osiągnięcia. - A więc …
- Od 'a więc' nie zaczyna się zdania – weszła mu w słowo, ale on posłał jej tylko krótkie spojrzenie, nie zamierzając wdawać się w żadne dyskusje.
- Potrzebuję do tego twojej pomocy, bo jest w szkole taka jedna dziewczyna, którą chciałbym zaprosić, ale nie bardzo wiem, jak się za to zabrać. Wiesz, jest ciężka w kontaktach międzyludzkich, ale czuję, że warto zaryzykować. Jest nawet trochę do ciebie podobna w podejściu do życia, dlatego wpadłem na ten pomysł, że mogłabyś mi pomóc – tłumaczył, a Ariel spojrzała na niego zdumiona. Poczuła krótkie, prawie niezauważalne ukłucie, starając się ukryć przed nim ten moment słabości. - Pokażę ci kilka miejsc, w które chciałbym ją zabrać, a ty mi powiesz, które będzie najbardziej odpowiednie, ok?
- To jest chyba jakaś kpina, Hemmings! – odparła w końcu, nie potrafiąc zapanować nad chwilą złości. - Niby z jakiej okazji miałabym ci pomagać? Nie jesteśmy nawet przyjaciółmi, ani niczym w tym rodzaju, żebyś miał czelność myśleć, iż mogłabym ci doradzać w takich sprawach! - dodała oburzona, nie panując już nad sobą. On jednak zdawał się nie przejmować jej wściekłością, wciąż z uśmiechem wymieniając przygotowane wcześniej miejsca.
- Od dawna próbuję, ale ona wciąż ucieka, ciągle czegoś się obawia, już nie wiem, co robić, żeby w końcu mnie zauważyła. Bo to nie jest taka zwyczajna dziewczyna, jest naprawdę wyjątkowa i nie chciałbym jej przestraszyć. Wiesz, ona bardzo się boi – kontynuował, niezrażony zachowaniem Ariel. Wydawał się być niezwykle podekscytowany spotkaniem z tą dziewczyną, a to tylko wzbudzało w niej jeszcze większą złość. Nie mogła jednak pokazać przed nim, jak bardzo wytrąciło ją to z równowagi. - Myślałem nad jakąś kolacją w restauracji, albo może lepiej sam bym coś ugotował? Co o tym sądzisz? A może na początek kino? Albo jakaś impreza? Co? Gdzie ty byś chciała się wybrać?
- Odwieź mnie do domu – poleciła, siląc się na spokojny ton. Głos jednak nadal nerwowo drżał, gdy patrzyła na jego rozradowaną twarz. Spojrzał na nią, robiąc maślane oczy, po czym zamrugał kilkakrotnie. Nie poznawała go.
- No Keller, jesteś moim jedynym ratunkiem! Pomóż mi wybrać i dam ci już spokój! - prosił błagalnie, wciąż spoglądając na nią z tym rozmarzonym spojrzeniem. Ta dziewczyna musiała być naprawdę kimś wyjątkowym, bo stary Hemmings, którego dotąd znała nie przywiązywał wagi do takich rzeczy. Dla tamtego Hemmingsa liczyła się tylko dobra zabawa, alkohol i szybkie zaliczenie kolejnej panienki, a tym razem było w nim coś innego. I choć próbowała walczyć z falą nagłego, niespodziewanego rozczarowania, doszła do wniosku, że im szybciej zakończy tę jego dziwną gierkę, tym prędzej znajdzie się we własnym domu, z daleka od niego.
- Nie znam jej …
- Oj no! Ale co ty byś wybrała? – nalegał, zmuszając ją do odpowiedzi, aż w końcu poddała się.
- Jeśli chodzi o mnie, to pewnie wybrałabym McDonaldsa na wynos i wieczór na przyczepce mojego pickupa pod gołym niebem z trzeszczącą muzyką z tego rozwalającego się radia – wyznała z nostalgią w głosie, wpatrując się w krajobraz za oknem. - Ale po cholerę mnie o to pytasz?! Nie jestem nią, nie wiem, czego ona mogłaby chcieć! - uniosła się, niespokojnie wymachując rękami. Nie dostrzegła krótkiego uśmiechu na jego ustach, kiedy skończyła mówić, a on zatrzymał samochód przed podjazdem jej domu.
- Dzięki! - powiedział uradowany, wyskakując z samochodu. Pomógł jej wysiąść i podprowadził ją pod drzwi. - Czasami jednak jestem w stanie cię nie nienawidzić – dodał radośnie na pożegnanie, a ona nie raczyła nawet na niego spojrzeć, od razu zamykając się w domu. Dopiero wtedy zrobiło jej się słabo i niedobrze. Osunęła się na ziemię, chowając głowę między kolanami. W tej samej chwili telefon zawibrował w kieszeni. Z ogromną niechęcią sięgnęła po niego, odczytując wiadomość.
Mam zniżki na Big Maca i dwa śpiwory idealne na przyczepkę pickupa. Za godzinę bądź gotowa. L.
Uśmiechnęła się.


26 komentarzy:

  1. wow! No nie spodziewalam sie takeigo obrotu akcji. znaczy wiedzialam, albo chcoiaz domyslalam sie,z e to chdozi o Ariel no bo jak to on mialby cos z inna? NIE MA OPCJI NORMALNIE! Ale mimo wszystko strasznie to slodkie z jego strony :):)
    Mam nadzieje, ze Ariel sie w koncu ogarnie :) No i oczywiscie bedzie Happy End.
    ps. Ile rozdzialow jeszcze przewidujesz? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialne! Niesamowite!

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaaaa wiedziałam, że tak będzie. Oby wszystko było dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow Wow wow! Genialne! Zazdrosna Ariel i romantyczny Luke to takie dziwne i zarazem urocze. Czekam na następny i życze dużo weny!! ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  5. Dlaczego ja nie mogę mieç takiego Luke'a ? .-.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dlaczego ja nie mogę mieç takiego Luke'a ? .-.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oh Alicjo co ty ze mną robisz? Wiesz że muszę każdy rozdział czytać 2 razy bo za pierwszym razem nic nie widzę przez łzy? Niszczysz moje nieistniejące serce. Nienawidzę cię<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i chce żebyś wiedziała że przez ciebie do końca życia zostanę sama bo Luke to pieprzona perfekcja i też chce takiego. Tylko takiego

      Usuń
  8. Przeczytała całość, z normalnym jak na te ff, zachwytem, a na koniec również się uśmiechnęła... :p Oooh ja też chcę takiego Luke'a.. :D To takie słodkie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow Luke i Keller aww 💚
    W końcu Hemmings sie ogarnął i wziął sprawy w swoje ręce. Jestem z niego dumna :')
    Tylko żeby czegoś znowu nie spieprzył hahah xd

    OdpowiedzUsuń
  10. Ariel, czy ty jesteś niedorozwinięta? Taka mądra, a nawet nie ogarnęła, że mówił o niej... Oj, kochana, coś mi się wydaje że w kontaktach międzyludzkich, to ty potrzebujesz korepetycji. Czekam w niecierpliwości na tą randkę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowny. Jak czytałam to mi się tak morda cieszyła jak dziecku w sklepie z zabawkami.

    OdpowiedzUsuń
  12. chcę takiego Luka pls
    a, i przez ciebie zostanę sama do końca życia, bo Hemmings tutaj to taka cholerna perfekcja, że nie chcę nikogo innego, kocham cię Ala za to

    OdpowiedzUsuń
  13. świetny rozdział! <3
    czekam na dalsze części :)
    jestem zachwycona tym blogiem!
    czekam na dłuższe rozdziały :>
    http://art-of-killing.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Ariel zmienia się w Arielkę. *-*
    Wiesz, że przez wihay znalazłam tę bajkę i zaczęłam oglądać. :o Wihay powoduje różne dziwne reakcje uboczne...
    Ale mimo wszystko jest tak uroczo. Aż mam ochotę złożyć rączki i poczciwie rozczulać się nad nimi. W napięciu czekałam, aż Luke jej powie, że ta księżniczka (a może można się posunąć do określenia - kretynka, kto wie, bo skoro Luke to taki zidiociały kretyn, który się obok niej pląta...) to właśnie ona. Właściwie wykazano tu, że jak się nie starasz, nie przykładasz, to wychodzi lepiej. ;) Jak edukacyjnie, z morałem!
    Aż czuję się przesłodzona w zachwytach nad tym rozdziałem. Jednak masz serce! :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Skoro Luke posłuchał życiowych rad Ariel, to teraz chyba najwyższy czas, by to Ariel posłuchała Luke’a :D W ogóle, jaki ten Hemmings niewychowany. Wpycha się na miejsce kierowcy do cudzego samochodu i jeszcze puszcza swoją własną muzykę. Ech, co za człowiek! Zupełnie nie rozumiem, jak jednocześnie można być takim imbecylem, i takim uroczym stworzeniem. Wiem, to ten uśmiech i… dołeczki! Tak, one są wszystkiemu winne - tutaj ktoś szykuje się, żeby na Luke'a naskoczyć, a on w akcie desperacji serwuje po kolei uśmiech numer jeden, potem uśmiech numer dwa (ten trochę szerszy) i ostatecznie pokonuje człowieka uśmiechem numer trzy (dołeczki, te nieszczęsne dołeczki). A tak już pomijając i uśmiech, i niewychowanie Hemmingsa, to po tym rozdziale naszły mnie strasznie „pozytywne” refleksje odnośnie L. Jak tak sobie przypomniałam jego postać z samego początku, to aż miałam ochotę pacnąć się mocno w czoło i wykrzyczeć: jak i kiedy on zdążył się tak zmienić? Przecież, tak jak to było zresztą wspomniane nawet gdzieś w tym fragmencie wyżej, L. z początku to lekkoduch, imprezowicz, trochę pijak (wybacz Hemmings, ale taka prawda :D). On jako pierwszy poleciałby na imprezę po tym meczu. Nawet nie czekałby na kogoś, kto mógłby go podwieźć, tylko by się przebrał (albo i nie, w końcu im szybciej dotarłby na miejsce, tym więcej mógłby wlać w siebie różnych płynów) i truchcikiem ruszył do najbliższego baru (tylko by się za nim kurzyło). A tutaj Hemmings dobrowolnie wybrał towarzystwo Arielki. Zignorował kumpli, którzy pewnie próbowali go zaciągnąć ze sobą i został. To aż nie do pomyślenie, że on mógł się tak zmienić. I rany, to że na tę zmianę zareagowałam takim niedowierzającym pytaniem, świadczy o tym, że naprawdę świetnie to przeprowadziłaś. Cały ten proces postępował stopniowo, a udział w nim miały po kolei wszystkie zdarzenie, które mu się przytrafiały i… osoba Arielki. I mimo że generalnie można by uznać, że podejście Hemmingsa się zmieniło (z L. nic nigdy nie może być tak do końca pewne), to jednak on nadal nie stracił swojej "lukowatości" :P Dalej bywa irytująco ironiczny i równie irytująco pewny siebie. Pozostał sobą, jednocześnie nieco się zmieniając. Yup, zawsze straszliwie lubiłam takie motywy przemian bohaterów. To dlatego, że generalnie uważam, że ludzie może nie tyle się zmieniają, co kształtują w zależności od tego, co ich spotyka. I taki proces dość ciężko jest opisać, gdyż jest długotrwały, musi mieć jakieś konkretne przyczyny, a jednocześnie nie może być karykaturalny. Bo równie dobrze Hemmings mógłby znaleźć się w tym punkcie po dziesięciu rozdziałach i od razu stać się kapciem-papciem, co to się do Arielki tuli i nie potrafi wdać się z nią w żadną dyskusję. Ale tak się nie stało. Także dołeczki Hemmingsa dołeczkami Hemmingsa, ale ja przede wszystkim chciałabym Ci powiedzieć, że niezwykle doceniam to, jak opisałaś ten proces jego przemiany. Plus z rozdziału na rozdział jestem coraz bardziej zachwycona Calumem. Nie spodziewałam się, że on jako bohater może mieć taki potencjał. Uwielbiam te jego rozmowy z Ariel… Och, i chciałam coś jeszcze dodać o Arielce. Trochę jej zazdroszczę tych czerwonych włosów xd Poza tym, ona jako bohaterka też jest niezwykle skomplikowana. I chociaż czasami mam ochotę mocno ją trzepnąć albo wytargać za uszy, to jestem w stanie zrozumieć, dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej, dlaczego wymyka się Hemmingsowi. I ten rozdział i jej słowa, które padły, są jakby potwierdzeniem tego, w jaki sposób postrzegam i motywuję jej postępowanie. Jejku, za każdym razem dochodzę do wniosku, że naprawdę ją podziwiam… Trzymam mocno kciuki, żeby dała radę zaufać Hemmingsowi. Bo on sobie na to zasłużył. W końcu nadzieja nie zawsze prowadzi do najgorszego, a czasem nawet chwila szczęścia jest warta tego, żeby potem podwójnie cierpieć...AAA, ta końcówka i niedomyślna Ariel, to po prostu zwaliła mnie z nóg. Myślałam, że to ja nie ogarniam, a Ariel wydaje się czasem bić mnie na głowę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że dawno nie wpadałam do Ciebie z komentarzami, ale po prostu mimo że czytałam, kompletnie nie mogłam się zebrać do napisania czegokolwiek. Postaram się poprawić (o ile wcześniej nie postanowisz mnie odnaleźć i trwale uszkodzić za to, że Ci tu takie długaśne i dziwne elaboraty wypisuję ;( )
      Grr, nienawidzę bloggera za ten limit znaków w jednym komentarzu.
      Pozdrawiam serdecznie <3

      Usuń
  16. jaki słodki, oddaj mi go

    OdpowiedzUsuń
  17. Genialne :D Luke taki słodki *.* Dajcie mi takiego chłopaka xd
    Czekam na nexta :D Pozdrawiam i życze jak najwięcej weny <3 /Wo

    OdpowiedzUsuń
  18. Jejciu, jaki słodki rozdział hdjsvsksvskdhd 😍

    OdpowiedzUsuń
  19. Ooo jak słodkoo *.* genialny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Cudownie *.* życzę weny i czekam na więcej :)

    Twojego wcześniejszego bloga też przeczytałam, ryczałam i się uśmiechałam jak dziecko ;*

    OdpowiedzUsuń
  21. a to Luke, cwana z niego bestia ale to chyba był jedyny sposób, by zobaczyć zazdrość Ariel. swoją drogą to ciekawy pomysł z kolorem włosów. osobiście kompletnie sobie jej nie wyobrażam z czerwonym, ale kto wie, może faktycznie do niej pasuje. Co do zazdrości, to miło było zobaczyć, że Ariel zależy. czasami myślę, że taki wstrząs na zazdrość to bardzo dobry pomysł. wtedy człowiek może przynajmniej coś zauważyć i przy okazji trochę się wyżyć (co wprawdzie zależy od strony po jakiej sie znajduje).
    Cóż, czekam na ich nierandkę i mam nadzieję, że nic złego się tam nie wydarzy :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń